Największy ruchomy parking
Opublikował Marcin, piątek, 08 grudzień, 2006 2:44.42
W DSME (Daewoo
Shipbuilding and Marine Engineering) trwa budowa pierwszego z serii
trzech samochodowców dla szwedzkiego armatora Wallenius
Lines. Statki, o długości całkowitej 223 metry, szerokości 32,3
metra i wysokości prawie 35 metrów, będą mogły przewieźć do 8000
samochodów na trzynastu pokładach ładunkowych. W odróżnieniu od
mniejszych jednostek tego typu nazywanych PCTC (Pure Car & Track
Carrier) nowe statki oznaczono jako LCTC (Large Car & Track Carrier).
Samochodowce
to skomplikowane w budowie statki. Niektóre z pokładów (zazwyczaj 3 do 5
pokładów) mają regulowaną wysokość, w celu dostosowania do wysokości
przewożonych pojazdów. Wewnątrz konieczna jest instalacja kilkunastu
ramp potrzebnych do komunikacji. Trzeba się również sporo na nich
nałazić podczas budowy, kursując góra-dół po wszystkich pokładach,
statki mają przecież wysokość 10 piętrowego bloku mieszkalnego. Ale
przede wszystkim są brzydkie jak cholera. Pękate i niezgrabne kadłuby
kursują między Koreą lub Japonią a Stanami Zjednoczonymi i Europą,
odmierzając rytm światowej ekspansji Toyoty i Hyundaia. W powrotnej
drodze zabierają często setki używanych aut, które przewożone są do
Afryki i sprzedawane tam za absurdalne pieniądze (czasami bywają droższe
niż nowe auta w wysoko rozwiniętych krajach). Kilka mniejszych statków
tego typu popełniły również chińskie stocznie. Wychodzi im to różnie.
Stocznia NACKS w Nantongu poradziła sobie z budową trzech mniejszych
statków (o pojemności 5000 samochodów) bez większych problemów, w innych
chińskich stoczniach jednostki przekazywane są armatorom z ponad rocznym
opóźnieniem. Ale zdążą się zapewne nauczyć, zanim chińskie koncerny
samochodowe podejmą światową ekspansję.
Samochodowce
wymagają też dosyć wysoko wykwalifikowanej załogi, między innymi z uwagi
na możliwe problemy ze statecznością, o czym boleśnie się przekonało Mitsui
Lines.
Zdjęcie: Pasha
Group
Łowcy talentów Formuły 1 powinni obserwować chłopaków ładujących i rozładowujących te statki. Samochody wjeżdżają tam o własnych siłach oczywiście, z piskiem opon i silnikami dokręconymi na zimno do obrotów maksymalnych. Ale w końcu, jak się ma w kilkunastu do załadowania 8 tysięcy aut, to trzeba sobie pracę urozmaicić. Inaczej można się zanudzić na śmierć.