Kategoria Polska
« Inne |
Strona Główna
| Szwecja »
niedziela, 22 listopad, 2009
Norgas Innovation
Niedalej jak w kwietniu tego roku Gdańska Stocznia Remontowa dostarczyła holenderskiemu armatorowi gazowiec Coral Methane przystosowany jednocześnie do przewozu skroplonego gazu ziemnego (LNG), gazolu (LPG) i etylenu. To pierwszy zbudowany w Europie i jeden z pierwszych zbudowanych na świecie gazowców tego typu.
Tymczasem 15 listopada miał miejsce chrzest podobnego statku zbudowanego w Chinach. Gazowiec, zbudowany dla norweskiego armatora Skaugen, otrzymał nazwę Nordic Innovation. Kadłub powstał w Taizhou Wuzhou Shipbuilding Industry, natomiast zbiorniki i cała instalacja ładunkowa została wyprodukowana i zamontowana w kadłubie przez Shenghui Gas Chemical Systems Co. Ltd w Zhangjiagang. SGCS jest spółką joint venture, w której Skaugen jest głównym udziałowcem.
Zdjęcie: eworldship
Przeznaczenie statku jest identyczne jak Coral Methane. Jednostka będzie zaopatrywać w gaz skandynawskich odbiorców nie mających dostępu do rurociągów. Skaugen zamówił w Chinach łącznie 10 tego typu jednostek. Gazowiec z Remontówki pozostaje jak na razie rodzynkiem.
Edytowano: niedziela, 22 listopad, 2009 12:29
Kategoria: Chiny, Gra w statki, Polska
|
wtorek, 08 kwiecień, 2008
Lech Walesa Airport gotowy na Euro 2012
Opóźniony Wizzair z Göteborga (14.15) zmieścił się w hali przylotów, gdzie 2 strażników granicznych uskuteczniało strajk włoski. Pasażerowie Wizzair-u ze Sztokholmu (14.30), Dortmundu (15.00) i SAS-u z Kopenhagi (15.20) tłoczyli się w oczekiwaniu na odprawę na płycie lotniska, która jest wystarczająco duża, żeby pomieścić wszystkich chętnych do obejrzenia Euro2012 w Gdańsku.
Z Gazety Wyborczej: Nawet co piąty Polak wracający z emigracji może nie poradzić sobie psychicznie z otaczającą go rzeczywistością.
piątek, 09 listopad, 2007
Zapóźniony kraj
Źródło: www.prezydent.pl
To był być może pierwszy raz, gdy Lech Kaczyński żałował, że Polska jest tak zapóźniona technologicznie. Gdyby nie to, można by przecież desygnować premiera emailem z podpisem elektronicznym. Bez konieczności oglądania kogokolwiek, nawet w najbardziej bocznej sali Pałacu Prezydenckiego. Ale infrastruktury potrzebnej do wdrożenia podpisu elektronicznego ciągle nie ma. Ciekawe, czy ten wymuszony uśmiech popchnie Polskę w rozwoju?
sobota, 13 październik, 2007
Pomnik podrabianych dżinsów
Stoi naprzeciw wielkiego centrum handlowego, na północ od NangjingLu w
Szanghaju, dokąd przeniósł się niecały rok temu słynny Shanghai Clothing
Market. Miejsce znane prawie wszystkim turystom, którzy wybierali się na
HuaiHaiLu aby zakupić po ciężkich targach Rolexy, Breitlingi, Longinesy
po 200RMB za sztukę, torebki Prady i Gucci po niewiele mniej, całe
zestawy kijów golfowych Callaway po 2000RMB, dżinsy Levisa, buty Nike,
itf, itp. Niektóre zupełnie przyzwoitej jakości.
Otwarcie
działający, na świeżym powietrzu i w centrum miasta market na HuaiHai
był podobno irytujący dla co poniektórych Amerykanów, liczących straty
na podrabianych znakach firmowych. Wobec czego przeniesiono go w nowe
miejsce, pod dach. Nowe miejsce jest co najmniej kilka razy większe,
handel zdaje się tam odbywać na nawet większą skalę. Ale pod dachem,
więc nie widać aż tak bardzo.
Ciekawe, czy jest chociaż jedno polskie miasto, które zdecydowało by się wystawić taki pomnik w miejscu, gdzie na przykład mógłby stanąć Dziadek Piłsudski. Albo Dmowski. Bądź Witos. Lub ...
poniedziałek, 09 lipiec, 2007
Warto umierać za Joaninę
Sprawy, które można czasami w Europie załatwić za pomocą jednego maila
bądź faksu, potrafią się ciągnąć w Chinach całymi dniami. Niekończące
się negocjacje. Ciągłe powroty do spraw, które wydawały się już
zamknięte. Wydawały się. Próby renegocjacji podczas uroczystego obiadu,
zwołanego tylko po to, żeby podpisać uzgodniony już w najdrobniejszych
szczegółach kontrakt. Bo jednak to nam się nigdy nie
podobało, ale zgodziliśmy się, żeby nie robić wam przykrości.
Zapisanie czegoś w kontrakcie nie gwarantuje nienaruszalności punktu.
Można do tego wrócić w dowolnym momencie, bo zmieniły się warunki. Albo
przemyślenia.
Potem, już w trakcie realizacji kontraktu okazuje
się, że pomimo wielodniowego maratonu negocjacyjnego, nikt nic nie wie.
Wszechogarniające zdziwienie (To naprawdę należy do naszego
zakresu prac?!) to codzienny kompan. Odpowiedź, że przecież
jest to jasno opisane w kontrakcie, to nie jest liczący się w
dyskusji argument. Wszak jak mówi stare chińskie powiedzenie "Nic
co jest napisane na papierze nie jest warte tyle, co papier na którym
jest to napisane". Wszystko dociera się w trakcie pracy.
Najdziwniejsze
sytuacje zdarzają się, gdy chiński podwykonawca zleca coś innej
chińskiej firmie. Czasami okazuje się, że między nimi nie ma żadnego
pisemnego kontraktu, tylko właściciele firm uzgodnili coś przy obiedzie.
Sami do końca nie wiedząc co, ale że mają dobre guanxi,
to jakoś sprawy potem rozliczą.
Można sobie z tym poradzić,
ale wymaga to sporej cierpliwości. I przyzwyczajenia.
Przypomniało mi się to wszystko podczas czytania relacji prasowych z
zakończonego oczywiście niebywałym sukcesem wyjazdu polskiej ekipy
negocjacyjnej do Brukseli. Ekipy kierowanej przez Najlepszego w historii
Prezydenta i świeżo powstałą z klęczek Minister Spraw Zagranicznych.
Duet prawdziwych patriotów, którzy to do dzisiaj wydają się nie
wiedzieć, ani co wynegocjowali, ani tym bardziej pod czym się podpisali.
Ani przywiązywać do tego specjalnej wagi, najwyżej będziemy umierać
jeszcze raz, tym razem pod hasłem Joanina albo śmierć.
Hasło Warto umierać za Joaninę również jest godne
rozważenia.
Niemniej jednak trudno doszukiwać się jakiś daleko
idących analogii pomiędzy przeciętnym Misterem
Zhao a najlepszym Prezydentem. Może oprócz tego, że zazwyczaj
przeciętny Mister Zhao również nie mówi po angielsku. Mister Zhao nie
wie co podpisuje, bo w jego kulturze nie ma to specjalnego znaczenia.
Minister powstała z klęczek, bo nie ma wystarczających kompetencji. Ja
już wolę Mistera Zhao.
Nie ma co ciągnąć tego wątku dalej,
i to nie z obawy przed najwyższym możliwym obecnie wymiarem kary, czyli
publicznym zerwaniem kontaktów przez Najlepszego Prezydenta. W
prime-time telewizji publicznej. Z miną obrażonego 5-cio latka. Któremu
właśnie kazano oddać zabawkę, którą pożyczył na chwilę od kolegi. Nie
grozi mi to, bo nie znam osobiście Najlepszego Prezydenta. A ponadto
trzymam bezpieczny dystans. Dziesięć tysięcy kilometrów. Odległość
prawie nie do pokonania dla Tupolewa 154. Jestem w kraju, w którym każdy
komunistyczny aparatczyk średniego szczebla robi wrażenie
profesjonalisty. Może nie zawsze, ale w chwilę po przeczytaniu
wiadomości z Polski na pewno. Później, jak już się człowiek otrząśnie
się z polskiej tragifarsy, bywa różnie. Ale to już inna historia ...
środa, 06 czerwiec, 2007
Nieważne jak, ważne żeby mówili
Dawno już Polska nie miała tyle prasy w Chinach co ostatnio. To już druga notatka w China Daily w ciągu tygodnia. Napisali być może o pełnym sukcesów oblężeniu szpitala MSWiA przez tajne służby i błyskotliwych kryptonimach tajnych akcji? Wicepremierze, który nie znalazł czasu żeby się stawić w sądzie, ponieważ pił kawę w ministerstwie? Przewodniczącej sejmowej Komisji Rodziny i Praw Kobiet, która powiedziała że seks jest zły? Zapewne jeszcze o tym napiszą, notowania na giełdzie w Szanghaju lecą w dół i czytelnikom przyda się coś na polepszenie nastrojów. Na razie wspomnieli o:
Sprawa budzi niejakie zdziwienie nawet w oficjalnym organie KPCh, jakim
niewątpliwie jest China Daily. I to w kraju, w którym kontakty
homoseksualne były karane do 1998 roku, ale w którym już w 2003 roku
dyskutowano sprawę małżeństw osób tej samej płci na forum parlamentu.
Informacja,
że legalizacja małżeństw homoseksualnych była w ogóle podnoszona w
Narodowym Kongresie Ludowym, mogłaby nieźle skomplikować sino-polskie
relacje, gdyby przedostała się do naszych elyt żątowych. Zakończyły by
się wówczas może wycieczki,
pozostającego na razie w błogiej nieświadomości, wicepremiera Leppera do
kraju środka. Cała nadzieja w tym, że o tej dyskusji można się
dowiedzieć jedynie w internecie. W związku z czym nie ma specjalnych
powodów do obaw, wygląda bowiem na to, że w szacownym gremium, zwanym
Radą Ministrów, nie znajdziemy nikogo, kto potrafiłby włączyć komputer,
nie mówiąc już o tym, żeby sobie cokolwiek wygooglać. Albo złożyć
przelew przez internet. Co ja piszę, przecież niektórzy członkowie tego
zgromadzenia nie posiadają w ogóle konta bankowego ...
poniedziałek, 21 maj, 2007
Jak donosi China Daily
China Daily w krótkiej notatce poinformował, cytując Wprost, że polski premier nie ma konta bankowego i trzyma pieniądze na koncie mamy.
Szczupłość miejsca nie pozwoliła chińskiemu dziennikarzowi przybliżyć motywów decyzji naszego premiera (Nie chcę dopuścić do sytuacji, że ktoś bez mojej wiedzy wpłaci na mój rachunek jakieś pieniądze, a na drugi dzień przeczytam o tym w gazecie). Może i dobrze, że nie próbował tego tłumaczyć. Wątpliwe jest, aby ktokolwiek z czytelników ChinaDaily był w stanie to zrozumieć. Zwłaszcza miejscowi politycy, którym, jak wskazują różne szeroko publikowane analizy, bez przerwy ktoś coś na konto wpłaca. I bardzo rzadko się o tym czyta w gazetach, a już na pewno nie następnego dnia. Zresztą głębsza analiza polskiej sytuacji mogłaby wywołać u chińskiego czytelnika niejakie wątpliwości, czy demokracja w stylu zachodnim to na pewno najlepszy system polityczny na świecie. Skoro, jak się okazuje, władzę w europejskim kraju, który musi się na gwałt modernizować aby nadgonić wszelkie cywilizacyjne zapóźnienia, może objąć człowiek, który woli z cywilizacją, z absurdalnych zupełnie powodów, nie mieć do czynienia.
czwartek, 08 marzec, 2007
jeśli jest we mnie ludzka dusza
tchnij ją w nową kukłę i baw
się nią
Ostatnimi czasy jedyne godne odnotowania informacje z kraju, to te o odejściu kolejnych ludzi. A reszta? Ech ...
niedziela, 25 luty, 2007
Kwas
Rozbitą jarzeniówkę ze zniszczonej lampy, którą kazałem wymienić podczas inspekcji, wyrzucił na jedną z wielu kup śmieci, rosnących przy placu montażowym. Szef kontroli i kilka innych osób przyglądało się temu zupełnie obojętnie, jakby to nie był ich zakład. Całe to miejsce zaczynało powoli przypominać wysypisko.
Nie będzie głosów oburzenia. Przypomniało mi się, że gdy pracowałem jeszcze w Polsce, przyszedł do mnie do biura szef produkcji jednej z najlepszych podobno i najbardziej profesjonalnych polskich firm zajmujących się pasywacją konstrukcji ze stali nierdzewnej. Robili u nas sporą robotę, no i zostało im sporo kwasu, który powinni byli zutylizować. Zapytał się, czy może to wszystko zlać do kanalizacji burzowej u nas w stoczni.
sobota, 17 luty, 2007
Rok Świni
Jutro zaczyna się w Chinach Rok Świni. Najlepszy rok na urodzenie dziecka. Dzieci urodzone w tym roku mają być zawsze szczęśliwe i ma im nigdy nie zabraknąć pieniędzy.
Polacy zaś świętowanie Roku Świni zaczęli nieco wcześniej niż Chińczycy. Ostatnim akcentem obchodów jest decyzja o interwencyjnym skupie, za pieniądze podatników, 80 tysięcy kilogramów mięsa wieprzowego. Skup jest konieczny, bo dzięki nieudolnej polityce Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, które zajmowało się ostatnio głownie badaniami DNA, nie udało się zatrzymać wzrostu cen zboża, wskutek czego podrożały pasze a hodowla świń stała się nieopłacalna.
piątek, 26 styczeń, 2007
Ryszard Kapuściński [']
Już dawno chciałem coś o nim napisać. Zdjęcie, które ilustruje ten wpis, zrobiłem 11 listopada zeszłego roku.
Do pierwszego wyjazdu do Chin przygotowywałem się dosyć długo. Wziąłem
kilka książek o Chinach, ale także Podróże z Herodotem.
I nie ma chyba lepszej lektury dla człowieka rzuconego na drugi koniec
świata.
W każdą następną podróż do Azji brałem jedną jego
książkę. Jakoś tak wyszło, że tym razem, nie mam ze sobą żadnej. Nie
wiem dlaczego. Ale zamówiłem w zeszłym tygodniu w Merlinie Lapidaria
I-III. Pojedzie następnym razem.
niedziela, 21 styczeń, 2007
IV Rzeczpospolita w pigułce
Człowiek nieskazitelnego honoru, pan Lipiec Tomasz, znany dotychczas z
tego iż jako sportowiec koksował
się niemiłosiernie, jako szef warszawskiego WOSiR-u
pozostawił po sobie stosy opatrzonych nieczytelnymi podpisami,
opiewających na łączną kwotę 2 milionów złotych dziwnych
faktur, ze śladami wymazywań oraz przeróbek, a jako minister
wyprawił sobie urodziny, za które zapłacił pieniędzmi podatników przy
pomocy rządowej
karty kredytowej (pieniądze zwrócił po pół roku, bo się przyczepili
bezczelni pismacy), odwołując innych ludzi honoru, mianowicie
Listkiewicza Michała i jego kolegów, wyraził się w te słowy:
Dzisiejsze
zachowanie związku to dowód braku honoru i ambicji. Ci panowie dziś
mogli pokazać, że bardziej niż trzymania się własnych stołków, chcą
dobra polskiej piłki...
Dał tym samym dowód głębokiej troski o moralny poziom uczestników polskiego życia publicznego, rozwiewając przy okazji wszystkie wątpliwości co do swoich kwalifikacji etycznych do dalszego pełnienia odpowiedzialnej funkcji ministra w Rządzie Odnowy Moralnej.
niedziela, 07 styczeń, 2007
spécialité de la Pologne - kandydat niesuflowany
Wyjęty z żaroodpornej głowy w ostatniej chwili, podany i przegłosowany bez zastanowienia, na gorąco, zanim zdąży się zamienić w zakalec.
Posiada specjalne cechy charakterologiczne, predystynujące go do
zajmowania stanowisk, do których nie ma kwalifikacji. Potrafi bez wstydu
stawić czoła własnej niekompetencji i odważnie przewodzić mądrzejszym od
siebie. Powinien świetnie stroić poważne miny, gdy nie rozumie o czym
mowa i mówić o niczym, gdy nie ma nic ważnego do powiedzenia, a sytuacja
wymaga zabrania głosu.
Nie posiadając żadnego doświadczenia bywa
świetnym kandydatem perspektywicznym, bo ma dużo do nauki.
środa, 03 styczeń, 2007
95 tysięcy ton wieprzowiny klasy E (masa poubojowa ciepła)
Jednym z etapów rosyjskich przygotowań do eksploatacji przebogatych złóż
ropy i gazu, znajdujących się pod skutym lodem Oceanem Arktycznym, jest
budowa specjalistycznej floty. Samsung
Heavy Industries otrzymał zlecenie na zaprojektowanie i budowę
trzech specjalistycznych tankowców-lodołamaczy dla rosyjskiego
państwowego armatora Sovcomflot.
To niespotykany dotychczas typ tankowca, mający mieć możliwość łamania
lodu o grubości do 1,57 metra przy temperaturze do -45°C oraz poruszania
się w dowolnym kierunku, w przypadku gdyby został uwięziony w zatorze
lodowym. Statki mają mieć pojemność 70 tysięcy ton, a cenę za jeden
statek ustalono na 142 mln USD, to znaczy około 3 razy więcej niż za
standardowy tankowiec tej wielkości.
Rosjanie oceniają, że do
2012 roku będą musieli wprowadzić do eksploatacji 38 tego typu
tankowców. W celu budowy pozostałych 35 jednostek rosyjski rząd
zaproponował Samsungowi stworzenie spółki. Część z nich ma być
wybudowana w rosyjskich stoczniach.
Zdjęcie: Digital
Chosunilbo
Patrząc na to z polskiej perspektywy należy powiedzieć, że jeden taki statek stanowi równowartość około 95 tysięcy ton wieprzowiny klasy E (masa poubojowa ciepła wg cen podawanych przez Ministerstwo Rolnictwa) wyprodukowanych przez małorolną ostoję polskości, wartą wszelkich możliwych dotacji z pieniędzy podatników. Okazuje się również, że kilogram takiego statku jest jedynie dwa razy droższy niż kilogram wieprzowiny klasy E. To potwierdza słuszność obranej wiele lat temu i konsekwentnie podtrzymywanej przez wszystkie kolejne rządy drogi rozwoju polskiej gospodarki. Wyprodukowanie kilograma wieprzowiny wymaga zdecydowanie mniejszych kwalifikacji niż zaprojektowanie i wybudowanie kilograma statku, co w sytuacji zapaści polskiej nauki i szkolnictwa jest szalenie istotne. Ponadto znakomita część polskich elit politycznych zna się świetnie na wieprzowinie. A na statkach lub czymkolwiek innym wcale.
czwartek, 28 grudzień, 2006
Skojarzenia
...
- No to właściwie z czego ta twoja Polska jest znana?
- zapytał pomiędzy jednym a drugim kęsem kimchi.
Szalenie
trudne pytanie, na które próbowałem odpowiedzieć już wiele razy. Prawie
nikt w Azji nie ma z Polską żadnych skojarzeń.
-
Wiesz, prezydentem i premierem u nas są bliźniacy jednojajowi.
-
Aaaaaaaaaaaaaaaa, teraz sobie przypomniałem, czytałem o tym w gazecie.
...
Pięćdziesiąt kilometrów na północ od naszej knajpy, za strefą zdemilitaryzowaną, tysiące północnokoreańskich żołnierzy celowało do nas z artylerii. Podobno są w stanie wystrzelić pół miliona pocisków na godzinę. Nikt się tym nie przejmował ...
niedziela, 24 grudzień, 2006
sobota, 23 grudzień, 2006
Lektura dla Marcinkiewicza
Opowieść o ogrodniku analfabecie, który został kandydatem na prezydenta. Nikt nie potrafił rozszyfrować pustki, jaka kryła się za jego słowami, w każdym jego słowie doszukiwano się ukrytych znaczeń. A on mówił o ogrodzie, bo się na niczym innym nie znał.
środa, 13 grudzień, 2006
Sami sobą
Jak doniosły media, niektóre członkinie elitarnego klubu utrzymywanego z
podatków, zwanego kolokwialnie koalicją rządową, dorównywały
temperamentem ogierom pociągowym rewolucji moralnej. Pozostaje pytanie: Czemu,
wobec tego, nie zajęli się sami sobą? Wszystko
pozostałoby w rodzinie, łącznie z dziećmi, plotkami i DNA-em.
Być
może główni bohaterowie tej historii znają anegdotę o tym, jak George B.
Shaw był napastowany kiedyś przez piękną, lecz niezbyt inteligentną
kobietę, która usiłowała go usidlić wizją, jak wspaniałe mogłyby być ich
dzieci, gdyby odziedziczyły jej urodę i jego inteligencję. Na co George
B. Shaw odparł: Moja Pani, proszę sobie wyobrazić, co by było
gdyby się stało odwrotnie.
Widać bohaterowie pierwszych
stron gazet nie byli gotowi podjąć takiego ryzyka.
sobota, 02 grudzień, 2006
Kolejny szczery człowiek
Szczerość wywiadu, jakiego swego czasu udzielił Rzeczpospolitej były wiceminister finansów Mirosław Barszcz, była przed długi czas nie do pobicia. Ale mamy chyba nowego lidera, pan Robert Gwiazdowski, członek Rady Nadzorczej Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w wywiadzie dla najnowszego numeru tygodnika Najwyższy Czas! (numer z 02.12.2006).
- Należy przyznać, że mówi Pan publicznie słowa, których nie wszyscy
chcą słuchać, na przykład ostrzega Pan, jako członek Rady Nadzorczej
ZUS, żeby nie liczyć na emerytury z tej instytucji.
-
Moje słowa, żeby nie liczyć na emerytury z ZUS wywołały gdzieniegdzie
zdumienie i agresję. Można te reakcje zrozumieć, gdyż politykom udało
się wmówić ludziom, że są "ubezpieczeni", a płacąc "składki",
"oszczędzają" na własne emerytury. Tymczasem pieniążki, które co miesiąc
pod przymusem i groźbą kary pozbawienia wolności, są pobierane od ludzi
pod mylącą nazwą "składki ubezpieczeniowej", są po prostu ordynarnym
podatkiem celowym, przeznaczanym prawie w całości nie na przyszłe
emerytury, tylko na wypłatę świadczeń dla aktualnie je otrzymujących
emerytów i rencistów.
W związku z tym z ZUS-ie nie ma w
ogóle żadnych pieniędzy. Nie ma ich też w Otwartych Funduszach
Emerytalnych. Te instytucje nie mogą ich inwestować za granicą. Nie mogą
też kupować nieruchomości w Polsce. Dlatego na wzroście cen polskich
nieruchomości zarabiają emeryci holenderscy i niemieccy, bo ich fundusze
emerytalne mogą inwestować bezpośrednio w nieruchomości w Polsce i
właśnie to robią.
- W co inwestują nasze Otwarte
Fundusze Emerytalne?
- 60 procent środków, które ZUS przekazuje
do OFE, lokują one w "bezpiecznych" i "dobrze oprocentowanych"
obligacjach skarbowych. A skarb państwa przekazuje je z powrotem do ZUS,
żeby starczyło na dzisiejsze wypłaty. A i tak nie starcza, więc ZUS
zaciąga kredyt komercyjny w bankach!!!
Ciekawym ile rocznie kosztuje obsługa tej całej kołomyi?
Chyląc
czoła przed godną szacunku szczerością wypowiedzi pana Gwiazdowskiego,
wyrażam też przekonanie iż nie wywoła ona żadnej reakcji. A to dlatego
iż nie poparł on swoich tez dowodami wygrzebanymi w szafie Lesiaka, nie
zdemaskował również przy tej okazji żadnego agenta SB, lub WSI
działającego w ZUS-ie. Jednym słowem, nawet nie zająknął się o sprawach
dla przyszłości kraju naprawdę najważniejszych.
poniedziałek, 27 listopad, 2006
52,3%
Najbardziej zdumiewa mnie frekwencja, biorąc pod uwagę wcześniejsze wybory i to, że warszawiacy nie mieli właściwie żadnego wyboru. Bo wybór między ubezwłasnowolnionym, brylującym jedynie w obietnicach kandydatem, a liberalną kandydatką z Konwentu Św. Katarzyny, to żaden wybór. Gdybym mieszkał w stolycy zastanawiał bym się nie na kogo głosować, lecz przeciw czemu.
Z pierwszych komentarzy przebija szczera troska, co się teraz stanie z naszym ulubionym panem Kazimierzem. Pan Kazimierz przeobraził się już w prawdziwego polityka. Nic mu się nie stanie. Już wygrał. Kupił sobie przecież mieszkanie w Warszawie, które będzie drożeć w najbliższych latach jak szalone, głównie dzięki konsekwentnie realizowanemu programowi budowy 3 000 000 mieszkań, zainicjowanemu przecież przez jego własny rząd. Pewnie też będzie mógł się sprawdzić w biznesie. Tak jak wielu innych wcześniej, zarówno pobożnych jak i bezbożnych. Na wszelki wypadek w takim biznesie, w którym ewentualne straty pokryją podatnicy.
Dobrze że w Gdyni wszystko było jasne. Jak zwykle.