« Gra w statki | Strona główna | Polska »

Archiwa kategorii Inne

A380-800 by Lufthansa

Opublikował Marcin, sobota, 27 lipca, 2013 23:44.38

Najbardziej w A380 Lufthansy spodobała mi się kamera umieszczona wysoko na końcu statecznika. Można było obserwować na żywo jak się wszystko trzęsło przy turbulencjach.

A380-800

Edytowano : sobota, 27 lipca, 2013 23:55.25

Koreańska wężówka

Opublikował Marcin, sobota, 19 marca, 2011 15:19.29

Trunek o niesłychanych zapewne własnościach leczniczych. Równie ciekawy jak niektóre chińskie alkohole, które zdarzyło mi się pić i opisywać kiedyś tutaj. Tym razem uniknąłem degustacji. Chińczycy zresztą nie są wcale gorsi, mają również swoje własne wężówki.

Koreański bimber Koreański bimber Koreański bimber

Trupa z papierosem

Opublikował Marcin, niedziela, 06 lutego, 2011 15:08.34

Mr Liu próbuje czasami puścić film na DVD podczas jazdy, aby zwiększyć komfort podróży i prowadzenia samochodu. Sam też lubi czasami popatrzeć. Ekran zamontował tak, że widać go zza kierownicy.
Ku jego rozczarowaniu zazwyczaj stanowczo domagam się wyłączenia filmu lub chociaż ściszenia do zera. Jego ulubione produkcje tworzą w samochodzie jazgot, który tylko Azjaci są w stanie znieść bez bólu głowy.
Wyjątek uczyniłem dla popisów pani potrafiącej palić papierosy nawet uszami. Cały popis trwa około 30 minut.

Trupa z papierosem Trupa z papierosem Trupa z papierosem Trupa z papierosem Trupa z papierosem

Edytowano : niedziela, 17 lipca, 2011 8:20.03

Pusty port

Opublikował Marcin, niedziela, 21 czerwca, 2009 20:41.47

Byłem kilka tygodni temu w gdyńskim porcie. Wodowaliśmy, przy pomocy Maji, ponton na nabrzeżu Jugosłowiańskim. Maja była jedynym dźwigiem pracującym w całym porcie. W zasięgu wzroku żadnego statku. Nędza :(

Szczęśliwego Nowego Roku!

Opublikował Marcin, wtorek, 01 stycznia, 2008 13:49.23

Mam nadzieję, że wszystkie chińskie fajerwerki odpaliły tak jak powinny, pozostawiając w spokoju palce.

Fejerwerki!  

Edytowano : wtorek, 01 stycznia, 2008 13:50.25

Nie ma ucieczki od Georga Michela

Opublikował Marcin, poniedziałek, 24 grudnia, 2007 8:15.44

Last Christmas, I gave you my heart
But the very next day, You gave it away

Szlagier Georga Michela prześladuje kupujących we wszystkich supermarketach i radiostacjach w krajach wysokorozwiniętych. Chiny dołączyły w tym roku. Tym samym awans cywilizacyjny państwa środka stał się faktem, mogę powiedzieć, że dokonał się na moich oczach. Gdzieś pomiędzy zeszłorocznym a tegorocznym Corocznym Grudniowym Świętem Handlu Detalicznego, które to zdobywa w Chinach błyskawiczną popularność. W moim prywatnym odczuciu, masa krytyczna została właśnie przekroczona i nic już nie powstrzyma powszechnej adaptacji Corocznego Grudniowego Święta Handlu Detalicznego w najludniejszym państwie świata. Szefowie sieci detalicznych mogą otwierać butelki szampana.
Chińczycy świętują od razu bardzo nowocześnie, nieskrępowani niepotrzebnym gorsetem religijnych przesądów rzucają się spełniać marzenia specjalistów statystyków od wzrostu PKB - wydają kasę. Startują z poziomu, do którego dopiero aspirują niektóre państwa europejskie. Ciekawostką, a może raczej niedopatrzeniem speców od marketingu jest, że powszechnie życzą sobie Merry Christmas, a nie żadne politycznie poprawne Holidays Greetings. Jak my.
Na ocenę świąt przyjdzie czas później, dokona jej jak wszędzie prasa, ekscytując się ile to pieniędzy wydano i o ile procent wzrosła ta kwota, w stosunku do roku poprzedniego. Wzrost, jak to w Chinach, będzie na pewno rekordowo dwucyfrowy przez następnych kilka lat.

Święto Handlu Detalicznego  

Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia i żadnych orędzi. Nawet od rekordowo popularnych polityków.

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:57.23

I'm back

Opublikował Marcin, sobota, 06 października, 2007 10:46.34

I obiecuję wrócić do pisania.
Na razie dla zainteresowanych kilka wakacyjnych zdjęć z Krety.

Otrzymałem też informację, że coś przestało działać w Internet Explorerze. Na tyle na ile mogłem się zorientować, to problem spowodował zamieszczony klip z YouTube. Wywaliłem go na razie, bo nie mam w tej chwili czasu w tym głębiej pogrzebać. Ale ponieważ w Firefoxie i w Operze działało mimo wszystko, to jak zwykle polecam porzucenie Internet Explorera na rzecz innej przeglądarki.

Edytowano : sobota, 06 października, 2007 11:04.39

Konsternacja

Opublikował Marcin, sobota, 07 kwietnia, 2007 18:42.46

Lufthansa, w przeciwieństwie do SASu, ciągle serwuje nieograniczoną ilość alkoholu w lotach długodystansowych. Pomaga to trochę przetrwać podróż. Patrząc na moich współtowarzyszy z niemieckimi paszportami mam wrażenie, że gdyby wprowadzili jakieś limity, to na pokładzie samolotu wybuchłby bunt. Jedenaście godzin na zydlu w Boenigu 747. Mało się nie czerwienię na myśl, że byłem podekscytowany przed pierwszym w życiu lotem międzykontynentalnym.

Wyrobiony podczas kilkunastu chińskich tygodni odruch warunkowy przepuszczania, niezależnie od okoliczności, wszystkich samochodów, powoduje konsternację u kierowców na ulicach Göteborga. Stoimy, oni czekają aż przejdę, ja, aż oni przejadą. Za każdym razem trwa to chwilę, zanim uświadamiam sobie, że mogę i powinienem iść, bo oni się nie ruszą zanim nie przejdę. Nic na to nie poradzę. Właśnie wróciłem z kraju, gdzie przejście przez skrzyżowanie na przejściu dla pieszych przy zielonym świetle jest kiepskim pomysłem. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest przechodzenie z dala od skrzyżowań i przejść dla pieszych. W takim miejscach mogą Cię rozjechać tylko z lewej lub z prawej strony. Na skrzyżowaniu - z każdej. Na skrzyżowaniu musisz mieć oczy dookoła głowy, żeby ogarnąć tych, którzy zetną zakręty, wyjadą pod prąd, będą wyprzedzać, lub po prostu zapragną przejechać na czerwonym świetle.

Jak się chce, to można również pisać o niczym. Ten wpis jest tego najlepszym dowodem.

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 21:15.48

Szczęśliwego Nowego Roku!

Opublikował Marcin, niedziela, 31 grudnia, 2006 9:01.41

 

Skojarzenia

Opublikował Marcin, czwartek, 28 grudnia, 2006 17:07.29

...
- No to właściwie z czego ta twoja Polska jest znana? - zapytał pomiędzy jednym a drugim kęsem kimchi.
Szalenie trudne pytanie, na które próbowałem odpowiedzieć już wiele razy. Prawie nikt w Azji nie ma z Polską żadnych skojarzeń.
- Wiesz, prezydentem i premierem u nas są bliźniacy jednojajowi.
- Aaaaaaaaaaaaaaaa, teraz sobie przypomniałem, czytałem o tym w gazecie.

...

Pięćdziesiąt kilometrów na północ od naszej knajpy, za strefą zdemilitaryzowaną, tysiące północnokoreańskich żołnierzy celowało do nas z artylerii. Podobno są w stanie wystrzelić pół miliona pocisków na godzinę. Nikt się tym nie przejmował ...

Seul

Edytowano : poniedziałek, 17 stycznia, 2011 6:05.16

Barbara Ehrenreich, za grosze pracować i (nie) przeżyć

Opublikował Marcin, niedziela, 15 października, 2006 19:44.06

●●●○○○

Obraz Stanów Zjednoczonych wyłaniający się z tej książki może szokować. Zwłaszcza poszukiwaczy raju na ziemi. Okazuje się, że można mieć legalną pracę, na pełen etat i nie móc związać końca z końcem, nie mówiąc już o opłaceniu ubezpieczenia społecznego Medicare. Nawet mając białą skórę i mówiąc po angielsku. Jeśli ktoś pracujący w Tesco w Polsce liczy że w Wal-Marcie w USA zarobi na dostatnie życie, to może być w poważnym błędzie. Za dużo by umrzeć, za mało by żyć, jak śpiewał Irek Dudek.
Książka nie jest specjalnie porywająca, mimo wszystko warta przeczytania.

Barbara Ehrenreich, za grosze  

Chińczycy powinni wyzbyć się kompleksów, dystans pomiędzy nimi a Stanami Zjednoczonymi zdaje się być mniejszy, niż się wszystkim wydawało.
Skala koncentracji bogactwa jest w Stanach Zjednoczonych największa spośród krajów rozwiniętych. Dyrektor generalny firmy zarabia tam przeciętnie 300 krotnie więcej niż średnia pensja, jeszcze w 1970 roku ten wskaźnik wynosił jedynie 30. Od 2000 roku klasa średnia i biedota praktycznie nie korzystają ze wzrostu gospodarczego, ich dochody wzrosły w tym okresie o około 1%. Za to dochody najbogatszego 1% Amerykanów wzrosły z 8% (1980 rok) do 16% (2006) całkowitego dochodu populacji Stanów Zjednoczonych. Mit kariery od pucybuta do milionera staje się powoli już tylko mitem. Historia zatoczyła koło, podział dochodów w społeczeństwie amerykańskim w roku 2006 jest dokładnie taki sam jak w roku 1913.
Myślę, że gdyby przebadano pod tym względem chińską gospodarkę wyniki mogłyby być podobne. Być może jest to jednak najefektywniejszy model społeczny i system gospodarczy? Co może zrobić szary obywatel, żeby to zmienić? Zapisać się, wraz z grupą pięciu osób, do PiS-u?

Edytowano : niedziela, 15 października, 2006 21:38.02

Lost

Opublikował Marcin, poniedziałek, 04 września, 2006 17:30.56
Za dwa dni, 6 września, amerykańska premiera drugiego sezonu serialu Lost w wydaniu DVD. Za przyjemność posiadania tego zakręconego filmu Amazon.com liczy sobie 43,90$.

Natomiast w Szanghaju trzeba się nieźle nachodzić, żeby znaleźć ten film, wydany ponad 6 tygodni temu. Co ciekawe, chińska edycja wydana jest na 8 DVD (amerykańska na 7). Wersja pudełkowa kosztuje równowartość 10$, wersję 'kopertową', bez pudełka, można mieć już za 8$.

Lost

Zamówień nie przyjmuję.

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:11.22

Mañana

Opublikował Marcin, sobota, 15 lipca, 2006 18:14.55

Wiadomość że jestem Polakiem, wywołała lawinę wspomnień u pierwszego oficera. Barbara. Przestał dzwonić, gdy usiłowała go zaprosić na obiad do swoich rodziców, mimo że bywał jeszcze później w Gdyni. Dopytywał się jeszcze, czy Las Vegas ciągle istnieje.
Szczupły facet z wielkim, złotym kolczykiem w lewym uchu robił wrażenie niebezpiecznego. Nie wiem dlaczego uważał, że doskonale rozumiem jego chorwacki. Gdy mówił powoli można było część zrozumieć, części się domyślić.
Dokerzy spóźnili się ponad godzinę, zdążył w swojej opowieści dojść do wojny. Był, zdaje się, snajperem, tylko nie wiem po której walczył stronie. Moje Hvala, gdy przyniósł kawę, strasznie go rozeźliło.

Nieszczęście polegało na tym, że duński statek, na który mieliśmy załadować nasz sprzęt, był obsadzony Chorwatami, którzy już dobrych kilka tygodni byli poza domem. Takiej okazji nie mogli przepuścić, na burcie było pełno żon, dziewczyn i kochanek. Dokerzy najwyraźniej byli wtajemniczeni w spisek, mający maksymalnie opóźnić wyjście statku z Ploče. Wszystko odbywało się w całkowicie bezstresowej atmosferze sjesty, gwarantującej że już mañana załadujemy, a dzień po mañana statek wyjdzie w morze.

Edytowano : sobota, 15 lipca, 2006 23:03.16

Coś być musi, do cholery, za zakrętem!

Opublikował Marcin, czwartek, 13 lipca, 2006 8:16.58

Jazda samochodem po bocznych drogach na Korčuli ma w sobie urok gry komputerowej. Drogi, o szerokości półtora samochodu, wiją się po zboczach gór, po urwiskach, czasami nad samym brzegem morza. Sprawy nie ułatwiają rosnące bardzo w wielu miejscach, bardzo blisko pobocza, drzewa oliwne oraz ciągnące się kilometrami niskie murki oporowe. W wielu miejscach trzeba zjeżdżać na pobocze, aby wyminać pojazd nadjeżdżający z przeciwka.

Coś być musi do cholery za zakrętem!

Edytowano : czwartek, 13 lipca, 2006 8:17.41

Tajemnicza wyspa

Opublikował Marcin, poniedziałek, 10 lipca, 2006 8:35.41

Perspektywiczna dolinka, bo wielka i oddalona od szlaków turystycznych. Zanim mieszkańcy Korčuli i turyści wypełnią ją śmieciami, minie wiele lat. Może nawet nie zdążą jej wypełnić przed końcem świata, więc nie ma się czym przejmować

Perspektywiczna dolinka

Vela Luka - Dubrovnik i z powrotem

Opublikował Marcin, poniedziałek, 03 lipca, 2006 9:38.45

Prawie 200km zakrętów, podjazdów i zjazdów. Jedyny prosty odcinek drogi to ten na pokładzie promu z Korčuli na półwysep Pelješac. W oknie baru na przystani promowej zdjęcie, sądzonego przez Haski trybunał, generała Ante Gotoviny z podpisem: Bohater nie zbrodniarz.
Droga biegnie w większości nad brzegiem morza, wijąc się po zboczach gór Dynarskich, które tutaj sięgają prawie do samego brzegu. Facet w starym BMW z polską rejestracją wyprzedza na zakręcie przed szczytem wzniesienia, widok bardziej zapierający dech w piersiach niż krajobrazy Dalmacji. Zmieścił się.

Dalmacja

Jeszcze tylko kilkaset zakrętów, ciekawy most im. Franja Tudmana i jesteśmy w Dubrovniku. Ceny podawane przez mój przewodnik Pascala z 1999 roku są mocno zdezaktualizowane. Wejście na mury kosztuje 50kun (7,1EUR) a nie 10. No trudno, ale za to wchodzimy w każdą dziurę, aby ani jedna kuna się nie zmarnowała.
Miasteczko śliczne, ale do zdeptania we wszystkie strony w kilka godzin.
Przy rynku izba pamięci poległych w obronie miasta podczas serbskiej agresji w latach 1991-1995. Na wielkim ekranie migotają zdjęcia palących się budynków, eksplozji i zniszczeń. To powinien być obowiązkowy punkt programu dla turystów z krajów członków NATO. I pytanie: Co zrobiliście, żeby temu zapobiec? Pierwsza lekcja, jaką odebrały wybijające się na niepodległość republiki dawnej Jugosławii, to ta, że ze strony Europy można liczyć jedynie na debatę w parlamencie.


Korčula

Opublikował Marcin, sobota, 01 lipca, 2006 9:06.17

Korčula.
Trzecia co do wielkości wyspa Dalmacji Środkowej ma powierzchnię 279,3 km² i szerokość około 7 km. Jej wschodnia część biegnie równolegle do półwyspu Pelješac, od którego dzieli ją Pelješki kanał. Powierzchnia wyspy jest górzysta, z wyjątkiem obszarów wschodnich. Najwyższe wzniesienia to Klupca (568 m n.p.m.), Grabovac (536 m n.p.m) i Kom (510 m n.p.m).
Tyle przewodnik dla zmotoryzowanych, Pascal 1999, pomijający fakt istnienia w leżącej w głębi wyspy, w miejscowości Blato firmy Radež, produkującej wyposażenie okrętowe, jak na przykład pokrywy lukowe, rampy itp. Radež powstał w 1954 roku, gdy jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy ile pieniędzy można zarobić na turystyce. Główny zakład jest w mieście, natomiast warsztat montażowy jest bezpośrednio nad brzegiem morza, w pięknej zatoce. Dzisiaj postawienie w takim miejscu suwnicy zamiast hotelu, wydaje się być dziwnym pomysłem.

Kto tu wybudował stocznię?
Kto w dzisiejszych czasach wybudowałby w takiej pięknej zatoce stocznię?

Transport dużych elementów stalowych nad brzeg morza, wąską drogą wykutą w skale, wymaga specjalnych rozwiązań. Wszystko wożone jest na wysokich platformach, trzy metry nad drogą jest więcej przestrzeni.

Platforma

Argentynie kibicowałem sam, Chorwaci w barze byli za Niemcami. Jakieś reminiscencje historyczne? Szkoda, skrzywdzonej trochę przez sędziego, Argentyny i szkoda że wygrali Niemcy. Poziom sędziowania na tych mistrzostwach jest chyba jeszcze niższy niż w Korei w 2002 roku.

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 21:35.50

Koreańskie CDMA

Opublikował Marcin, sobota, 27 maja, 2006 0:01.03

Nie do pomyślenia jest żeby w Korei nie funkcjonował odrębny standard telefonii komórkowej. Niekompatybilny z GSM, więc zarówno mój polski jak i chiński telefon powędrowały na dno torby, a na lotnisku wypożyczyłem telefon pracujący w sieci SKT . Można wypożyczyć telefon z lokalnym numerem, lub specjalny aparat, który po włożeniu karty SIM umożliwia korzystanie z roamingu. W koreańskim systemie CDMA nie używa się kart SIM, numer jest na stałe przypisany do telefonu. Przy zmianie aparatu jest możliwe zakodowanie starego numeru do nowego telefonu, ale trzeba to załatwić w punkcie obsługi klienta. To chyba nie najlepsze rozwiązanie, wymienna karta SIM daje jednak bardzo wiele korzyści.
Trafiłem telefon Samsunga, szalenie popularnego w Azji typu 'puderniczka'. Mam trochę uprzedzeń do takich telefonów, pasują chyba lepiej do damskiej torebki, ale miałem go używać jedynie przez 2 tygodnie, więc nie było problemu. Zresztą ten stereotyp nie funkcjonuje w Azji.
Telefon prezentował się naprawdę przyzwoicie. Bardzo solidnie wykonany, dosyć cienki (grubość tylko 15mm). Obudowa znakomicie wykonana i dobrze spasowana, zawias bardzo solidny. Nic nie trzeszczało. Na pokładzie oczywiście aparat cyfrowy, 2 kolorowe, znakomitej jakości, wyświetlacze, klient email, przeglądarka stron internetowych oraz już nie tak bardzo oczywisty GPS oraz odtwarzacz MP3. Nie miał natomiast ani Bluetooth ani portu podczerwieni. Bogactwo opcji konfiguracyjnych przyprawiało o ból głowy, ale większość z nich dotyczyło możliwości ustawiania różnych animacji na wyświetlaczu dla połączeń przychodzących i wychodzących (oddzielnie dla każdego kontaktu), wyboru tonów towarzyszących naciśnięciom klawiszy i otwieraniu menu, animacji menu, oraz dziesiątek równie istotnych dla tutejszych abonentów opcji.
Telefon działał bez problemów, pomimo dosyć intensywnego użytkowania nie wymagał ładowania częściej niż co 2-3 dni. Z ciekawostek:

  • Na klawiaturze nie ma litery 'Z' (jak rozumiem nie jest używana w łacińskiej transkrypcji koreańskiego) i nie udało mi się w żaden sposób zmusić telefonu do jej napisania;
  • Telefon ma 3 specjalne programy relaksacyjne, po uruchomieniu których włączaja się kojąca nerwy melodia i kolorowe animacje na obydwu ekranach;
  • Wiele osób ma ustawione odgrywanie różnych melodii zamiast sygnału oczekiwania, poracha jeśli chodzi o telefony służbowe osób na stosunkowo wysokich stanowiskach;
  • Przy dzwonieniu do niektórych osób, zanim usłyszysz sygnał oczekiwania, włącza się jakaś koreańska gadułka, która coś tam na okrągło opowiada. Może reklamy? Trochę to bywało irytujące, nie wiedziałem na początku czy zostałem połączony czy nie.

Telefonia komórkowa w Korei to kwintesencja Azji. Feria barw i dźwięków, wodotryski, melodyjki, animacje, duperelki i pierdółki oraz różowy breloczek przyczepiony do telefonu. Nic dziwnego że iPod-y się tu w ogóle nie sprzedają, minimalistyczny design Apple nie ma szans dotrzeć do Koreańczyków.
Ja z ulgą włączyłem, po lądowaniu w Szanghaju, mojego poczciwego Siemensa S65.

Samsung Juni

Dziwny powrót

Opublikował Marcin, czwartek, 20 kwietnia, 2006 4:51.43

Wracam dzisiaj do Szanghaju. Zawsze mnie śmieszy uczucie które mam wracając do Szanghaju z wyjazdów w różne miejsca Chin, bądź jak teraz do Korei. Czuję się trochę jakbym wracał do domu.
Na razie siedzę na zaskakująco niewielkim Gimhae International Airport w Busan, będąc już po odprawie, na którą dałem sobie zdecydowanie za dużo czasu. Ale po doświadczeniach na Pudong Airport wolałem być ostrożny. Niepotrzebnie. W komputerach China Eastern Airlines wszystko było w porządku, mimo że przekładałem powrót 2 razy. Zadziwiające że zadziałało, biorąc pod uwagę chińskie zamiłowanie do chaosu.
Cóż więc pozostaje? Muszę czekać jeszcze godzinę, nie mając już nic do czytania. Pobyt w Korei się przedłużył i przeczytałem już wszystko co miałem ze sobą. A na całym lotnisku nie ma ani jednego miejsca gdzie można by kupić jakąkolwiek angielską gazetę lun książkę. Koreańskie 'splendit isolation'. Wypożyczony telefon oddany (temat na oddzielną notkę), internet tylko płatny. Cóż, pozostaje niezawodny iPod. W słuchawkach Kazik, a naokoło tłum hałaśliwych Koreańczyków i Chińczyków. Straszne kontrasty.

Na pokładzie samolotu odbędzie się skromne pożegnanie z koreańską kuchnią, którą będzie reprezentować kimczi (marynowana na ostro kapusta) i ostra pasta pieprzowa. Może by mnie to wzruszyło, gdyby nie fakt iż wszystkie moje kubki smakowe sumiennie wypalił kolega z pracy, Syczuańczyk, rozmiłowany w ostrej kuchni swojej rodzinnej prowincji, z którym jadałem wiele razy.
Nie mam dużo bagażu, to może w końcu przejadę się w Szanghaju Maglev-em. Z końcowej stacji wezmę do mieszkania jedną z 40 tysięcy szanghajskich taksówek. Wybór może i wielki, ale cóż z tego, skoro za kierownicami wszystkich siedzą kompletni wariaci.

Kimczi

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 18:56.39

A gdybym się urodził w Ulsan?

Opublikował Marcin, środa, 19 kwietnia, 2006 10:33.37

To być może pracowałbym w stoczni Hyundai Heavy Industries, do pracy dojeżdżałbym samochodem Hyundai, w pracy traciłbym wzrok przed monitorem Hyundai, ubezpieczałbym się w Hyundai Securities, na zakupy chodziłbym do Hyundai Department Store, a zęby leczyłbym w Hyundai Dental. Ale nie urodziłem się w Ulsan, więc tylko pracowałem kilka dni w stoczni Hyundai i mieszkałem w Hotel Hyundai.

Hyundai

Korea wydaje się być w większości zupełnie samowystarczalna. Na ulicach same koreańskie samochody, w sklepach same koreańskie towary, w domach same koreańskie telewizory a w rękach same koreańskie telefony. Kupno zagranicznego auta wygląda na akt nieposłuszeństwa obywatelskiego, chociaż bardzo rzadko można zobaczyć na ulicach BMW bądź Mercedesa. Będąc tutaj można praktycznie zapomnieć o europejskim jedzeniu, np dobrym serze, bo koreańczycy sami nie robią a imprtu nie ma.
Wydaje się że statystyczny Koreańczyk pracuje naprawdę dużo. Ale efekty są wszędzie, wystarczy popatrzeć na tutejsze drogi, o jakich my już chyba nawet nie powinniśmy marzyć, bo szkoda czasu. Wystarczy też pójść do jakiegokolwiek sklepu z elektroniką użytkową bądź komputerami gdziekolwiek na świecie by zobaczyć ile jest koreańskich towarów, prawie 40% statków budowanych na świecie powstaje w Korei. Są też złe strony, np system ubezpieczeń społecznych nie jest specjalnie hojny i wiele ubezpieczeń trzeba opłacać samemu. Ale może po prostu Koreańczycy są realistami i wiedzą na co ich stać?
Może tak już musi być - oni mają silną gospodarkę i niskie bezrobocie, a my wicepremiera Leppera i wiele obietnic. A odstajemy od nich w wielu dziedzinach o całe lata świetlne, wystarczy spojrzeć na te deski sedesowe z wystawy sklepu w Ulsan.

Edytowano : środa, 19 kwietnia, 2006 13:07.44

« Gra w statki | Powrót na początek strony | Polska »