Artures Zawirot
Opublikował Marcin, środa, 13 wrzesień, 2006 10:31.33
Najazd polskich stoczniowców na Skandynawię ułatwił trochę poruszanie
się po lotniskach.
Zawsze się trafi jakiś archetyp prawdziwego
Polaka. Wąsaty mężczyzna wskaże bramkę na lotnisku, z której odleci
samolot do Polski. Mężczyzna lekko pijany perspektywą bliskiego
spotkania z rodziną i alkoholem, hałaśliwy, mający swoje zdanie na każdy
temat, mimo że świata nie widzi spoza okularów spawalniczych. W dyskusji
zapalczywy, na pewno się z tobą nie zgodzi, mimo że nie wie o czym
mówisz. Nie rozumie również dlaczego musiał wyjechać i dlaczego w Polsce
nie zapłacą mu tyle samo co w Norwegii. Ale nie jest to dla niego powód
do zadumy. Dobrze się czuje w swoim umysłowym zaścianku.
Gatunek
na wymarciu. Szeroki świat zmienia ludzi. Koegzystencja z innymi nacjami
otwiera oczy, uczy tolerancji i pokory. Niedługo znowu będzie trzeba
polegać jedynie na informacjach z lotniskowych monitorów. I wcale nie
dlatego że Polacy przestaną pracować na północy Europy.
Pojedyncze egzemplarze funkcjonują jeszcze w różnych intelektualnych skansenach, okopane na pozycjach obronnych wobec świata, podejrzliwie zerkając na obcych. Zwłaszcza tych potrafiących mówić i czytać w niezrozumiałych językach, ludzi, którzy wykreowali świat, który wąsatych odeśle do lamusa. Bronią się wierzgając, gryząc i kopiąc poniżej pasa. Prowadzą śledztwa, próbując odkryć dlaczego świat stał się niezrozumiały i czyja to wina. Ale odpowiedź jest poza granicą ich możliwości pojęcia. Dlatego spektakl będzie trwał.