« Inne | Strona glowna | Szwecja »
Archiwa kategorii Polska
Norgas Innovation
Opublikowal Marcin, niedziela, 22 listopad, 2009 8:24.29Niedalej jak w kwietniu tego roku Gdańska Stocznia Remontowa dostarczyła holenderskiemu armatorowi gazowiec Coral Methane przystosowany jednocześnie do przewozu skroplonego gazu ziemnego (LNG), gazolu (LPG) i etylenu. To pierwszy zbudowany w Europie i jeden z pierwszych zbudowanych na świecie gazowców tego typu.
Tymczasem 15 listopada miał miejsce chrzest podobnego statku zbudowanego w Chinach. Gazowiec, zbudowany dla norweskiego armatora Skaugen, otrzymał nazwę Nordic Innovation. Kadłub powstał w Taizhou Wuzhou Shipbuilding Industry, natomiast zbiorniki i cała instalacja ładunkowa została wyprodukowana i zamontowana w kadłubie przez Shenghui Gas Chemical Systems Co. Ltd w Zhangjiagang. SGCS jest spółką joint venture, w której Skaugen jest głównym udziałowcem.
Zdjęcie: eworldship
Przeznaczenie statku jest identyczne jak Coral Methane. Jednostka będzie zaopatrywać w gaz skandynawskich odbiorców nie mających dostępu do rurociągów. Skaugen zamówił w Chinach łącznie 10 tego typu jednostek. Gazowiec z Remontówki pozostaje jak na razie rodzynkiem.
Lech Walesa Airport gotowy na Euro 2012
Opublikowal Marcin, wtorek, 08 kwiecień, 2008 9:50.46Opóźniony Wizzair z Göteborga (14.15) zmieścił się w hali przylotów, gdzie 2 strażników granicznych uskuteczniało strajk włoski. Pasażerowie Wizzair-u ze Sztokholmu (14.30), Dortmundu (15.00) i SAS-u z Kopenhagi (15.20) tłoczyli się w oczekiwaniu na odprawę na płycie lotniska, która jest wystarczająco duża, żeby pomieścić wszystkich chętnych do obejrzenia Euro2012 w Gdańsku.
Z Gazety Wyborczej: Nawet co piąty Polak wracający z emigracji może nie poradzić sobie psychicznie z otaczającą go rzeczywistością.
Jak donosi China Daily
Opublikowal Marcin, poniedziałek, 21 maj, 2007 7:03.24China Daily w krótkiej notatce poinformował, cytując Wprost, że polski premier nie ma konta bankowego i trzyma pieniądze na koncie mamy.
Szczupłość miejsca nie pozwoliła chińskiemu dziennikarzowi przybliżyć motywów decyzji naszego premiera (Nie chcę dopuścić do sytuacji, że ktoś bez mojej wiedzy wpłaci na mój rachunek jakieś pieniądze, a na drugi dzień przeczytam o tym w gazecie). Może i dobrze, że nie próbował tego tłumaczyć. Wątpliwe jest, aby ktokolwiek z czytelników ChinaDaily był w stanie to zrozumieć. Zwłaszcza miejscowi politycy, którym, jak wskazują różne szeroko publikowane analizy, bez przerwy ktoś coś na konto wpłaca. I bardzo rzadko się o tym czyta w gazetach, a już na pewno nie następnego dnia. Zresztą głębsza analiza polskiej sytuacji mogłaby wywołać u chińskiego czytelnika niejakie wątpliwości, czy demokracja w stylu zachodnim to na pewno najlepszy system polityczny na świecie. Skoro, jak się okazuje, władzę w europejskim kraju, który musi się na gwałt modernizować aby nadgonić wszelkie cywilizacyjne zapóźnienia, może objąć człowiek, który woli z cywilizacją, z absurdalnych zupełnie powodów, nie mieć do czynienia.
jeśli jest we mnie ludzka dusza
tchnij ją w nową kukłę i baw
się nią
Ostatnimi czasy jedyne godne odnotowania informacje z kraju, to te o odejściu kolejnych ludzi. A reszta? Ech ...
Kwas
Opublikowal Marcin, niedziela, 25 luty, 2007 0:19.37Rozbitą jarzeniówkę ze zniszczonej lampy, którą kazałem wymienić podczas inspekcji, wyrzucił na jedną z wielu kup śmieci, rosnących przy placu montażowym. Szef kontroli i kilka innych osób przyglądało się temu zupełnie obojętnie, jakby to nie był ich zakład. Całe to miejsce zaczynało powoli przypominać wysypisko.
Nie będzie głosów oburzenia. Przypomniało mi się, że gdy pracowałem jeszcze w Polsce, przyszedł do mnie do biura szef produkcji jednej z najlepszych podobno i najbardziej profesjonalnych polskich firm zajmujących się pasywacją konstrukcji ze stali nierdzewnej. Robili u nas sporą robotę, no i zostało im sporo kwasu, który powinni byli zutylizować. Zapytał się, czy może to wszystko zlać do kanalizacji burzowej u nas w stoczni.
Ryszard Kapuściński [']
Już dawno chciałem coś o nim napisać. Zdjęcie, które ilustruje ten wpis, zrobiłem 11 listopada zeszłego roku.
Do pierwszego wyjazdu do Chin przygotowywałem się dosyć długo. Wziąłem
kilka książek o Chinach, ale także Podróże z Herodotem.
I nie ma chyba lepszej lektury dla człowieka rzuconego na drugi koniec
świata.
W każdą następną podróż do Azji brałem jedną jego
książkę. Jakoś tak wyszło, że tym razem, nie mam ze sobą żadnej. Nie
wiem dlaczego. Ale zamówiłem w zeszłym tygodniu w Merlinie Lapidaria
I-III. Pojedzie następnym razem.
95 tysięcy ton wieprzowiny klasy E (masa poubojowa ciepła)
Opublikowal Marcin, środa, 03 styczeń, 2007 19:22.29
Jednym z etapów rosyjskich przygotowań do eksploatacji przebogatych złóż
ropy i gazu, znajdujących się pod skutym lodem Oceanem Arktycznym, jest
budowa specjalistycznej floty. Samsung
Heavy Industries otrzymał zlecenie na zaprojektowanie i budowę
trzech specjalistycznych tankowców-lodołamaczy dla rosyjskiego
państwowego armatora Sovcomflot.
To niespotykany dotychczas typ tankowca, mający mieć możliwość łamania
lodu o grubości do 1,57 metra przy temperaturze do -45°C oraz poruszania
się w dowolnym kierunku, w przypadku gdyby został uwięziony w zatorze
lodowym. Statki mają mieć pojemność 70 tysięcy ton, a cenę za jeden
statek ustalono na 142 mln USD, to znaczy około 3 razy więcej niż za
standardowy tankowiec tej wielkości.
Rosjanie oceniają, że do
2012 roku będą musieli wprowadzić do eksploatacji 38 tego typu
tankowców. W celu budowy pozostałych 35 jednostek rosyjski rząd
zaproponował Samsungowi stworzenie spółki. Część z nich ma być
wybudowana w rosyjskich stoczniach.
Zdjęcie: Digital
Chosunilbo
Patrząc na to z polskiej perspektywy należy powiedzieć, że jeden taki statek stanowi równowartość około 95 tysięcy ton wieprzowiny klasy E (masa poubojowa ciepła wg cen podawanych przez Ministerstwo Rolnictwa) wyprodukowanych przez małorolną ostoję polskości, wartą wszelkich możliwych dotacji z pieniędzy podatników. Okazuje się również, że kilogram takiego statku jest jedynie dwa razy droższy niż kilogram wieprzowiny klasy E. To potwierdza słuszność obranej wiele lat temu i konsekwentnie podtrzymywanej przez wszystkie kolejne rządy drogi rozwoju polskiej gospodarki. Wyprodukowanie kilograma wieprzowiny wymaga zdecydowanie mniejszych kwalifikacji niż zaprojektowanie i wybudowanie kilograma statku, co w sytuacji zapaści polskiej nauki i szkolnictwa jest szalenie istotne. Ponadto znakomita część polskich elit politycznych zna się świetnie na wieprzowinie. A na statkach lub czymkolwiek innym wcale.
Skojarzenia
Opublikowal Marcin, czwartek, 28 grudzień, 2006 17:07.29
...
- No to właściwie z czego ta twoja Polska jest znana?
- zapytał pomiędzy jednym a drugim kęsem kimchi.
Szalenie
trudne pytanie, na które próbowałem odpowiedzieć już wiele razy. Prawie
nikt w Azji nie ma z Polską żadnych skojarzeń.
-
Wiesz, prezydentem i premierem u nas są bliźniacy jednojajowi.
-
Aaaaaaaaaaaaaaaa, teraz sobie przypomniałem, czytałem o tym w gazecie.
...
Pięćdziesiąt kilometrów na północ od naszej knajpy, za strefą zdemilitaryzowaną, tysiące północnokoreańskich żołnierzy celowało do nas z artylerii. Podobno są w stanie wystrzelić pół miliona pocisków na godzinę. Nikt się tym nie przejmował ...
Wesołych Świąt!
Opublikowal Marcin, niedziela, 24 grudzień, 2006 9:55.03
Kolejny szczery człowiek
Opublikowal Marcin, sobota, 02 grudzień, 2006 10:40.36Szczerość wywiadu, jakiego swego czasu udzielił Rzeczpospolitej były wiceminister finansów Mirosław Barszcz, była przed długi czas nie do pobicia. Ale mamy chyba nowego lidera, pan Robert Gwiazdowski, członek Rady Nadzorczej Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w wywiadzie dla najnowszego numeru tygodnika Najwyższy Czas! (numer z 02.12.2006).
- Należy przyznać, że mówi Pan publicznie słowa, których nie wszyscy
chcą słuchać, na przykład ostrzega Pan, jako członek Rady Nadzorczej
ZUS, żeby nie liczyć na emerytury z tej instytucji.
-
Moje słowa, żeby nie liczyć na emerytury z ZUS wywołały gdzieniegdzie
zdumienie i agresję. Można te reakcje zrozumieć, gdyż politykom udało
się wmówić ludziom, że są "ubezpieczeni", a płacąc "składki",
"oszczędzają" na własne emerytury. Tymczasem pieniążki, które co miesiąc
pod przymusem i groźbą kary pozbawienia wolności, są pobierane od ludzi
pod mylącą nazwą "składki ubezpieczeniowej", są po prostu ordynarnym
podatkiem celowym, przeznaczanym prawie w całości nie na przyszłe
emerytury, tylko na wypłatę świadczeń dla aktualnie je otrzymujących
emerytów i rencistów.
W związku z tym z ZUS-ie nie ma w
ogóle żadnych pieniędzy. Nie ma ich też w Otwartych Funduszach
Emerytalnych. Te instytucje nie mogą ich inwestować za granicą. Nie mogą
też kupować nieruchomości w Polsce. Dlatego na wzroście cen polskich
nieruchomości zarabiają emeryci holenderscy i niemieccy, bo ich fundusze
emerytalne mogą inwestować bezpośrednio w nieruchomości w Polsce i
właśnie to robią.
- W co inwestują nasze Otwarte
Fundusze Emerytalne?
- 60 procent środków, które ZUS przekazuje
do OFE, lokują one w "bezpiecznych" i "dobrze oprocentowanych"
obligacjach skarbowych. A skarb państwa przekazuje je z powrotem do ZUS,
żeby starczyło na dzisiejsze wypłaty. A i tak nie starcza, więc ZUS
zaciąga kredyt komercyjny w bankach!!!
Ciekawym ile rocznie kosztuje obsługa tej całej kołomyi?
Chyląc
czoła przed godną szacunku szczerością wypowiedzi pana Gwiazdowskiego,
wyrażam też przekonanie iż nie wywoła ona żadnej reakcji. A to dlatego
iż nie poparł on swoich tez dowodami wygrzebanymi w szafie Lesiaka, nie
zdemaskował również przy tej okazji żadnego agenta SB, lub WSI
działającego w ZUS-ie. Jednym słowem, nawet nie zająknął się o sprawach
dla przyszłości kraju naprawdę najważniejszych.
Wielki nieznajomy Sternik
Opublikowal Marcin, poniedziałek, 13 listopad, 2006 23:20.56
Nieznajomość najnowszej historii Chin wśród Chińczyków bywa
zdumiewająca. Nawet wśród tych wykształconych. Nie mam ambicji
uświadamiania tutaj kogokolwiek, jednak czasami przy kieliszku 56%
BaiJiu,
rozpoczynają się dziwne dyskusje, krążące wokół tysięcy lat chińskiej
historii oraz dawnej i przyszłej świetności tego narodu, rzadziej
teraźniejszej mizerii. W przypadkowej knajpie nie ma się czego obawiać,
zwłaszcza rozmawiając po angielsku. Pomimo tego większość ludzi wygłasza
peany na cześć Wielkiego
Sternika, klepiąc oficjalne formułki, że w 70% dobry, a w 30% zły.
Europejska interpretacja tej historii przyjmowana jest z lekkim
niedowierzaniem. Rzadko spotyka się ludzi obytych w świecie, którzy mają
pojęcie, co tak naprawdę się tutaj wydarzyło. Ale nawet oni nie
rozmawiają zbyt chętnie na ten temat.
Panuje swoisty
paxchina: Wybierzmy przyszłość! Wszyscy potulnie
zajęci robieniem pieniędzy, zgodnie z wytycznymi z Pekinu, nie oglądają
się wstecz. Niezależnie od tego jak straszne to może robić wrażenie, z
perspektywy 100 piętra JinMao Tower w Szanghaju wygląda na to, że ta
taktyka nie da wielu szans na odniesienie sukcesu pewnemu małemu krajowi
ze środkowej europy. Krajowi, którego przywódcy nie mając żadnego
pomysłu na przyszłość, zagrzebali się po tyłek w przeszłości. Bełkocząc
coś przy tym po polsku, bo po angielsku nie potrafią sklecić nawet
pozdrowienia. Nie mówiąc już o napisaniu emaila. Zanim się z tego
wygrzebiemy, będziemy już importować stąd wszystko, eksportując nic, bo
węgiel mają swój, a jogurtów nie lubią.
O prenumeratach elektronicznych rzecz to
Opublikowal Marcin, środa, 11 październik, 2006 20:03.59
Przepuszczałem kiedyś straszne pieniądze na gazety i magazyny. Prasa
codzienna dzień w dzień, ulubiony magazyn motoryzacyjny, dwa
komputerowe, coś tam o militariach, magazyn dla mężczyzn, opiniotwórcze
tygodniki. Zacząłem się trochę ograniczać, gdy skontastowałem że
wystarcza mi jedynie czasu aby część z nich przekartkować i że
zarzuciłem zupełnie czytanie książek. Ale brak prasy to zawsze była
jedna z większych niedogodności długich wyjazdów.
Na
obczyźnie codzienną prasę od biedy może zastapić portal Gazeta.pl, który,
w przeciwieństwie do na przykład Rzeczypospolitej,
publikuje wszystkie teksty jakie ukazują się w papierowym wydaniu Gazety
Wyborczej i większość z dodatków (swoją drogą, ciekawe jak długo jeszcze
to wszystko będzie dostępne za darmo).
Z magazynami
natomiast był początkowo kłopot. Ale gdzieś na początku 2005 roku (byłem
wtedy akurat w Chinach) Axel
Springer Polska uruchomił prenumeratę elektroniczną, między innymi Newsweeka.
To już było coś, chociaż specjalnie nigdy nie przepadałem za Newsweekiem,
ze względu na pewną ogólnikowość tego tygodnika. Poruszają mnóstwo
tematów, w żaden się specjalnie nie zagłębiając. No ale na bezrybiu i Newsweek
rybą. To były złote czasy, wszystko przychodziło w zupełnie
niezabezpieczonych pdf-ach, które można było drukować i kopiować a do
czytania wystarczał zwykły Acrobat Reader, bez żadnych nakładek. Ale to
co dobre nie może trwać wiecznie, także gdzieś na początku 2006 roku
wprowadzono zabezpieczenia. Konieczne było zainstalowanie czytnika
e-wydań, który to gryzł się jakoś z moim systemem operacyjnym. Jako że
moja prenumerata akurat się kończyła, poza tym wracałem właśnie do
kraju, więc już nigdy jej nie przedłużyłem.
Ale w tym czasie działał już Netpress, wykorzystujący system ZinioReader, który to, jak rozumiem, pretenduje do roli standardu w elektronicznej dystrybucji czasopism. Oferta na samym początku była dosyć biedna, teraz jest już lepiej. Można między innymi prenumerować Politykę, co mnie cieszy niezmiernie. Sam ZinioReader działa raczej bezproblemowo. Irytujące jest totalne zabezpieczenie przed drukowaniem, nie można nawet zrobić zrzutu ekranu kombinacją klawiszy Ctrl+PrtSc. Natomiast można przeglądać wydania offline, co szczególnie istotne może być dla ludzi spędzających dużo czasu w podróży. Nie wszędzie jest dostępny internet, czasami gdy jest to potrafi kosztować więcej niż magazyn który chciałoby się przeczytać.
Zupełną nowością dla mnie jest natomiast e-Kiosk. Nie wiem od kiedy działa ten system, wygląda że od niedawna, w ofercie mają jak na razie tylko kilka tytułów. Korzystają z własnego czytnika o nazwie e-Kiosk Reader. Ponieważ mają dwa interesujące mnie tytuły, które zwykle czytałem w wydaniu papierowym, zdecydowałem się dać im szansę. W założeniach wszystko działa bardzo podobnie do ZinioReader-a, różnica polega na tym że nie można przeglądać zawartości offline. Wygląda również na to, że całość zrobiona jest w mniejszej rozdzielczości niż w przypadku Netpress-u, co widać szczególnie wyraźnie podczas przeglądania ilustracji. Ale za to można drukować, co pozwala w razie potrzeby względnie łatwo przekształcić zawartość do niezabezpieczonego niczym formatu PDF, na przykład za pomocą bezpłatnego CutePDF-a. Ale na pewno zdecydowanie przesadzają z cenami - elektroniczne wydania u nich kosztują prawie dokładnie tyle samo co papierowe.
Czytanie elektronicznych wydań nie jest nawet w części tak przyjemne jak papierowych, ale dla 'emigrantów' nie ma jak na razie innej alternatywy. Pozostaje mieć nadzieję na szybkie wdrożenie elektronicznego papieru.
Etiuda
Opublikowal Marcin, środa, 27 wrzesień, 2006 5:24.30
Polskie Porty Lotnicze powinny wprowadzić specjalną ofertę dla osób
bojących się latać. Za dodatkową opłatą pasażerów dowolnych linii
lotniczych odprawiano by na terminalu Etiuda, w godzinach największego
natężenia ruchu.
Po ustawieniu się w kolejce kończącej się
na zewnątrz terminalu, doczekaniu odprawy, ustawieniu się w kolejce do
kontroli a następnie wystaniu czasu do odlotu samolotu w hali, gdzie nie
ma gdzie usiąść, człowiek o niczym innym nie marzy, tylko o znalezieniu
się w samolocie. Nawet gdyby miałby to być An-24.
Raport mniejszości
Opublikowal Marcin, czwartek, 21 wrzesień, 2006 22:46.11
Szwedzka niezależna instytucja Swed-Watch,
monitorująca sposób prowadzenia interesów przez szwedzkich
przedsiębiorców w krajach rozwijających się, opublikowała raport,
atakujący dwóch szwedzkich armatorów, którzy zlecili budowę kilkunastu
statków w dwóch stoczniach w Szanghaju.
Raport stwierdza,
że pracownicy zatrudnieni w stoczniach na kontraktach czasowych nie są
traktowani właściwie. Nie przygotowano dla nich przyzwoitego zaplecza
socjalnego, zastrzeżenia inspektorów Swed-Watch wzbudziły też
rusztowania i stosowane środki BHP.
Nie wydaje się by Swed-Watch
uważało Polskę za kraj rozwijający się, w każdym razie raportów na temat
Polski nie ma. A może szkoda, bo z moich doświadczeń wynika, że zaplecze
socjalne dla ludzi zatrudnionych na etatach w niektórych polskich
zakładach (na przykład funkcjonujących na terenie dawnej Stoczni
Gdańskiej) bywa czasami zdecydowanie gorsze niż w Chinach. Szatnie i
prysznice w spleśniałych kanciapach z płyty pilśniowej ostatni remont
przechodziły za wczesnego Gomułki. Co do środków BHP to Polaków czasami
charakteryzuje podobna beztroska jak Chińczyków. W miejscach w których
pracowałem, zarówno w Polsce jak i w Chinach, większość osobistych
środków ochrony BHP była zazwyczaj dostępna, mimo tego wiele osób ich
nie stosowało.
W każdym razie raport Swed-Watch opowiada o
drobiazgach, które w porównaniu z tym jak bywają traktowani pracownicy w
niektórych firmach w Chinach, są naprawdę śmieszne. Sama obecność białych
inspektorów wymusza zdecydowaną poprawę standardów bezpieczeństwa, biali
są kapryśni. Nie chcą, na przykład, wchodzić na bambusowe rusztowania.
Może z powodu wagi, statystyczny biały inspektor jest
co najmniej trzy razy cięższy od chińskiego robotnika.
Zdjęcie: Edward
Burtynsky
Dobry plan
Opublikowal Marcin, środa, 13 wrzesień, 2006 13:48.54
Nocym pociągiem do Krakowa, potem czymkolwiek do Zakopanego. Obowiązkowy
posiłek w barze naprzeciw dworca PKS. Potem mikrobus do doliny
Chochołowskiej i dalej już improwizacja na piechotę. Zakończenie
improwizacji nie wcześniej niż w następny wtorek.
Godzinę
ZERO wyznaczono na dzisiaj.
Göteborg - Warszawa - Gdynia
Opublikowal Marcin, środa, 28 czerwiec, 2006 6:51.00
Wczesny start, o szóstej rano zamówiona taksówka czeka. Na ulicach
absolutna pustka, pomimo tego taksówkarz twardo jedzie dokładnie 50km/h.
Trochę to drażni, trochę śmieszy. Ale może tak właśnie powinno być?
Göteborg
City Airport to stare lotnisko wojskowe, przysposobione do obsługi
tanich linii lotniczych przez wybudowanie prowizorycznego baraku z
blachy falistej. To moje pierwsze w życiu doświadczenie z tanimi liniami
lotniczymi, więc nie mam zdania. Okazało się później że warszawski
terminal Etiuda to mniej więcej podobny poziom.
Wizzair, zgodnie
z rozkładem, ląduje w samym środku warszawskiego piekła. Bure suki,
niszczarki dokumentów, obiecanki-cacanki, grupa 3mająca władzę. Ciekawe
jak się żyje, mając to wszystko na wyciągnięcie ręki? Wolę nie sprawdzać.
Dworzec
Centralny boleśnie przypomina, że są miejsca gdzie komunizm trzyma się
znakomicie dobrze. I żeby to zobaczyć nie trzeba ani lustracji, ani
Rzecznika Interesu Publicznego, ani przenikliwości żoliborskiego
inteligenta. Kupiłem bilet za jedyne 82 złote, przyczyniając się do
powiększenia strat PKP. Ale to nie problem, premier Obiecankiewicz
wyrówna kolejarzom z podatków. Wypełniony, jak samolot do Londynu,
ekspres Małopolska już w Warszawie ma 15 minut spóźnienia. Na połowie
mojego miejsca siedzi słusznej wielkości pan, który wziął sobie do serca
ostatnie doniesienia prasowe, że nadmierna czystość skraca życie.
Pozostaje korytarz.
Gdynia. Wynik - 11 godzin 45 minut. Nie najgorzej.
Fikcja, w której żyjemy od wielu lat
Opublikowal Marcin, czwartek, 01 czerwiec, 2006 6:10.24Rzeczpospolita, Nr 125 (7419), 30.06.2006, wywiad z byłym wiceministrem finansów Mirosławem Barszczem. Skróty od redaktora Bloga.
"System podatku dochodowego w Polsce przestał się sprawdzać. I nie wiadomo co z tym zrobić. Wpływy z PIT i CIT to teoretycznie 80mld złotych rocznie, czyli około 40 proc. przychodów budżetu. Jednak gdy przyjrzymy się temu dokładnie, to okaże się, że wśród firm podatki płacą głównie instytucje finansowe, towarzystwa ubezpieczeniowe, spółki giełdowe i przedsiębiorstwa państwowe. Czyli de facto te, które nie mają możliwości zaniżania kosztów i ucieczki od podatku. Większość pozostałych podmiotów nieustannie wykazuje stratę. / ....../ udział podatników, którzy płacą jakiekolwiek podatki, spadł w ostatnich kilku latach o około 20 proc. / ..... / Połowa (przychodów z PIT - red.) to wpływy z opodatkowania rent i emerytur oraz pensji pracowników zatrudnionych w administracji publicznej lub służbie zdrowia. A zatem połowa wpływów to tak naprawdę wirtualne pieniądze, bo biorą się z przekładania pieniędzy z kieszeni do kieszeni. Mamy do czynienia z fikcją, w której żyjemy od wielu lat (sic!). / ..... / Poza tym Polacy nie wierzą w struktury państwa, co więcej są przekonani, że pieniądze które płacą w podatkach, i tak zostaną zmarnotrawione."
Godna uznania szczerość tej wypowiedzi, w polskich warunkach gwarantuje
wieczne utrzymanie tej fikcji. Sprawa trochę podobna do dyskusji na
temat powszechnej płatności za studia. Skądinąd wyważona propozycja do
dyskusji, przygotowana przez Annę
Radziwił (wiceminister edukacji w rządzie Marka Belki),
utonęła w bełkocie polityków z prawa, lewa i centrum, wykrzykujących
brednie o konstytucji i prawach obywatelskich. O tym jaką fikcją jest
zapis w konstytucji gwarantujący bezpłatne studia, przekonuje się
boleśnie co miesiąc połowa studentów, płacących ciężkie pieniądze za
gorsze niż dzienne studia, o czym informuje w
swoim raporcie NIK. Z tego samego raportu wynika również, że
uczelnie zaniżają świadomie liczbę miejsc na 'bezpłatnych' studiach
dziennych, zwiększając liczbę miejsc na płatnych studiach zaocznych, co
dodatkowo zaostrza konkurencję podczas rekrutacji na dzienne studia.
Skutkiem jest, o czym także wiadomo od dawna, że na 'bezpłatnych'
studiach dziennych studiują dzieci z najzasobniejszych domów, rodziców
których stać na korepetycje i dodatkowe zajęcia, dzięki czemu mogą sobie
poradzić z ostrą konkurencją podczas egzaminów wstępnych. Z wywiadu z
ministrem i z innych źródeł wynika, że zasobni rodzice studentów studiów
dziennych raczej nie płacą 40 proc. podatku dochodowego, mając do
dyspozycji wiele możliwości ukrywania dochodów, tudzież doradców
inwestycyjnych, prawników, itd.
Tak oto dochodzimy do wniosku,
że dzięki podatkom płaconym przez emerytów, rencistów, lekarzy i
nauczycieli dzieci bogatych Polaków studiują za darmo.
Wiadomo o tym od dawna. No i co z tego? Nic z tego bo i rządząca katolewica i POzostająca w opozycji centrolewica bełkotały najgłośniej o konieczności zachowania obecnego systemu.
Pozostaje jedynie, w dniu w którym ma obowiązywać prohibicja, wznieść toast napojem wyskokowym, aby dzieci, które mają dzisiaj swoje święto, dożyły czasów w których ktoś normalny będzie rządził tym biednym krajem. Całe szczęście, że jak zwykle nie zdążono z przygotowaniem przepisów wykonawczych do ustawy o prohibicji i okazała się ona kolejną fikcją ....
Zastanawiał się ktoś może jak wygląda polska wiza?
Opublikowal Marcin, piątek, 19 maj, 2006 13:43.48 Edytowano : poniedziałek, 17 styczeń, 2011 5:44.30Finlandia, Korea, Polska - z doniesień branżowych
Opublikowal Marcin, czwartek, 18 maj, 2006 3:43.38
Finlandia:
Aker Finnyards dostarczył największy statek
wycieczkowy świata - Freedom of the Seas. Statek ma długość 339 metrów,
na jego pokładzie zmieści się 4300 pasażerów. Budowa trwała 14 miesięcy
Korea:
Hyundai Havy Industries pochwalił się zdobyciem
kontraktu na 4 kontenerowce o pojemności 8600TEU każdy. Statki będą
miały długość 339 metrów. Dzięki silnikowi o mocy 108920BHP rozwiną
prędkość 27 węzłów. Statki mają być dostarczane sukcesywnie do 2009 roku
.
Polska:
Prezes Stoczni Gdynia, działacz PiS-u Kazimierz
Smoliński, po umieszczeniu na stanowiskach w podległych stoczni spółkach
swoich partyjnych kolegów, oświadczył dziennikarzowi Gazety Wyborczej:
Uważam, że wykonałem swoją misję. Sam prezes Smoliński jeszcze w maju
zamierza opuścić fotel prezesa stoczni i przenieść się do rady
nadzorczej spółki.