Kategoria Szwecja
« Polska |
Strona Główna
poniedziałek, 25 wrzesień, 2006
Pokłosie innej katastrofy
Po 30 miesiącach podróży, 12 września 1745 roku, Götheborg, statek
szwedzkiej Kompanii Wchodnioindyjskiej, znajduje się u wejścia do
macierzystego portu. Statek wyładowany po brzegi rok wcześniej w
Kantonie porcelaną, herbatą, jedwabiem i przyprawami. Pomimo obecności
pilota na pokładzie, na oczach licznie zgromadzonej gawiedzi, statek
wchodzi na znaną wszystkim skałę, znajdującą się w środku toru wodnego i
tonie wraz z całym ładunkiem.
Dzięki bliskości lądu i
obecności wielu małych łodzi, towarzyszących Götheborgowi przy wejściu
do portu, wszystkich członków załogi udało się uratować. Później udało
się także wydobyć większość z cennego ładunku. Przyczyn katastrofy nigdy
nie wyjaśniono, a Götheborg przeleżał na dnie zapomniany przez ponad 240
lat.
Odkryty w 1985 roku przez nurków, został objęty badaniami archeologicznymi. A w jakiejś szalonej głowie wykluł się pomysł zbudowania repliki statku i pożeglowania szlakiem, uczęszczanym drzewiej przez statki szwedzkiej kompanii, do Chin. Znaleźli się też równie szaleni sponsorzy i w 1995 roku, w stoczni Terra Nova w Göteborgu, położono stępkę.
The Swedish Ship Götheborg wyruszył w swoją podróż do Chin 2 października 2005 roku. Do Guangzhou (Kantonu) dotarł 21 lipca 2006, a od 29 sierpnia cumuje w Szanghaju. Wyjście z Szanghaju w podróż powrotną planowane jest na 17 listopada 2006.
Zdjęcie: strona internetowa Svenska Ostindiska Companiet
AB
Więcej o całym projekcie można dowiedzieć się tutaj i tutaj.
czwartek, 21 wrzesień, 2006
Raport mniejszości
Szwedzka niezależna instytucja Swed-Watch,
monitorująca sposób prowadzenia interesów przez szwedzkich
przedsiębiorców w krajach rozwijających się, opublikowała raport,
atakujący dwóch szwedzkich armatorów, którzy zlecili budowę kilkunastu
statków w dwóch stoczniach w Szanghaju.
Raport stwierdza,
że pracownicy zatrudnieni w stoczniach na kontraktach czasowych nie są
traktowani właściwie. Nie przygotowano dla nich przyzwoitego zaplecza
socjalnego, zastrzeżenia inspektorów Swed-Watch wzbudziły też
rusztowania i stosowane środki BHP.
Nie wydaje się by Swed-Watch
uważało Polskę za kraj rozwijający się, w każdym razie raportów na temat
Polski nie ma. A może szkoda, bo z moich doświadczeń wynika, że zaplecze
socjalne dla ludzi zatrudnionych na etatach w niektórych polskich
zakładach (na przykład funkcjonujących na terenie dawnej Stoczni
Gdańskiej) bywa czasami zdecydowanie gorsze niż w Chinach. Szatnie i
prysznice w spleśniałych kanciapach z płyty pilśniowej ostatni remont
przechodziły za wczesnego Gomułki. Co do środków BHP to Polaków czasami
charakteryzuje podobna beztroska jak Chińczyków. W miejscach w których
pracowałem, zarówno w Polsce jak i w Chinach, większość osobistych
środków ochrony BHP była zazwyczaj dostępna, mimo tego wiele osób ich
nie stosowało.
W każdym razie raport Swed-Watch opowiada o
drobiazgach, które w porównaniu z tym jak bywają traktowani pracownicy w
niektórych firmach w Chinach, są naprawdę śmieszne. Sama obecność białych
inspektorów wymusza zdecydowaną poprawę standardów bezpieczeństwa, biali
są kapryśni. Nie chcą, na przykład, wchodzić na bambusowe rusztowania.
Może z powodu wagi, statystyczny biały inspektor jest
co najmniej trzy razy cięższy od chińskiego robotnika.
Zdjęcie: Edward
Burtynsky
poniedziałek, 21 sierpień, 2006
Deja vu po czterystu latach
Prawie 380 lat temu, 10 sierpnia 1628 roku, galeon Vasa wychodzi w swój pierwszy i jedyny rejs z portu w Sztokholmie. Po przepłynięciu niecałej mili, jeszcze w obrębie portu, pod wpływem podmuchu wiatru kładzie się na lewą burtę. Przez otwarte furty działowe wlewa się woda i okręt, którego budowa kosztowała prawie 5% ówczesnego szwedzkiego PKB, idzie na dno. Kadłub wydobyto w 1956 roku i po restauracji udostępniono do zwiedzania.
Pod robiącym nieprawdopodobne wrażenie dębowym kadłubem przypomniał mi
się Cougar
Ace.
Można powiedzieć, że pomimo upływu czterystu lat wciąż mogą
się zdarzyć problemy ze statecznością statków, ale przynajmniej furty
umiemy robić szczelne. Cougar Ace, pomimo 85 stopniowego przechyłu nie
zatonął. Akcja ratunkowa ma się ku ukończeniu. Po próbach wyprostowania
statku na otwartym oceanie, z powodu pogorszenia się pogody, przechyloną
jednostkę przeholowano do zatoki Wide Bay na wyspie Unalaska.
Tam, dzięki wypompowaniu wody z pokładów ładunkowych i niektórych
zbiorników balastowych, statek wyprostowano. Na pokładzie uruchomiono
już również agregat prądotwórczy, statek przygotowywany jest do
przeholowania do portu, gdzie zostanie wyładowane ponad 4800 samochodów
Mazda, stanowiących jego ładunek. Samochodów, albo raczej tego co z nich
zostało. Prawdopodobne są wysokie przeceny Mazd w Kanadzie. Ciekawe, czy
zostaną opublikowane zdjęcia z wnętrza statku, być może był to
największy w historii przemysłu motoryzacyjnego crash test.
Cały
incydent nie obył się niestety bez ofiar. Inżynier z pierwszej ekipy,
która starała się zbadać możliwości uratowania statku, poślizgnął się,
zsunął się po pokładzie i zginął wskutek odniesionych obrażeń.
Wszystkie zdjęcia: Unified Command M/V Cougar Ace
Żądni dokładniejszych informacji mogą zajrzeć: tutaj bądź tam.
czwartek, 10 sierpień, 2006
piątek, 04 sierpień, 2006
Rzuciłem papiery i wyszedłem.
Rzuciłem papiery i wyszedłem. A właściwie wyjechałem ....
Stało
się to po wyborach, które wyniosły nowe, nieprzebrane rzesze ludzi na
ich poziom niekompetencji.
Nie robiłem sobie aż tak wielkich
nadziei na zmiany, przyzwyczajony do statusu pokornego płatnika
podatków, nie wymagającego w zamian porządnych dróg, szkół, szpitali,
pozwolenia na budowę w czasie krótszym niż 24 miesiące, złapania
sprawców włamu do mojego mieszkania i tak dalej.
Wyjazd nie
ma jednak z tym nic wspólnego, nie został zorganizowany jako protest
przeciwko czemukolwiek lub komukolwiek, po prostu ktoś w luźnej rozmowie
w chińskim barze, przy kiepskim piwie rzucił propozycję, o dziwo
traktując ją poważnie.
Czy to na zawsze ten wyjazd? A kto to może dzisiaj wiedzieć, ale wiele jest ciekawych miejsc na świecie, w których można żyć.
środa, 28 czerwiec, 2006
Göteborg - Warszawa - Gdynia
Wczesny start, o szóstej rano zamówiona taksówka czeka. Na ulicach
absolutna pustka, pomimo tego taksówkarz twardo jedzie dokładnie 50km/h.
Trochę to drażni, trochę śmieszy. Ale może tak właśnie powinno być?
Göteborg
City Airport to stare lotnisko wojskowe, przysposobione do obsługi
tanich linii lotniczych przez wybudowanie prowizorycznego baraku z
blachy falistej. To moje pierwsze w życiu doświadczenie z tanimi liniami
lotniczymi, więc nie mam zdania. Okazało się później że warszawski
terminal Etiuda to mniej więcej podobny poziom.
Wizzair, zgodnie
z rozkładem, ląduje w samym środku warszawskiego piekła. Bure suki,
niszczarki dokumentów, obiecanki-cacanki, grupa 3mająca władzę. Ciekawe
jak się żyje, mając to wszystko na wyciągnięcie ręki? Wolę nie sprawdzać.
Dworzec
Centralny boleśnie przypomina, że są miejsca gdzie komunizm trzyma się
znakomicie dobrze. I żeby to zobaczyć nie trzeba ani lustracji, ani
Rzecznika Interesu Publicznego, ani przenikliwości żoliborskiego
inteligenta. Kupiłem bilet za jedyne 82 złote, przyczyniając się do
powiększenia strat PKP. Ale to nie problem, premier Obiecankiewicz
wyrówna kolejarzom z podatków. Wypełniony, jak samolot do Londynu,
ekspres Małopolska już w Warszawie ma 15 minut spóźnienia. Na połowie
mojego miejsca siedzi słusznej wielkości pan, który wziął sobie do serca
ostatnie doniesienia prasowe, że nadmierna czystość skraca życie.
Pozostaje korytarz.
Gdynia. Wynik - 11 godzin 45 minut. Nie najgorzej.