Kategoria Inne
« Gra w statki |
Strona Główna
| Polska »
niedziela, 21 czerwiec, 2009
Pusty port
Byłem kilka tygodni temu w gdyńskim porcie. Wodowaliśmy, przy pomocy Maji, ponton na nabrzeżu Jugosłowiańskim. Maja była jedynym dźwigiem pracującym w całym porcie. W zasięgu wzroku żadnego statku. Nędza :(
wtorek, 01 styczeń, 2008
Szczęśliwego Nowego Roku!
Mam nadzieję, że wszystkie chińskie fajerwerki odpaliły tak jak powinny, pozostawiając w spokoju palce.
poniedziałek, 24 grudzień, 2007
Nie ma ucieczki od Georga Michela
Last
Christmas, I gave you my heart
But the very next day, You gave it away
Szlagier Georga Michela prześladuje kupujących we wszystkich
supermarketach i radiostacjach w krajach wysokorozwiniętych. Chiny
dołączyły w tym roku. Tym samym awans cywilizacyjny państwa środka stał
się faktem, mogę powiedzieć, że dokonał się na moich oczach. Gdzieś
pomiędzy zeszłorocznym a tegorocznym Corocznym Grudniowym Świętem Handlu
Detalicznego, które to zdobywa w Chinach błyskawiczną popularność. W
moim prywatnym odczuciu, masa krytyczna została właśnie przekroczona i
nic już nie powstrzyma powszechnej adaptacji Corocznego Grudniowego
Święta Handlu Detalicznego w najludniejszym państwie świata. Szefowie
sieci detalicznych mogą otwierać butelki szampana.
Chińczycy
świętują od razu bardzo nowocześnie, nieskrępowani niepotrzebnym
gorsetem religijnych przesądów rzucają się spełniać marzenia
specjalistów statystyków od wzrostu PKB - wydają kasę. Startują z
poziomu, do którego dopiero aspirują niektóre państwa europejskie.
Ciekawostką, a może raczej niedopatrzeniem speców od marketingu jest, że
powszechnie życzą sobie Merry Christmas, a nie żadne
politycznie poprawne Holidays Greetings. Jak my.
Na ocenę
świąt przyjdzie czas później, dokona jej jak wszędzie prasa, ekscytując
się ile to pieniędzy wydano i o ile procent wzrosła ta kwota, w stosunku
do roku poprzedniego. Wzrost, jak to w Chinach, będzie na pewno
rekordowo dwucyfrowy przez następnych kilka lat.
Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia i żadnych orędzi. Nawet od rekordowo popularnych polityków.
sobota, 06 październik, 2007
I'm back
I obiecuję wrócić do pisania.
Na razie dla
zainteresowanych kilka wakacyjnych zdjęć z Krety.
Otrzymałem też informację, że coś przestało działać w Internet Explorerze. Na tyle na ile mogłem się zorientować, to problem spowodował zamieszczony klip z YouTube. Wywaliłem go na razie, bo nie mam w tej chwili czasu w tym głębiej pogrzebać. Ale ponieważ w Firefoxie i w Operze działało mimo wszystko, to jak zwykle polecam porzucenie Internet Explorera na rzecz innej przeglądarki.
sobota, 07 kwiecień, 2007
Konsternacja
Lufthansa, w przeciwieństwie do SASu, ciągle serwuje nieograniczoną ilość alkoholu w lotach długodystansowych. Pomaga to trochę przetrwać podróż. Patrząc na moich współtowarzyszy z niemieckimi paszportami mam wrażenie, że gdyby wprowadzili jakieś limity, to na pokładzie samolotu wybuchłby bunt. Jedenaście godzin na zydlu w Boenigu 747. Mało się nie czerwienię na myśl, że byłem podekscytowany przed pierwszym w życiu lotem międzykontynentalnym.
Wyrobiony podczas kilkunastu chińskich tygodni odruch warunkowy przepuszczania, niezależnie od okoliczności, wszystkich samochodów, powoduje konsternację u kierowców na ulicach Göteborga. Stoimy, oni czekają aż przejdę, ja, aż oni przejadą. Za każdym razem trwa to chwilę, zanim uświadamiam sobie, że mogę i powinienem iść, bo oni się nie ruszą zanim nie przejdę. Nic na to nie poradzę. Właśnie wróciłem z kraju, gdzie przejście przez skrzyżowanie na przejściu dla pieszych przy zielonym świetle jest kiepskim pomysłem. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest przechodzenie z dala od skrzyżowań i przejść dla pieszych. W takim miejscach mogą Cię rozjechać tylko z lewej lub z prawej strony. Na skrzyżowaniu - z każdej. Na skrzyżowaniu musisz mieć oczy dookoła głowy, żeby ogarnąć tych, którzy zetną zakręty, wyjadą pod prąd, będą wyprzedzać, lub po prostu zapragną przejechać na czerwonym świetle.
Jak się chce, to można również pisać o niczym. Ten wpis jest tego najlepszym dowodem.
niedziela, 31 grudzień, 2006
czwartek, 28 grudzień, 2006
Skojarzenia
...
- No to właściwie z czego ta twoja Polska jest znana?
- zapytał pomiędzy jednym a drugim kęsem kimchi.
Szalenie
trudne pytanie, na które próbowałem odpowiedzieć już wiele razy. Prawie
nikt w Azji nie ma z Polską żadnych skojarzeń.
-
Wiesz, prezydentem i premierem u nas są bliźniacy jednojajowi.
-
Aaaaaaaaaaaaaaaa, teraz sobie przypomniałem, czytałem o tym w gazecie.
...
Pięćdziesiąt kilometrów na północ od naszej knajpy, za strefą zdemilitaryzowaną, tysiące północnokoreańskich żołnierzy celowało do nas z artylerii. Podobno są w stanie wystrzelić pół miliona pocisków na godzinę. Nikt się tym nie przejmował ...
niedziela, 15 październik, 2006
Barbara Ehrenreich, za grosze pracować i (nie) przeżyć
●●●○○○
Obraz Stanów Zjednoczonych wyłaniający się z tej książki może szokować.
Zwłaszcza poszukiwaczy raju na ziemi. Okazuje się, że można mieć legalną
pracę, na pełen etat i nie móc związać końca z końcem, nie mówiąc już o
opłaceniu ubezpieczenia społecznego Medicare. Nawet
mając białą skórę i mówiąc po angielsku. Jeśli ktoś pracujący w Tesco w
Polsce liczy że w Wal-Marcie w USA zarobi na dostatnie życie, to może
być w poważnym błędzie. Za dużo by umrzeć, za
mało by żyć, jak śpiewał Irek Dudek.
Książka
nie jest specjalnie porywająca, mimo wszystko warta przeczytania.
Chińczycy powinni wyzbyć się kompleksów, dystans pomiędzy nimi a Stanami
Zjednoczonymi zdaje się być mniejszy, niż się wszystkim wydawało.
Skala
koncentracji bogactwa jest w Stanach Zjednoczonych największa
spośród krajów rozwiniętych. Dyrektor generalny firmy zarabia tam
przeciętnie 300 krotnie więcej niż średnia pensja, jeszcze w 1970 roku
ten wskaźnik wynosił jedynie 30. Od 2000 roku klasa średnia i biedota
praktycznie nie korzystają ze wzrostu gospodarczego, ich dochody wzrosły
w tym okresie o około 1%. Za to dochody najbogatszego 1% Amerykanów
wzrosły z 8% (1980 rok) do 16% (2006) całkowitego dochodu populacji
Stanów Zjednoczonych. Mit kariery od pucybuta do milionera staje się
powoli już tylko mitem. Historia zatoczyła koło, podział dochodów w
społeczeństwie amerykańskim w roku 2006 jest dokładnie taki sam jak w
roku 1913.
Myślę, że gdyby przebadano pod tym względem chińską
gospodarkę wyniki mogłyby być podobne. Być może jest to jednak
najefektywniejszy model społeczny i system gospodarczy? Co może zrobić
szary obywatel, żeby to zmienić? Zapisać się, wraz z grupą pięciu osób,
do PiS-u?
poniedziałek, 04 wrzesień, 2006
Lost
Za dwa dni, 6 września, amerykańska premiera drugiego sezonu serialu Lost w wydaniu DVD. Za przyjemność posiadania tego zakręconego filmu Amazon.com liczy sobie 43,90$.Natomiast w Szanghaju trzeba się nieźle nachodzić, żeby znaleźć ten film, wydany ponad 6 tygodni temu. Co ciekawe, chińska edycja wydana jest na 8 DVD (amerykańska na 7). Wersja pudełkowa kosztuje równowartość 10$, wersję 'kopertową', bez pudełka, można mieć już za 8$.
Zamówień nie przyjmuję.
sobota, 15 lipiec, 2006
Mañana
Wiadomość że jestem Polakiem, wywołała lawinę wspomnień u pierwszego
oficera. Barbara. Przestał dzwonić, gdy usiłowała go zaprosić na
obiad do swoich rodziców, mimo że bywał jeszcze później w Gdyni.
Dopytywał się jeszcze, czy Las Vegas ciągle istnieje.
Szczupły
facet z wielkim, złotym kolczykiem w lewym uchu robił wrażenie
niebezpiecznego. Nie wiem dlaczego uważał, że doskonale rozumiem jego
chorwacki. Gdy mówił powoli można było część zrozumieć, części się
domyślić.
Dokerzy spóźnili się ponad godzinę, zdążył w
swojej opowieści dojść do wojny. Był, zdaje się, snajperem, tylko nie
wiem po której walczył stronie. Moje Hvala, gdy
przyniósł kawę, strasznie go rozeźliło.
Nieszczęście polegało na tym, że duński statek, na który mieliśmy załadować nasz sprzęt, był obsadzony Chorwatami, którzy już dobrych kilka tygodni byli poza domem. Takiej okazji nie mogli przepuścić, na burcie było pełno żon, dziewczyn i kochanek. Dokerzy najwyraźniej byli wtajemniczeni w spisek, mający maksymalnie opóźnić wyjście statku z Ploče. Wszystko odbywało się w całkowicie bezstresowej atmosferze sjesty, gwarantującej że już mañana załadujemy, a dzień po mañana statek wyjdzie w morze.
czwartek, 13 lipiec, 2006
Coś być musi, do cholery, za zakrętem!
Jazda samochodem po bocznych drogach na Korčuli ma w sobie urok gry komputerowej. Drogi, o szerokości półtora samochodu, wiją się po zboczach gór, po urwiskach, czasami nad samym brzegem morza. Sprawy nie ułatwiają rosnące bardzo w wielu miejscach, bardzo blisko pobocza, drzewa oliwne oraz ciągnące się kilometrami niskie murki oporowe. W wielu miejscach trzeba zjeżdżać na pobocze, aby wyminać pojazd nadjeżdżający z przeciwka.
poniedziałek, 10 lipiec, 2006
Tajemnicza wyspa
Perspektywiczna dolinka, bo wielka i oddalona od szlaków turystycznych. Zanim mieszkańcy Korčuli i turyści wypełnią ją śmieciami, minie wiele lat. Może nawet nie zdążą jej wypełnić przed końcem świata, więc nie ma się czym przejmować
poniedziałek, 03 lipiec, 2006
Vela Luka - Dubrovnik i z powrotem
Prawie 200km zakrętów, podjazdów i zjazdów. Jedyny prosty odcinek drogi
to ten na pokładzie promu z Korčuli na półwysep Pelješac. W oknie baru
na przystani promowej zdjęcie, sądzonego przez Haski trybunał, generała Ante
Gotoviny z podpisem: Bohater nie zbrodniarz.
Droga biegnie w
większości nad brzegiem morza, wijąc się po zboczach gór Dynarskich,
które tutaj sięgają prawie do samego brzegu. Facet w starym BMW z polską
rejestracją wyprzedza na zakręcie przed szczytem wzniesienia, widok
bardziej zapierający dech w piersiach niż krajobrazy Dalmacji. Zmieścił
się.
Jeszcze tylko kilkaset zakrętów, ciekawy most im. Franja Tudmana i
jesteśmy w Dubrovniku. Ceny podawane przez mój przewodnik Pascala z 1999
roku są mocno zdezaktualizowane. Wejście na mury kosztuje 50kun (7,1EUR)
a nie 10. No trudno, ale za to wchodzimy w każdą dziurę, aby ani jedna
kuna się nie zmarnowała.
Miasteczko śliczne, ale do
zdeptania we wszystkie strony w kilka godzin.
Przy rynku izba pamięci
poległych w obronie miasta podczas serbskiej agresji w latach 1991-1995.
Na wielkim ekranie migotają zdjęcia palących się budynków, eksplozji i
zniszczeń. To powinien być obowiązkowy punkt programu dla turystów z
krajów członków NATO. I pytanie: Co zrobiliście, żeby temu zapobiec?
Pierwsza lekcja, jaką odebrały wybijające się na niepodległość republiki
dawnej Jugosławii, to ta, że ze strony Europy można liczyć jedynie na
debatę w parlamencie.
sobota, 01 lipiec, 2006
Korčula
Korčula.
Trzecia co do wielkości wyspa Dalmacji Środkowej ma
powierzchnię 279,3 km² i szerokość około 7 km. Jej wschodnia część
biegnie równolegle do półwyspu Pelješac, od którego dzieli ją Pelješki
kanał. Powierzchnia wyspy jest górzysta, z wyjątkiem obszarów
wschodnich. Najwyższe wzniesienia to Klupca (568 m n.p.m.), Grabovac
(536 m n.p.m) i Kom (510 m n.p.m).
Tyle przewodnik dla
zmotoryzowanych, Pascal 1999, pomijający fakt istnienia w leżącej w
głębi wyspy, w miejscowości Blato firmy Radež, produkującej wyposażenie
okrętowe, jak na przykład pokrywy lukowe, rampy itp. Radež powstał w
1954 roku, gdy jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy ile pieniędzy można
zarobić na turystyce. Główny zakład jest w mieście, natomiast warsztat
montażowy jest bezpośrednio nad brzegiem morza, w pięknej zatoce.
Dzisiaj postawienie w takim miejscu suwnicy zamiast hotelu, wydaje się
być dziwnym pomysłem.
Kto w dzisiejszych czasach wybudowałby w takiej pięknej
zatoce stocznię?
Transport dużych elementów stalowych nad brzeg morza, wąską drogą wykutą w skale, wymaga specjalnych rozwiązań. Wszystko wożone jest na wysokich platformach, trzy metry nad drogą jest więcej przestrzeni.
Argentynie kibicowałem sam, Chorwaci w barze byli za Niemcami. Jakieś reminiscencje historyczne? Szkoda, skrzywdzonej trochę przez sędziego, Argentyny i szkoda że wygrali Niemcy. Poziom sędziowania na tych mistrzostwach jest chyba jeszcze niższy niż w Korei w 2002 roku.
czwartek, 08 czerwiec, 2006
Zdrowy rozsądek nie zawsze broni się sam
Nie ma dowodów na to, że teoria Darwina jest prawdziwa - uważają miliony Amerykanów, wierzących, że wszystko odbyło się dokładnie tak, jak zapisano w Biblii.
Renesans kreacjonizmu zapoczątkowało powstanie teorii inteligentnego projektu (Theory of Intelligent Design), głoszącej, że żywe organizmy są zbyt skomplikowane, a ich funkcjonowanie zbyt złożone, by mogły powstać w wyniku procesów naturalnych. Dzięki wsparciu potężnego konserwatywnego lobby, powstał rozpisany na lata program wprowadzenia teorii inteligentnego projektu do powszechnej świadomości, a także do szkół. Środowiska amerykańskich naukowców zostały zmuszone do pojęcia absurdalnej polemiki, w sprawie, która od wielu lat uważana była za całkowicie zamkniętą. Co więcej, pomimo kilku rozstrzygnięć sądowych, zabraniających nauczania teorii inteligentnego projektu w szkołach z uwagi na konstytucyjny rozdział państwa i kościoła, naukowcy tą walkę przegrywają. Lobby wspierające inteligentny projekt wydaje się mieć zdecydowanie większy budżet i lepszych specjalistów od Public Relations, już dzisiaj grubo ponad połowa amerykanów wierzy w kreacjonizm. Samo zmuszenie naukowców do rozpoczęcie dyskusji, czyli wprowadzenie kreacjonizmu do powszechnej świadomości i nadanie mu statusu naukowej teorii, jest wielkim sukcesem fundamentalistów. Naukowcom nie mogą zrozumieć, że oczywiste rzeczy, poparte dowodami, nie bronią się same i dlatego, jak na razie, przegrywają walkę.
Mając odpowiedni budżet i specjalistów od PR można wypromować każdą bzdurę. Warto o tym pamiętać, gdy ministrem edukacji został dogmatyk, a konstytucyjny rozdział kościoła od państwa staje się powoli fikcją.
sobota, 27 maj, 2006
Koreańskie CDMA
Nie do pomyślenia jest żeby w Korei nie funkcjonował odrębny standard
telefonii komórkowej. Niekompatybilny z GSM, więc zarówno mój polski jak
i chiński telefon powędrowały na dno torby, a na lotnisku wypożyczyłem
telefon pracujący w sieci SKT .
Można wypożyczyć telefon z lokalnym numerem, lub specjalny aparat, który
po włożeniu karty SIM umożliwia korzystanie z roamingu. W koreańskim
systemie CDMA nie używa się kart SIM, numer jest na stałe przypisany do
telefonu. Przy zmianie aparatu jest możliwe zakodowanie starego numeru
do nowego telefonu, ale trzeba to załatwić w punkcie obsługi klienta. To
chyba nie najlepsze rozwiązanie, wymienna karta SIM daje jednak bardzo
wiele korzyści.
Trafiłem telefon Samsunga, szalenie popularnego
w Azji typu 'puderniczka'. Mam trochę uprzedzeń do takich telefonów,
pasują chyba lepiej do damskiej torebki, ale miałem go używać jedynie
przez 2 tygodnie, więc nie było problemu. Zresztą ten stereotyp nie
funkcjonuje w Azji.
Telefon prezentował się naprawdę przyzwoicie.
Bardzo solidnie wykonany, dosyć cienki (grubość tylko 15mm). Obudowa
znakomicie wykonana i dobrze spasowana, zawias bardzo solidny. Nic nie
trzeszczało. Na pokładzie oczywiście aparat cyfrowy, 2 kolorowe,
znakomitej jakości, wyświetlacze, klient email, przeglądarka stron
internetowych oraz już nie tak bardzo oczywisty GPS oraz odtwarzacz MP3.
Nie miał natomiast ani Bluetooth ani portu podczerwieni. Bogactwo opcji
konfiguracyjnych przyprawiało o ból głowy, ale większość z nich
dotyczyło możliwości ustawiania różnych animacji na wyświetlaczu dla
połączeń przychodzących i wychodzących (oddzielnie dla każdego
kontaktu), wyboru tonów towarzyszących naciśnięciom klawiszy i
otwieraniu menu, animacji menu, oraz dziesiątek równie istotnych dla
tutejszych abonentów opcji.
Telefon działał bez problemów,
pomimo dosyć intensywnego użytkowania nie wymagał ładowania częściej niż
co 2-3 dni. Z ciekawostek:
- Na klawiaturze nie ma litery 'Z' (jak rozumiem nie jest używana w łacińskiej transkrypcji koreańskiego) i nie udało mi się w żaden sposób zmusić telefonu do jej napisania;
- Telefon ma 3 specjalne programy relaksacyjne, po uruchomieniu których włączaja się kojąca nerwy melodia i kolorowe animacje na obydwu ekranach;
- Wiele osób ma ustawione odgrywanie różnych melodii zamiast sygnału oczekiwania, poracha jeśli chodzi o telefony służbowe osób na stosunkowo wysokich stanowiskach;
-
Przy dzwonieniu do niektórych osób, zanim usłyszysz sygnał
oczekiwania, włącza się jakaś koreańska gadułka, która coś tam na
okrągło opowiada. Może reklamy? Trochę to bywało irytujące, nie
wiedziałem na początku czy zostałem połączony czy nie.
Telefonia komórkowa w Korei to kwintesencja Azji. Feria barw i dźwięków,
wodotryski, melodyjki, animacje, duperelki i pierdółki oraz różowy
breloczek przyczepiony do telefonu. Nic dziwnego że iPod-y się tu w
ogóle nie sprzedają, minimalistyczny design Apple nie ma szans dotrzeć
do Koreańczyków.
Ja z ulgą włączyłem, po lądowaniu w
Szanghaju, mojego poczciwego Siemensa S65.
czwartek, 20 kwiecień, 2006
Dziwny powrót
Wracam dzisiaj do Szanghaju. Zawsze mnie śmieszy uczucie które mam
wracając do Szanghaju z wyjazdów w różne miejsca Chin, bądź jak teraz do
Korei. Czuję się trochę jakbym wracał do domu.
Na
razie siedzę na zaskakująco niewielkim Gimhae International Airport w
Busan, będąc już po odprawie, na którą dałem sobie zdecydowanie za dużo
czasu. Ale po doświadczeniach na Pudong Airport wolałem być ostrożny.
Niepotrzebnie. W komputerach China Eastern Airlines wszystko było w
porządku, mimo że przekładałem powrót 2 razy. Zadziwiające że
zadziałało, biorąc pod uwagę chińskie zamiłowanie do chaosu.
Cóż
więc pozostaje? Muszę czekać jeszcze godzinę, nie mając już nic do
czytania. Pobyt w Korei się przedłużył i przeczytałem już wszystko co
miałem ze sobą. A na całym lotnisku nie ma ani jednego miejsca gdzie
można by kupić jakąkolwiek angielską gazetę lun książkę. Koreańskie
'splendit isolation'. Wypożyczony telefon oddany (temat na oddzielną
notkę), internet tylko płatny. Cóż, pozostaje niezawodny iPod. W
słuchawkach Kazik, a naokoło tłum hałaśliwych Koreańczyków i Chińczyków.
Straszne kontrasty.
Na pokładzie samolotu odbędzie się skromne pożegnanie z koreańską
kuchnią, którą będzie reprezentować kimczi (marynowana na ostro kapusta)
i ostra pasta pieprzowa. Może by mnie to wzruszyło, gdyby nie fakt iż
wszystkie moje kubki smakowe sumiennie wypalił kolega z pracy,
Syczuańczyk, rozmiłowany w ostrej kuchni swojej rodzinnej prowincji, z
którym jadałem wiele razy.
Nie mam dużo bagażu, to może w
końcu przejadę się w Szanghaju Maglev-em.
Z końcowej stacji wezmę do mieszkania jedną z 40 tysięcy szanghajskich
taksówek. Wybór może i wielki, ale cóż z tego, skoro za kierownicami
wszystkich siedzą kompletni wariaci.
środa, 19 kwiecień, 2006
A gdybym się urodził w Ulsan?
To być może pracowałbym w stoczni Hyundai Heavy Industries, do pracy dojeżdżałbym samochodem Hyundai, w pracy traciłbym wzrok przed monitorem Hyundai, ubezpieczałbym się w Hyundai Securities, na zakupy chodziłbym do Hyundai Department Store, a zęby leczyłbym w Hyundai Dental. Ale nie urodziłem się w Ulsan, więc tylko pracowałem kilka dni w stoczni Hyundai i mieszkałem w Hotel Hyundai.
Korea wydaje się być w większości zupełnie samowystarczalna. Na ulicach
same koreańskie samochody, w sklepach same koreańskie towary, w domach
same koreańskie telewizory a w rękach same koreańskie telefony. Kupno
zagranicznego auta wygląda na akt nieposłuszeństwa obywatelskiego,
chociaż bardzo rzadko można zobaczyć na ulicach BMW bądź Mercedesa.
Będąc tutaj można praktycznie zapomnieć o europejskim jedzeniu, np
dobrym serze, bo koreańczycy sami nie robią a imprtu nie ma.
Wydaje
się że statystyczny Koreańczyk pracuje naprawdę dużo. Ale efekty są
wszędzie, wystarczy popatrzeć na tutejsze drogi, o jakich my już chyba
nawet nie powinniśmy marzyć, bo szkoda czasu. Wystarczy też pójść do
jakiegokolwiek sklepu z elektroniką użytkową bądź komputerami
gdziekolwiek na świecie by zobaczyć ile jest koreańskich towarów, prawie
40% statków budowanych na świecie powstaje w Korei. Są też złe strony,
np system ubezpieczeń społecznych nie jest specjalnie hojny i wiele
ubezpieczeń trzeba opłacać samemu. Ale może po prostu Koreańczycy są
realistami i wiedzą na co ich stać?
Może tak już musi być -
oni mają silną gospodarkę i niskie bezrobocie, a my wicepremiera Leppera
i wiele obietnic. A odstajemy od nich w wielu dziedzinach o całe lata
świetlne, wystarczy spojrzeć na te deski sedesowe z wystawy sklepu w
Ulsan.
środa, 29 marzec, 2006
The Raconteurs
The Raconteurs <-- tam klikać!
Nowa grupa Jacka White'a z The White Stripes.
Na razie w dziale Media/Audio 2 sigle, ale zapowiada się naprawdę ciekawie.
czwartek, 23 marzec, 2006
Autor
Lakonicznie:
- Mgr inż., absolwent Wydziału Oceanotechniki i Okrętownictwa Politechniki Gdańskiej;
- Żonaty, trzydziestokilkulatek;
- Po kilku latach harówki w różnych stoczniach w Polsce przyjąłem propozycję pracy w charakterze przedstawiciela ds. kontroli produkcji i jakości produkcji (Production Control Engineer) od pewnej szwedzkiej firmy. Oznacza to dużą zmianę stylu pracy i długie pobyty poza krajem, głównie w Azji (Chiny, Korea Płd) i w Szwecji, do której to w końcu się przeprowadziliśmy;
Blog powstaje z potrzeby zapełnienia pracą wieczorów podczas wyjazdów, tematy to życie w Azji i Polska. Ta ostatnia głównie z powodu postępującego rozczarowania i zażenowana poziomem życia publicznego w kraju.