« Tajemnica qchni | Strona główna | Silver »
niedziela, maj 13, 2007
Jedno dziecko
Według mnie to nigdy naprawdę nie działało -
powiedział Zhou z pełnymi ustami. W miastach to jeszcze
tak, ludzie myślą o edukacji i przyszłości dla dzieci, to wszystko
kosztuje strasznie dużo. I dlatego mają jedno, co najwyżej dwójkę
dzieci. Na prowincji nikt się tym nie przejmuje. Zresztą byłeś w Yunanie
to sam widziałeś, ile tam jest dzieci. Coś ci pokażę.
Foo-woo
ywen - zawołał kelnerkę i zaczął z nią rozmawiać po chińsku. Ona
ma dwadzieścia lat, trzech braci i siostrę. Tamta ma pięć sióstr i
brata, brat jest najmłodszy. Ojciec się uparł, że musi mieć syna i tak
długo próbował aż dopiął swego. Ten chłopak ma dwóch braci. Wszyscy się
urodzili w połowie lat 80-tych, czyli gdy już od dawna obowiązywała
polityka jedna rodzina jedno dziecko. Nie ma co pytać następnych, oni
wszyscy przyjechali pracować do Szanghaju z dalekiej prowincji i jestem
pewien, że jakbyśmy tu wszystkich przepytali, co do jednego, to nie
znajdziesz żadnego jedynaka. Tak naprawdę to nikt chyba nie wie na
pewno, ilu jest Chińczyków. Ale na pewno dużo więcej, niż 1,3 miliarda.
Gazeta Wyborcza - W Chinach sypie się polityka jednego dziecka





