Mężczyzna, który pociągnął nosem
Opublikowal Marcin, piątek, 17 listopad, 2006 0:22.45
Na parkiecie kung-fu master w średnim wieku zaczepia czerwoną
linkę, zakończoną srebrnym haczykiem, do dużej deskorolki. Na deskorolce
cztery osoby. Wśród rosnącego aplauzu publiczności, wyrażanego
łomotaniem plastikowych kołatek rozdawanych przez kelnerów, pochyla się
do przodu i zaczepia haczyk o swój nos. Przeciąga nosem deskorolkę o
jakieś 2 metry. Pełny sukces, dopełniony entuzjazmem publiczności,
publiczność łomocze kołatkami ze wszystkich sił. Hałas jest okrutny. Tu
się nie klaszcze, tu się kołacze, klaskania nie byłoby słychać.
To
już przedostatni występ artystyczny dzisiejszego wieczora. Wcześniej
wystąpiło dwóch artystów śpiewających tutejsze pop hity, zespół taneczny
i jacyś komedianci. Jeszcze tylko losowanie nagrody wśród publiczności i
krótki występ, stylizowany na chińską operę. Parkiet w małym klubie w WaiGaoQuiao
jest nasz.
Z głośników rytmiczne umpa-umpa, zapalają się lasery i
stroboskopy, parkiet spowija dym. Dopijam piwo i idę na parkiet. Przy
ścianach, na metrowych postumentach, tańczą dziewczyny w strojach
typowych dla epoki schyłkowego komunizmu - spódniczki mini, wysadzane
brokatem biustonosze i kozaki na wysokich obcasach. Parkiet faluje, cała
podłoga podnosi się i opada. Standard w Chinach, ruchomy parkiet,
poruszający się w rytm muzyki. Nie trzeba w ogóle tańczyć, parkiet sam
się tobą troskliwie zajmie. Wystarczy wlać parę piw i stać na ugiętych
kolanach. Faza gwarantowana. DJ za konsoletą, pod wielkim smokiem
strzelającym czerwonymi oczami, miksuje chińskie techno hity. To miejsce
byłoby w Europie hitem.
Dosyć, wracam. Po drodze mijam ustawiony
w rogu sali mały ołtarzyk, przy którym, kołysząc rytmicznie głową, modli
się jeden z kelnerów. Korzysta z chwili przerwy, prawie wszyscy opuścili
swoje stoliki.