« Wielki nieznajomy Sternik | Strona Główna | Nowe roboty w DSME »

piątek, 17 listopad, 2006

Mężczyzna, który pociągnął nosem

Na parkiecie kung-fu master w średnim wieku zaczepia czerwoną linkę, zakończoną srebrnym haczykiem, do dużej deskorolki. Na deskorolce cztery osoby. Wśród rosnącego aplauzu publiczności, wyrażanego łomotaniem plastikowych kołatek rozdawanych przez kelnerów, pochyla się do przodu i zaczepia haczyk o swój nos. Przeciąga nosem deskorolkę o jakieś 2 metry. Pełny sukces, dopełniony entuzjazmem publiczności, publiczność łomocze kołatkami ze wszystkich sił. Hałas jest okrutny. Tu się nie klaszcze, tu się kołacze, klaskania nie byłoby słychać.
To już przedostatni występ artystyczny dzisiejszego wieczora. Wcześniej wystąpiło dwóch artystów śpiewających tutejsze pop hity, zespół taneczny i jacyś komedianci. Jeszcze tylko losowanie nagrody wśród publiczności i krótki występ, stylizowany na chińską operę. Parkiet w małym klubie w WaiGaoQuiao jest nasz.
Z głośników rytmiczne umpa-umpa, zapalają się lasery i stroboskopy, parkiet spowija dym. Dopijam piwo i idę na parkiet. Przy ścianach, na metrowych postumentach, tańczą dziewczyny w strojach typowych dla epoki schyłkowego komunizmu - spódniczki mini, wysadzane brokatem biustonosze i kozaki na wysokich obcasach. Parkiet faluje, cała podłoga podnosi się i opada. Standard w Chinach, ruchomy parkiet, poruszający się w rytm muzyki. Nie trzeba w ogóle tańczyć, parkiet sam się tobą troskliwie zajmie. Wystarczy wlać parę piw i stać na ugiętych kolanach. Faza gwarantowana. DJ za konsoletą, pod wielkim smokiem strzelającym czerwonymi oczami, miksuje chińskie techno hity. To miejsce byłoby w Europie hitem.
Dosyć, wracam. Po drodze mijam ustawiony w rogu sali mały ołtarzyk, przy którym, kołysząc rytmicznie głową, modli się jeden z kelnerów. Korzysta z chwili przerwy, prawie wszyscy opuścili swoje stoliki.

WaiGaoQuiao

Napisał Marcin o 24:22
Kategoria: Chiny
|