« Partner z Pekinu | Strona Główna | Ścięgna jagnięce »
sobota, 11 listopad, 2006
Słowo na Święto Narodowe
Okazuje się, że nie odeszliśmy zbyt daleko od inwektyw o przypadkowym
społeczeństwie, wygłaszanych niegdyś przez mieniących się
prawicowymi polityków. Są wciąż osoby, które pomimo tego, że od wielu
lat nie dołożyły ani złotówki do dochodu narodowego i żyją nieźle z tego
co wypracują inni, mają czelność wyrażać się lekceważąco o tych co ich
utrzymywali i utrzymują.
Ostatni błysnął prezydent.
I bez znaczenia, czy powiedział to co myślimy że powiedział, czy
powiedział coś innego, ale obecni usłyszeli to co chcieli usłyszeć, czy
też wreszcie powiedział co powiedział, ale wyrwano to z ogólnego
kontekstu myślowego, o którym nikt nie wiedział. Sam fakt, że zapewne
wymamrotał coś niewyraźnie, tak że nawet tłumacze mogli mieć problemy ze
zrozumieniem, nie świadczy o wielkim szacunku dla podatników, którzy za
to wystąpienie zapłacili.
Kto więc sądzi, że krocząc na prawo, służy Narodowi przez wielkie N,
ten wybiera drogę prowadzącą do jego paraliżu.
Czesław
Miłosz, w liście do Marka Skwarnickiego.