« Naprawdę świeże krewetki | Strona główna | DongFeng na zakręcie »
niedziela, kwiecień 22, 2007
Nie istniejesz, będąc cicho
W narodzie liczącym 1,3 miliarda ludzi wyartykułowanie czegokolwiek
napotyka niejakie trudności. Nie oznacza to jednak, że nie należy
próbować. I próbują wszyscy, zazwyczaj jednocześnie. Próbują dać znać
innym że istnieją, bo ci których nie słychać, nie są dostrzegani, jakby
nie istnieli. Cokolwiek masz do powiedzenia, lepiej będzie jak to
wykrzyczysz, bo właściwie zawsze jesteś w środku tłumu innych ludzi,
którzy też mają coś do wykrzyczenia.
Regulacja
głośności w telewizorach wydaje się być zbędna, wystarczy jedno
ustawienie na głośność maksymalną. Taksówkarz wiozący cię w środku nocy
przez puste miasto użyje kilka razy klaksonu. Zresztą jedynego
urządzenie regularnie serwisowanego w chińskim samochodzie. Kierowca
trójkołowego roweru, jadący gdzieś o bladym świcie przez śpiące ciągle
miasto, zapamiętale i bez przerwy dzwoni kołatką-dzwonkiem, w który
wyposażony jest prawie każdy taki pojazd.
Próg odporności
na hałas Chińczycy mają przesunięty w rejony dla mnie nieosiągalne. Nikt
w stoczni, oprócz mnie, nie używa żadnych środków ochrony słuchu.
Zresztą na warsztacie i tak jest ciszej, niż w chińskiej dyskotece.
Prawie każdy nasz chińczyk, wracający ze szkolenia w Szwecji, pytany o wrażenia odpowiadał: It's very quiet out there (Bardzo tam cicho).





