« Alien online | Strona główna | 3maj się z daleka od poręczy »
poniedziałek, marzec 03, 2008
50 Лет Победы i skandynawskie zmartwienie
Kolejny zeszłoroczny statek, o którym wypadałoby wspomnieć.
Budowany
od 1989 roku w stoczni Baltiyskiy Zavod
w Petersburgu, przekazany armatorowi dopiero w marcu zeszłego roku.
Największy lodołamacz na świecie. I do tego atomowy. 50 Liet Pobiedy.
Nazwę wybrano jak widać zaraz po położeniu stępki, gdy nie spodziewano
się jeszcze, że z powodu trudności finansowych statek nie będzie
skończony nawet na 60 rocznicę zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.
Długi
na 159 i szeroki na 30 metrów lodołamacz jest zaprojektowany do łamania
lodu o grubości do 2,8 metra. Używany będzie przede wszystkim do wożenia
uczestników drogich wycieczek po Arktyce i wywoływania zmartwień u
skandynawskich ekologów. Jako pierwsi zaczęli się martwić Finowie, pod
których nosem, na Zatoce Fińskiej, przeprowadzano próby morskie
jednostki i których zapomniano o nich poinformować, mimo istniejącej
umowy miedzyrządowej regulującej kwestie przechodzenia jednostek z
napędem atomowym przez zatokę. Później pałeczkę zmartwienia przejmą
Norwegowie z fundacji Bellona,
którzy będą sie martwić aż do prawdopodobnej transformacji Pobiedy w
kupę radioaktywnego złomu zakotwiczonego w jakimś bezludnym miejscu na
rosyjskiej północy. Może zresztą nie będzie aż tak źle, może firmy z
Bangladeszu i Indii opracują do tego czasu technologię rozbiórki statków
z napędem atomowym bezpośrednio na plaży, co bardzo by polepszyło
samopoczucie rozwiniętym nacjom. Tak samo jak im poprawia samopoczucie
złomowanie zwykłych
statków w ten sposób.
50 Liet Pobiedy dołączy do flotylli rosyjskich oceanicznych lodołamaczy
z napędem atomowym stając się jej 8 członkiem. Wszystkie te statki są
eksploatowane przez Murmansk Shipping
Company.
Statek wybudowano pod nadzorem rosyjskiego towarzystwa
klasyfikacyjnego Russian Maritime
Register of Shipping. Dwa zainstalowane reaktory atomowe dają w
sumie nie tak znowu dużą moc 75 tysięcy koni.
Można
się właściwie cieszyć, że istnieje jeszcze jedna, oprócz budowy
luksusowych wycieczkowców, dziedzina europejskiego przemysłu okrętowego
broniąca się przed azjatyckim naciskiem. To budowa lodołamaczy z napędem
atomowym. Nic na razie nie słychać o koreańskich, japońskich lub
chińskich planach wejścia na ten rynek.



