« Your travel itinerary | Strona główna | Dyktatura ciemniaków »

środa, październik 11, 2006

O prenumeratach elektronicznych rzecz to

Przepuszczałem kiedyś straszne pieniądze na gazety i magazyny. Prasa codzienna dzień w dzień, ulubiony magazyn motoryzacyjny, dwa komputerowe, coś tam o militariach, magazyn dla mężczyzn, opiniotwórcze tygodniki. Zacząłem się trochę ograniczać, gdy skontastowałem że wystarcza mi jedynie czasu aby część z nich przekartkować i że zarzuciłem zupełnie czytanie książek. Ale brak prasy to zawsze była jedna z większych niedogodności długich wyjazdów.
Na obczyźnie codzienną prasę od biedy może zastapić portal Gazeta.pl, który, w przeciwieństwie do na przykład Rzeczypospolitej, publikuje wszystkie teksty jakie ukazują się w papierowym wydaniu Gazety Wyborczej i większość z dodatków (swoją drogą, ciekawe jak długo jeszcze to wszystko będzie dostępne za darmo).
Z magazynami natomiast był początkowo kłopot. Ale gdzieś na początku 2005 roku (byłem wtedy akurat w Chinach) Axel Springer Polska uruchomił prenumeratę elektroniczną, między innymi Newsweeka. To już było coś, chociaż specjalnie nigdy nie przepadałem za Newsweekiem, ze względu na pewną ogólnikowość tego tygodnika. Poruszają mnóstwo tematów, w żaden się specjalnie nie zagłębiając. No ale na bezrybiu i Newsweek rybą. To były złote czasy, wszystko przychodziło w zupełnie niezabezpieczonych pdf-ach, które można było drukować i kopiować a do czytania wystarczał zwykły Acrobat Reader, bez żadnych nakładek. Ale to co dobre nie może trwać wiecznie, także gdzieś na początku 2006 roku wprowadzono zabezpieczenia. Konieczne było zainstalowanie czytnika e-wydań, który to gryzł się jakoś z moim systemem operacyjnym. Jako że moja prenumerata akurat się kończyła, poza tym wracałem właśnie do kraju, więc już nigdy jej nie przedłużyłem.

Ale w tym czasie działał już Netpress, wykorzystujący system ZinioReader, który to, jak rozumiem, pretenduje do roli standardu w elektronicznej dystrybucji czasopism. Oferta na samym początku była dosyć biedna, teraz jest już lepiej. Można między innymi prenumerować Politykę, co mnie cieszy niezmiernie. Sam ZinioReader działa raczej bezproblemowo. Irytujące jest totalne zabezpieczenie przed drukowaniem, nie można nawet zrobić zrzutu ekranu kombinacją klawiszy Ctrl+PrtSc. Natomiast można przeglądać wydania offline, co szczególnie istotne może być dla ludzi spędzających dużo czasu w podróży. Nie wszędzie jest dostępny internet, czasami gdy jest to potrafi kosztować więcej niż magazyn który chciałoby się przeczytać.

ZinioReader + Netpress

Zupełną nowością dla mnie jest natomiast e-Kiosk. Nie wiem od kiedy działa ten system, wygląda że od niedawna, w ofercie mają jak na razie tylko kilka tytułów. Korzystają z własnego czytnika o nazwie e-Kiosk Reader. Ponieważ mają dwa interesujące mnie tytuły, które zwykle czytałem w wydaniu papierowym, zdecydowałem się dać im szansę. W założeniach wszystko działa bardzo podobnie do ZinioReader-a, różnica polega na tym że nie można przeglądać zawartości offline. Wygląda również na to, że całość zrobiona jest w mniejszej rozdzielczości niż w przypadku Netpress-u, co widać szczególnie wyraźnie podczas przeglądania ilustracji. Ale za to można drukować, co pozwala w razie potrzeby względnie łatwo przekształcić zawartość do niezabezpieczonego niczym formatu PDF, na przykład za pomocą bezpłatnego CutePDF-a. Ale na pewno zdecydowanie przesadzają z cenami - elektroniczne wydania u nich kosztują prawie dokładnie tyle samo co papierowe.

e-Kiosk Reader

Czytanie elektronicznych wydań nie jest nawet w części tak przyjemne jak papierowych, ale dla 'emigrantów' nie ma jak na razie innej alternatywy. Pozostaje mieć nadzieję na szybkie wdrożenie elektronicznego papieru.

Napisał Marcin o 8:03 PM
Kategorie: Polska
|