Aby do przodu ...
Opublikował Marcin, niedziela, 10 wrzesień, 2006 21:08.44
Barnard ucieczkę do przodu miał opanowaną do perfekcji. Rozwiązaniem
wszystkich problemów miały być dalsze inwestycje – kolejna maszyna do
cięcia, następna suwnica, więcej półautomatów spawalniczych, następna
hala i kolejny zakład. Nigdy nie przyjął do wiadomości, że nie rozwiąże
w ten sposób żadnego problemu gnębiącego firmę w której powierzono mu
stanowisko dyrektora – fatalnej jakości, niedotrzymanych terminów,
beznadziejnej organizacji produkcji. Nikt tam nie był w stanie
skonstruować wiarygodnego harmonogramu, wreszcie zacząłem je robić sam,
gnębiony nieustającymi pytaniami z centrali o terminy dostaw. Nasi
chińscy przyjaciele zawsze twierdzili że dostarczą na czas, nawet gdy
tydzień przed terminem wszystko było jeszcze w zupełnej rozsypce. Myśmy
egzekwowali kary za opóźnienia, oni inwestowali dalej. Ale miarka się
przebrała, inwestycje nie skutkowały obiecanymi efektami i cierpliwość
właściciela firmy się skończyła. Barnard stracił pracę.
Odnalazł
się bardzo szybko w Zhangjiagang, dwieście kilometrów od Szanghaju.
Znalazł inwestorów, którzy zdecydowali się powierzyć mu misję budowania
nowej firmy i znów zrobili go dyrektorem. Jego nowa firma jest znacznie
większa, niż ta w której go poznałem. Zaprojektowany z rozmachem
warsztat wybudowano, w większości dzięki kredytom bankowym, w kilka
miesięcy na zupełnym odludziu. Oprowadzał mnie z dumą po zakładzie i
pokazywał plany dalszej rozbudowy, która podwoi możliwości produkcyjne.
Moim
zdaniem to nie ma szans na siebie zarobić, ale mówienie mu tego nie
miało sensu. Realizm w dalszym ciągu nie jest jego mocną stroną.
Spirala inwestycji w chińskim przemyśle okrętowym zdaje się rozkręcać bez końca. Łączne moce produkcyjne istniejących stoczni, stoczni w budowie i stoczni planowanych sięgają 40 mln DWT, co stanowi 80% obecnego rocznego zapotrzebowania na statki. Spadające od drugiej połowy 2005 roku, z powodu rosnącej konkurencji między stoczniami, ceny statków, rosnąca presja na umocnienie chińskiej waluty i wysokie ceny stali obarczają te wszystkie inwestycje wielkim ryzykiem. Wszyscy stosują tą samą metodę ucieczki do przodu – wybudować jak najwięcej zakładów, zanim rząd odgórnie wprowadzi ograniczenia. Istniejącym już firmom państwo nie pozwoli upaść i jakoś to będzie.
Barnard zadzwonił do mnie 2 tygodnie temu. Rozbudowa zakładu już trwa, zdołał wykupić ziemię od rolników sąsiadujących z jego zakładem. Z innych źródeł wiem, że zysków wciąż nie ma. Ale jakoś na pewno będzie ....