« Chef's salad | Strona główna | 14RT-flex96C »

poniedziałek, październik 29, 2007

Europejskie standardy

Powiedz, Marcin, czy taki niebywały tumiwisizm Chińczyków w odniesieniu do wszystkich cywilizowanych norm, których cześć wynika nawet nie tyle z bzdurnych europejskich zwyczajów i regulacji, a instynktu samozachowawczego - czy to jest w Chinach tak powszechne, jak wygląda na twoim blogu? Czy oni maja szanse dogonić pod tym względem cywilizowany świat?
Bogusz

Na pewno nie jest tak powszechny, jak to opisuje. Ale to chyba ciekawsza strona Chin :)
To pytanie to zresztą miecz obosieczny. Myślę, że podobne mógłby zadać pierwszy lepszy mieszkaniec Szanghaju usiłujący się przedostać z Okęcia do centrum Warszawy. Przylot z PuDongu, gdzie do lotniska jedzie się 6 (lub 8) pasmową autostradą, bądź Maglevem, do Polski, może również być poważnym szokiem kulturowym. Wydostanie swojej walizki po przylocie małym samolotem do Rębiechowa potrafi trwać dłużej, niż przejście całego ciągu technologicznego na lotnisku w PuDongu, obsługującego rocznie 20 milionów ludzi (po rozbudowie, która trwać będzie prawdopodobnie krócej, niż odbiór Terminalu nr 2 na Okęciu przez Państwową Straż Pożarną, będzie obsługiwać 60 milionów pasażerów rocznie).
Mówienie o kontrastach w chińskim społeczeństwie to truizm. Ale w kontekście tego, pytanie chyba nie do uniknięcia. Ludzie prowadzący normalne (wg naszych standardów) życie, mający mieszkania, samochody, szkoły, mieszają się ciągle z ludźmi ledwo co oderwanymi od pługa, którzy to nie mają właściwie nic, lub prawie nic. I to oni, jadąc tysiące kilometrów ciężarówkami, o które w ogóle nie dbają, bo przecież nie są ich, nie zdejmując przez tygodnie swojej odzieży roboczej, chodząc latami w tych samych butach, mieszkając w przyzakładowych koszarach, których nigdy nie sprzątają, w których sikają przez okna i które doprowadzają błyskawicznie do stanu śmietniska, tworzą ten klimat. Śmiecąc i brudząc. Zbiorowa nieodpowiedzialność za otoczenie, w którym przebywają. Ryzykują na kiepsko zabezpieczonych rusztowaniach chodząc w klapkach po zakładach przemysłowych. Wyglądają, jakby im tak naprawdę nie zależało. I chyba nie zależy, bo każdy jednostkowy wysiłek w kierunku zmiany stanu rzeczy rozpłynie się natychmiast w bałaganiarstwie milionów ludzi, którzy mają wszystko w głębokim niepoważaniu. Tak to chyba działa. Ale to nie jest stan powszechny. Dużo miejsc (zwłaszcza nowe miasta, bądź nowe centra starych miast) jest w miarę zadbanych, chociaż wszystkie noszą ten charakterystyczny rys azjatyckiego chaosu. To chyba uniwersalna zasada, że w czystym otoczeniu ludzie nagle porządnieją.

Na koniec, wg opinii kolegów z mojej pracy, którym zdarzyło się bywać w latach 70tych w Polsce, wrażenia z pobytu w PRL-u były podobne do tych, jakie miewa się jeszcze dzisiaj w Chinach. Może więc się kiedyś podciągną. Chociaż z drugiej strony, dlaczego wszyscy mają żyć według cywilizowanych (europejskich?) norm?

Uuups!!  

Napisał Marcin o 6:39 PM
Zmieniono: poniedziałek, październik 29, 2007 6:55 PM
Kategorie: Chiny
|