Kategoria Polska
« Inne | Strona Główna | Szwecja »

niedziela, 22 listopad, 2009

Norgas Innovation

Niedalej jak w kwietniu tego roku Gdańska Stocznia Remontowa dostarczyła holenderskiemu armatorowi gazowiec Coral Methane przystosowany jednocześnie do przewozu skroplonego gazu ziemnego (LNG), gazolu (LPG) i etylenu. To pierwszy zbudowany w Europie i jeden z pierwszych zbudowanych na świecie gazowców tego typu.

Tymczasem 15 listopada miał miejsce chrzest podobnego statku zbudowanego w Chinach. Gazowiec, zbudowany dla norweskiego armatora Skaugen, otrzymał nazwę Nordic Innovation. Kadłub powstał w Taizhou Wuzhou Shipbuilding Industry, natomiast zbiorniki i cała instalacja ładunkowa została wyprodukowana i zamontowana w kadłubie przez Shenghui Gas Chemical Systems Co. Ltd w Zhangjiagang. SGCS jest spółką joint venture, w której Skaugen jest głównym udziałowcem.

Nordin Innovation
Zdjęcie: eworldship  

Przeznaczenie statku jest identyczne jak Coral Methane. Jednostka będzie zaopatrywać w gaz skandynawskich odbiorców nie mających dostępu do rurociągów. Skaugen zamówił w Chinach łącznie 10 tego typu jednostek. Gazowiec z Remontówki pozostaje jak na razie rodzynkiem.

Napisał Marcin o 12:22
Edytowano: niedziela, 22 listopad, 2009 12:29
Kategoria: Chiny, Gra w statki, Polska
|

wtorek, 08 kwiecień, 2008

Lech Walesa Airport gotowy na Euro 2012

Opóźniony Wizzair z Göteborga (14.15) zmieścił się w hali przylotów, gdzie 2 strażników granicznych uskuteczniało strajk włoski. Pasażerowie Wizzair-u ze Sztokholmu (14.30), Dortmundu (15.00) i SAS-u z Kopenhagi (15.20) tłoczyli się w oczekiwaniu na odprawę na płycie lotniska, która jest wystarczająco duża, żeby pomieścić wszystkich chętnych do obejrzenia Euro2012 w Gdańsku.

Z Gazety Wyborczej: Nawet co piąty Polak wracający z emigracji może nie poradzić sobie psychicznie z otaczającą go rzeczywistością.

Napisał Marcin o 9:50
Edytowano: wtorek, 08 kwiecień, 2008 9:56
Kategoria: Polska
|

piątek, 09 listopad, 2007

Zapóźniony kraj


Źródło: www.prezydent.pl

To był być może pierwszy raz, gdy Lech Kaczyński żałował, że Polska jest tak zapóźniona technologicznie. Gdyby nie to, można by przecież desygnować premiera emailem z podpisem elektronicznym. Bez konieczności oglądania kogokolwiek, nawet w najbardziej bocznej sali Pałacu Prezydenckiego. Ale infrastruktury potrzebnej do wdrożenia podpisu elektronicznego ciągle nie ma. Ciekawe, czy ten wymuszony uśmiech popchnie Polskę w rozwoju?

Napisał Marcin o 19:27
Edytowano: piątek, 09 listopad, 2007 19:33
Kategoria: Polska
|

sobota, 13 październik, 2007

Pomnik podrabianych dżinsów

Stoi naprzeciw wielkiego centrum handlowego, na północ od NangjingLu w Szanghaju, dokąd przeniósł się niecały rok temu słynny Shanghai Clothing Market. Miejsce znane prawie wszystkim turystom, którzy wybierali się na HuaiHaiLu aby zakupić po ciężkich targach Rolexy, Breitlingi, Longinesy po 200RMB za sztukę, torebki Prady i Gucci po niewiele mniej, całe zestawy kijów golfowych Callaway po 2000RMB, dżinsy Levisa, buty Nike, itf, itp. Niektóre zupełnie przyzwoitej jakości.
Otwarcie działający, na świeżym powietrzu i w centrum miasta market na HuaiHai był podobno irytujący dla co poniektórych Amerykanów, liczących straty na podrabianych znakach firmowych. Wobec czego przeniesiono go w nowe miejsce, pod dach. Nowe miejsce jest co najmniej kilka razy większe, handel zdaje się tam odbywać na nawet większą skalę. Ale pod dachem, więc nie widać aż tak bardzo.

Monumentalne dżinsy  

Ciekawe, czy jest chociaż jedno polskie miasto, które zdecydowało by się wystawić taki pomnik w miejscu, gdzie na przykład mógłby stanąć Dziadek Piłsudski. Albo Dmowski. Bądź Witos. Lub ...

poniedziałek, 09 lipiec, 2007

Warto umierać za Joaninę

Sprawy, które można czasami w Europie załatwić za pomocą jednego maila bądź faksu, potrafią się ciągnąć w Chinach całymi dniami. Niekończące się negocjacje. Ciągłe powroty do spraw, które wydawały się już zamknięte. Wydawały się. Próby renegocjacji podczas uroczystego obiadu, zwołanego tylko po to, żeby podpisać uzgodniony już w najdrobniejszych szczegółach kontrakt. Bo jednak to nam się nigdy nie podobało, ale zgodziliśmy się, żeby nie robić wam przykrości. Zapisanie czegoś w kontrakcie nie gwarantuje nienaruszalności punktu. Można do tego wrócić w dowolnym momencie, bo zmieniły się warunki. Albo przemyślenia.
Potem, już w trakcie realizacji kontraktu okazuje się, że pomimo wielodniowego maratonu negocjacyjnego, nikt nic nie wie. Wszechogarniające zdziwienie (To naprawdę należy do naszego zakresu prac?!) to codzienny kompan. Odpowiedź, że przecież jest to jasno opisane w kontrakcie, to nie jest liczący się w dyskusji argument. Wszak jak mówi stare chińskie powiedzenie "Nic co jest napisane na papierze nie jest warte tyle, co papier na którym jest to napisane". Wszystko dociera się w trakcie pracy.
Najdziwniejsze sytuacje zdarzają się, gdy chiński podwykonawca zleca coś innej chińskiej firmie. Czasami okazuje się, że między nimi nie ma żadnego pisemnego kontraktu, tylko właściciele firm uzgodnili coś przy obiedzie. Sami do końca nie wiedząc co, ale że mają dobre guanxi, to jakoś sprawy potem rozliczą.
Można sobie z tym poradzić, ale wymaga to sporej cierpliwości. I przyzwyczajenia.

Wynegocjowano

Przypomniało mi się to wszystko podczas czytania relacji prasowych z zakończonego oczywiście niebywałym sukcesem wyjazdu polskiej ekipy negocjacyjnej do Brukseli. Ekipy kierowanej przez Najlepszego w historii Prezydenta i świeżo powstałą z klęczek Minister Spraw Zagranicznych. Duet prawdziwych patriotów, którzy to do dzisiaj wydają się nie wiedzieć, ani co wynegocjowali, ani tym bardziej pod czym się podpisali. Ani przywiązywać do tego specjalnej wagi, najwyżej będziemy umierać jeszcze raz, tym razem pod hasłem Joanina albo śmierć. Hasło Warto umierać za Joaninę również jest godne rozważenia.
Niemniej jednak trudno doszukiwać się jakiś daleko idących analogii pomiędzy przeciętnym Misterem Zhao a najlepszym Prezydentem. Może oprócz tego, że zazwyczaj przeciętny Mister Zhao również nie mówi po angielsku. Mister Zhao nie wie co podpisuje, bo w jego kulturze nie ma to specjalnego znaczenia. Minister powstała z klęczek, bo nie ma wystarczających kompetencji. Ja już wolę Mistera Zhao.
Nie ma co ciągnąć tego wątku dalej, i to nie z obawy przed najwyższym możliwym obecnie wymiarem kary, czyli publicznym zerwaniem kontaktów przez Najlepszego Prezydenta. W prime-time telewizji publicznej. Z miną obrażonego 5-cio latka. Któremu właśnie kazano oddać zabawkę, którą pożyczył na chwilę od kolegi. Nie grozi mi to, bo nie znam osobiście Najlepszego Prezydenta. A ponadto trzymam bezpieczny dystans. Dziesięć tysięcy kilometrów. Odległość prawie nie do pokonania dla Tupolewa 154. Jestem w kraju, w którym każdy komunistyczny aparatczyk średniego szczebla robi wrażenie profesjonalisty. Może nie zawsze, ale w chwilę po przeczytaniu wiadomości z Polski na pewno. Później, jak już się człowiek otrząśnie się z polskiej tragifarsy, bywa różnie. Ale to już inna historia ...

środa, 06 czerwiec, 2007

Nieważne jak, ważne żeby mówili

Dawno już Polska nie miała tyle prasy w Chinach co ostatnio. To już druga notatka w China Daily w ciągu tygodnia. Napisali być może o pełnym sukcesów oblężeniu szpitala MSWiA przez tajne służby i błyskotliwych kryptonimach tajnych akcji? Wicepremierze, który nie znalazł czasu żeby się stawić w sądzie, ponieważ pił kawę w ministerstwie? Przewodniczącej sejmowej Komisji Rodziny i Praw Kobiet, która powiedziała że seks jest zły? Zapewne jeszcze o tym napiszą, notowania na giełdzie w Szanghaju lecą w dół i czytelnikom przyda się coś na polepszenie nastrojów. Na razie wspomnieli o:

Teletubisie  

Sprawa budzi niejakie zdziwienie nawet w oficjalnym organie KPCh, jakim niewątpliwie jest China Daily. I to w kraju, w którym kontakty homoseksualne były karane do 1998 roku, ale w którym już w 2003 roku dyskutowano sprawę małżeństw osób tej samej płci na forum parlamentu.
Informacja, że legalizacja małżeństw homoseksualnych była w ogóle podnoszona w Narodowym Kongresie Ludowym, mogłaby nieźle skomplikować sino-polskie relacje, gdyby przedostała się do naszych elyt żątowych. Zakończyły by się wówczas może wycieczki, pozostającego na razie w błogiej nieświadomości, wicepremiera Leppera do kraju środka. Cała nadzieja w tym, że o tej dyskusji można się dowiedzieć jedynie w internecie. W związku z czym nie ma specjalnych powodów do obaw, wygląda bowiem na to, że w szacownym gremium, zwanym Radą Ministrów, nie znajdziemy nikogo, kto potrafiłby włączyć komputer, nie mówiąc już o tym, żeby sobie cokolwiek wygooglać. Albo złożyć przelew przez internet. Co ja piszę, przecież niektórzy członkowie tego zgromadzenia nie posiadają w ogóle konta bankowego ...

poniedziałek, 21 maj, 2007

Jak donosi China Daily

China Daily w krótkiej notatce poinformował, cytując Wprost, że polski premier nie ma konta bankowego i trzyma pieniądze na koncie mamy.

Premier z mamą

Szczupłość miejsca nie pozwoliła chińskiemu dziennikarzowi przybliżyć motywów decyzji naszego premiera (Nie chcę dopuścić do sytuacji, że ktoś bez mojej wiedzy wpłaci na mój rachunek jakieś pieniądze, a na drugi dzień przeczytam o tym w gazecie). Może i dobrze, że nie próbował tego tłumaczyć. Wątpliwe jest, aby ktokolwiek z czytelników ChinaDaily był w stanie to zrozumieć. Zwłaszcza miejscowi politycy, którym, jak wskazują różne szeroko publikowane analizy, bez przerwy ktoś coś na konto wpłaca. I bardzo rzadko się o tym czyta w gazetach, a już na pewno nie następnego dnia. Zresztą głębsza analiza polskiej sytuacji mogłaby wywołać u chińskiego czytelnika niejakie wątpliwości, czy demokracja w stylu zachodnim to na pewno najlepszy system polityczny na świecie. Skoro, jak się okazuje, władzę w europejskim kraju, który musi się na gwałt modernizować aby nadgonić wszelkie cywilizacyjne zapóźnienia, może objąć człowiek, który woli z cywilizacją, z absurdalnych zupełnie powodów, nie mieć do czynienia.

czwartek, 08 marzec, 2007

jeśli jest we mnie ludzka dusza
tchnij ją w nową kukłę i baw się nią

ludzka dusza  

Ostatnimi czasy jedyne godne odnotowania informacje z kraju, to te o odejściu kolejnych ludzi. A reszta? Ech ...

niedziela, 25 luty, 2007

Kwas

Rozbitą jarzeniówkę ze zniszczonej lampy, którą kazałem wymienić podczas inspekcji, wyrzucił na jedną z wielu kup śmieci, rosnących przy placu montażowym. Szef kontroli i kilka innych osób przyglądało się temu zupełnie obojętnie, jakby to nie był ich zakład. Całe to miejsce zaczynało powoli przypominać wysypisko.

Kupa śmieci

Nie będzie głosów oburzenia. Przypomniało mi się, że gdy pracowałem jeszcze w Polsce, przyszedł do mnie do biura szef produkcji jednej z najlepszych podobno i najbardziej profesjonalnych polskich firm zajmujących się pasywacją konstrukcji ze stali nierdzewnej. Robili u nas sporą robotę, no i zostało im sporo kwasu, który powinni byli zutylizować. Zapytał się, czy może to wszystko zlać do kanalizacji burzowej u nas w stoczni.

Napisał Marcin o 24:19
Edytowano: niedziela, 25 luty, 2007 24:24
Kategoria: Chiny, Polska
|

sobota, 17 luty, 2007

Rok Świni

Jutro zaczyna się w Chinach Rok Świni. Najlepszy rok na urodzenie dziecka. Dzieci urodzone w tym roku mają być zawsze szczęśliwe i ma im nigdy nie zabraknąć pieniędzy.

Rok Świni

Polacy zaś świętowanie Roku Świni zaczęli nieco wcześniej niż Chińczycy. Ostatnim akcentem obchodów jest decyzja o interwencyjnym skupie, za pieniądze podatników, 80 tysięcy kilogramów mięsa wieprzowego. Skup jest konieczny, bo dzięki nieudolnej polityce Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, które zajmowało się ostatnio głownie badaniami DNA, nie udało się zatrzymać wzrostu cen zboża, wskutek czego podrożały pasze a hodowla świń stała się nieopłacalna.

Rok Świni

piątek, 26 styczeń, 2007

Ryszard Kapuściński [']

Już dawno chciałem coś o nim napisać. Zdjęcie, które ilustruje ten wpis, zrobiłem 11 listopada zeszłego roku.

Do pierwszego wyjazdu do Chin przygotowywałem się dosyć długo. Wziąłem kilka książek o Chinach, ale także Podróże z Herodotem. I nie ma chyba lepszej lektury dla człowieka rzuconego na drugi koniec świata.
W każdą następną podróż do Azji brałem jedną jego książkę. Jakoś tak wyszło, że tym razem, nie mam ze sobą żadnej. Nie wiem dlaczego. Ale zamówiłem w zeszłym tygodniu w Merlinie Lapidaria I-III. Pojedzie następnym razem.

Szachinszach  

niedziela, 21 styczeń, 2007

IV Rzeczpospolita w pigułce

Człowiek nieskazitelnego honoru, pan Lipiec Tomasz, znany dotychczas z tego iż jako sportowiec koksował się niemiłosiernie, jako szef warszawskiego WOSiR-u pozostawił po sobie stosy opatrzonych nieczytelnymi podpisami, opiewających na łączną kwotę 2 milionów złotych dziwnych faktur, ze śladami wymazywań oraz przeróbek, a jako minister wyprawił sobie urodziny, za które zapłacił pieniędzmi podatników przy pomocy rządowej karty kredytowej (pieniądze zwrócił po pół roku, bo się przyczepili bezczelni pismacy), odwołując innych ludzi honoru, mianowicie Listkiewicza Michała i jego kolegów, wyraził się w te słowy:
Dzisiejsze zachowanie związku to dowód braku honoru i ambicji. Ci panowie dziś mogli pokazać, że bardziej niż trzymania się własnych stołków, chcą dobra polskiej piłki...

Dał tym samym dowód głębokiej troski o moralny poziom uczestników polskiego życia publicznego, rozwiewając przy okazji wszystkie wątpliwości co do swoich kwalifikacji etycznych do dalszego pełnienia odpowiedzialnej funkcji ministra w Rządzie Odnowy Moralnej.

niedziela, 07 styczeń, 2007

spécialité de la Pologne - kandydat niesuflowany

Wyjęty z żaroodpornej głowy w ostatniej chwili, podany i przegłosowany bez zastanowienia, na gorąco, zanim zdąży się zamienić w zakalec.

Posiada specjalne cechy charakterologiczne, predystynujące go do zajmowania stanowisk, do których nie ma kwalifikacji. Potrafi bez wstydu stawić czoła własnej niekompetencji i odważnie przewodzić mądrzejszym od siebie. Powinien świetnie stroić poważne miny, gdy nie rozumie o czym mowa i mówić o niczym, gdy nie ma nic ważnego do powiedzenia, a sytuacja wymaga zabrania głosu.
Nie posiadając żadnego doświadczenia bywa świetnym kandydatem perspektywicznym, bo ma dużo do nauki.

środa, 03 styczeń, 2007

95 tysięcy ton wieprzowiny klasy E (masa poubojowa ciepła)

Jednym z etapów rosyjskich przygotowań do eksploatacji przebogatych złóż ropy i gazu, znajdujących się pod skutym lodem Oceanem Arktycznym, jest budowa specjalistycznej floty. Samsung Heavy Industries otrzymał zlecenie na zaprojektowanie i budowę trzech specjalistycznych tankowców-lodołamaczy dla rosyjskiego państwowego armatora Sovcomflot. To niespotykany dotychczas typ tankowca, mający mieć możliwość łamania lodu o grubości do 1,57 metra przy temperaturze do -45°C oraz poruszania się w dowolnym kierunku, w przypadku gdyby został uwięziony w zatorze lodowym. Statki mają mieć pojemność 70 tysięcy ton, a cenę za jeden statek ustalono na 142 mln USD, to znaczy około 3 razy więcej niż za standardowy tankowiec tej wielkości.
Rosjanie oceniają, że do 2012 roku będą musieli wprowadzić do eksploatacji 38 tego typu tankowców. W celu budowy pozostałych 35 jednostek rosyjski rząd zaproponował Samsungowi stworzenie spółki. Część z nich ma być wybudowana w rosyjskich stoczniach.

Icebreaking tanker
Zdjęcie: Digital Chosunilbo

Patrząc na to z polskiej perspektywy należy powiedzieć, że jeden taki statek stanowi równowartość około 95 tysięcy ton wieprzowiny klasy E (masa poubojowa ciepła wg cen podawanych przez Ministerstwo Rolnictwa) wyprodukowanych przez małorolną ostoję polskości, wartą wszelkich możliwych dotacji z pieniędzy podatników. Okazuje się również, że kilogram takiego statku jest jedynie dwa razy droższy niż kilogram wieprzowiny klasy E. To potwierdza słuszność obranej wiele lat temu i konsekwentnie podtrzymywanej przez wszystkie kolejne rządy drogi rozwoju polskiej gospodarki. Wyprodukowanie kilograma wieprzowiny wymaga zdecydowanie mniejszych kwalifikacji niż zaprojektowanie i wybudowanie kilograma statku, co w sytuacji zapaści polskiej nauki i szkolnictwa jest szalenie istotne. Ponadto znakomita część polskich elit politycznych zna się świetnie na wieprzowinie. A na statkach lub czymkolwiek innym wcale.

Napisał Marcin o 19:22
Edytowano: środa, 03 styczeń, 2007 22:32
Kategoria: Gra w statki, Polska
|

czwartek, 28 grudzień, 2006

Skojarzenia

...
- No to właściwie z czego ta twoja Polska jest znana? - zapytał pomiędzy jednym a drugim kęsem kimchi.
Szalenie trudne pytanie, na które próbowałem odpowiedzieć już wiele razy. Prawie nikt w Azji nie ma z Polską żadnych skojarzeń.
- Wiesz, prezydentem i premierem u nas są bliźniacy jednojajowi.
- Aaaaaaaaaaaaaaaa, teraz sobie przypomniałem, czytałem o tym w gazecie.

...

Pięćdziesiąt kilometrów na północ od naszej knajpy, za strefą zdemilitaryzowaną, tysiące północnokoreańskich żołnierzy celowało do nas z artylerii. Podobno są w stanie wystrzelić pół miliona pocisków na godzinę. Nikt się tym nie przejmował ...

Seul

Napisał Marcin o 17:07
Edytowano: czwartek, 28 grudzień, 2006 17:13
Kategoria: Inne, Polska
|

niedziela, 24 grudzień, 2006

Wesołych Świąt!

Xmas  

sobota, 23 grudzień, 2006

Lektura dla Marcinkiewicza

Jerzy Kosiński, Wystarczy być

Opowieść o ogrodniku analfabecie, który został kandydatem na prezydenta. Nikt nie potrafił rozszyfrować pustki, jaka kryła się za jego słowami, w każdym jego słowie doszukiwano się ukrytych znaczeń. A on mówił o ogrodzie, bo się na niczym innym nie znał.

środa, 13 grudzień, 2006

Sami sobą

Jak doniosły media, niektóre członkinie elitarnego klubu utrzymywanego z podatków, zwanego kolokwialnie koalicją rządową, dorównywały temperamentem ogierom pociągowym rewolucji moralnej. Pozostaje pytanie: Czemu, wobec tego, nie zajęli się sami sobą? Wszystko pozostałoby w rodzinie, łącznie z dziećmi, plotkami i DNA-em.
Być może główni bohaterowie tej historii znają anegdotę o tym, jak George B. Shaw był napastowany kiedyś przez piękną, lecz niezbyt inteligentną kobietę, która usiłowała go usidlić wizją, jak wspaniałe mogłyby być ich dzieci, gdyby odziedziczyły jej urodę i jego inteligencję. Na co George B. Shaw odparł: Moja Pani, proszę sobie wyobrazić, co by było gdyby się stało odwrotnie.
Widać bohaterowie pierwszych stron gazet nie byli gotowi podjąć takiego ryzyka.

Napisał Marcin o 13:01
Edytowano: środa, 13 grudzień, 2006 13:03
Kategoria: Polska
|

sobota, 02 grudzień, 2006

Kolejny szczery człowiek

Szczerość wywiadu, jakiego swego czasu udzielił Rzeczpospolitej były wiceminister finansów Mirosław Barszcz, była przed długi czas nie do pobicia. Ale mamy chyba nowego lidera, pan Robert Gwiazdowski, członek Rady Nadzorczej Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w wywiadzie dla najnowszego numeru tygodnika Najwyższy Czas! (numer z 02.12.2006).

- Należy przyznać, że mówi Pan publicznie słowa, których nie wszyscy chcą słuchać, na przykład ostrzega Pan, jako członek Rady Nadzorczej ZUS, żeby nie liczyć na emerytury z tej instytucji.
- Moje słowa, żeby nie liczyć na emerytury z ZUS wywołały gdzieniegdzie zdumienie i agresję. Można te reakcje zrozumieć, gdyż politykom udało się wmówić ludziom, że są "ubezpieczeni", a płacąc "składki", "oszczędzają" na własne emerytury. Tymczasem pieniążki, które co miesiąc pod przymusem i groźbą kary pozbawienia wolności, są pobierane od ludzi pod mylącą nazwą "składki ubezpieczeniowej", są po prostu ordynarnym podatkiem celowym, przeznaczanym prawie w całości nie na przyszłe emerytury, tylko na wypłatę świadczeń dla aktualnie je otrzymujących emerytów i rencistów.
W związku z tym z ZUS-ie nie ma w ogóle żadnych pieniędzy. Nie ma ich też w Otwartych Funduszach Emerytalnych. Te instytucje nie mogą ich inwestować za granicą. Nie mogą też kupować nieruchomości w Polsce. Dlatego na wzroście cen polskich nieruchomości zarabiają emeryci holenderscy i niemieccy, bo ich fundusze emerytalne mogą inwestować bezpośrednio w nieruchomości w Polsce i właśnie to robią.
- W co inwestują nasze Otwarte Fundusze Emerytalne?
- 60 procent środków, które ZUS przekazuje do OFE, lokują one w "bezpiecznych" i "dobrze oprocentowanych" obligacjach skarbowych. A skarb państwa przekazuje je z powrotem do ZUS, żeby starczyło na dzisiejsze wypłaty. A i tak nie starcza, więc ZUS zaciąga kredyt komercyjny w bankach!!!

Ciekawym ile rocznie kosztuje obsługa tej całej kołomyi?
Chyląc czoła przed godną szacunku szczerością wypowiedzi pana Gwiazdowskiego, wyrażam też przekonanie iż nie wywoła ona żadnej reakcji. A to dlatego iż nie poparł on swoich tez dowodami wygrzebanymi w szafie Lesiaka, nie zdemaskował również przy tej okazji żadnego agenta SB, lub WSI działającego w ZUS-ie. Jednym słowem, nawet nie zająknął się o sprawach dla przyszłości kraju naprawdę najważniejszych.

Napisał Marcin o 10:40
Edytowano: sobota, 02 grudzień, 2006 11:35
Kategoria: Polska
|

poniedziałek, 27 listopad, 2006

52,3%

Najbardziej zdumiewa mnie frekwencja, biorąc pod uwagę wcześniejsze wybory i to, że warszawiacy nie mieli właściwie żadnego wyboru. Bo wybór między ubezwłasnowolnionym, brylującym jedynie w obietnicach kandydatem, a liberalną kandydatką z Konwentu Św. Katarzyny, to żaden wybór. Gdybym mieszkał w stolycy zastanawiał bym się nie na kogo głosować, lecz przeciw czemu.

Z pierwszych komentarzy przebija szczera troska, co się teraz stanie z naszym ulubionym panem Kazimierzem. Pan Kazimierz przeobraził się już w prawdziwego polityka. Nic mu się nie stanie. Już wygrał. Kupił sobie przecież mieszkanie w Warszawie, które będzie drożeć w najbliższych latach jak szalone, głównie dzięki konsekwentnie realizowanemu programowi budowy 3 000 000 mieszkań, zainicjowanemu przecież przez jego własny rząd. Pewnie też będzie mógł się sprawdzić w biznesie. Tak jak wielu innych wcześniej, zarówno pobożnych jak i bezbożnych. Na wszelki wypadek w takim biznesie, w którym ewentualne straty pokryją podatnicy.

Dobrze że w Gdyni wszystko było jasne. Jak zwykle.

Napisał Marcin o 1:44
Edytowano: poniedziałek, 27 listopad, 2006 5:43
Kategoria: Polska
|