British Esmerald
Opublikował Marcin, środa, 01 sierpień, 2007 3:55.21
BP Shipping przejeło w zeszłym miesiącu British
Esmerald - największy wybudowany do tej pory statek do przewozu gazu
ziemnego w postaci ciekłej (LNG). Gazowiec, wybudowany w stoczni Hyundai
Heavy Industries, może pomieścić 155 tysięcy m3
skroplonego gazu. Więcej o samym LNG i jego transporcie można przeczytać
w Wikipedii.
Rynek
budowy statku do przewozu LNG przeżywa ostatnimi czasy niebywały
rozkwit. W chwili obecnej w stoczniach jest zamówionych około 140
gazowców. Najwięcej tych szalenie drogich statków (średnia cena powyżej
200 mln USD) mają dostarczyć oczywiście stocznie koreańskie. Rośnie
również wielkość zamówionych statków, w 2001 roku największy zamówiony
gazowiec LNG miał pojemność 140 tysięcy m3,
w sierpniu 2008 roku Samsung Heavy Industries ma dostarczyć jednostkę o
pojemności 270 tysięcy m3. Rekord, którego
właścicielem jest British Esmarald, utrzyma się prawdopodobnie tylko do
listopada bieżącego roku, kiedy to niemiecki armator, ProNav Shipping
Management, ma przejąć budowany w stoczni Daewoo statek o pojemności 210
tysięcy m3.
Ale British Esmerald pozostanie statkiem
wyjątkowym, z uwagi na to, że jest pierwszym statkiem LNG wybudowanym w
koreańskiej stoczni, na którym zastosowano siłownię typu DFDE (Dual Fuel
Diesel Electric).
Skroplony gaz ziemny przewożony jest na statkach w
temperaturze –161°C, a więc w nieco wyższej niż temperatura wrzenia
gazu, która wynosi –163°C. Pozwala to zaoszczędzić nieco na konstrukcji
samych zbiorników. Powoduje to jednak stałe odparowywanie ładunku,
szacuje się że nowoczesny gazowiec traci około 0,15% ładunku dziennie.
Coś z tym gazem trzeba zrobić, przepisy nie pozwalają wypuszczać go do
atmosfery. Można go ponownie skroplić i wpuścić z powrotem do
zbiorników, można go również użyć do napędu statku. Najczęściej
stosowanym dotychczas napędem były turbiny
parowe, napędzane parą uzyskiwaną z kotłów opalanych uzyskiwanymi
parami przewożonego gazu, bądź też konwencjonalnym morskim olejem
napędowym (w drodze powrotnej, bez ładunku). Z różnych względów, a
zwłaszcza z powodu wprowadzania coraz to nowych restrykcji dotyczących
emisji zanieczyszczeń, rosnącej wielkości statków a także bardzo
ograniczonej podaży turbin parowych (pozostało jedynie dwóch dostawców
na świecie), rozwiązanie to przestało być opłacalne. Rozwinięto więc
nowy system, w którym to śruby napędowe napędzane są silnikami
elektrycznymi (podobnie jak na statkach pasażerskich), natomiast
potrzebna energia elektryczna wytwarzana jest przez generatory,
napędzane silnikami diesla. Silniki te mogą pracować zarówno na parach
metanu jak i na oleju napędowym. Zastosowanie takiej siłowni podraża
koszt budowy gazowca o około 10 milionów USD, ale z uwagi na
zdecydowanie większą sprawność tego układu (oszczędności sięgają 30-40
ton oleju napędowego na dobę), koszty te powinny się zwrócić już po
około 4 latach eksploatacji statku.
Zdjęcie: Torsten Baetge
Więcej można o tym poczytać w Oil
& Gas Journal.
Lista gazowców w budowie.
No to się rozpisałem. Ciekawe czy ktoś to przeczyta do końca.