« Chwila zwątpienia | Strona główna | IV Rzeczpospolita Sp z o o »

Na marginesie rocznicy

Opublikował Marcin, czwartek, 31 sierpień, 2006 17:13.22

Historie powstawania niektórych majątków, po kompromisie 1989 roku, na pewno dają wiele do myślenia. Nie jest inaczej w polskim biznesie stoczniowym, gdzie niektórym dawnym pracownikom central handlu zagranicznego i attachatów handlowych przy ambasadach PRL, którzy w odpowiednim momencie rzucili legitymacje partyjne i zajęli się biznesem, powodzi się świetnie. Mieli kontakty po obydwu stronach dopiero co obalonej żelaznej kurtyny, znali języki, a nade wszystko byli zdeklarowanymi oportunistami. To w zupełności wystarczało. Inna sprawa, że demokraci z zachodu nie byli chyba specjalnie zakłopotani robiąc z nimi interesy. Pecunia non olet ....

Ten niesprawiedliwy schemat, powtarzający się w mniejszym bądź większym stopniu w każdym kraju przechodzącym transformację od komunizmu do czegoś innego (w przypadku Polski trudno jeszcze powiedzieć do czego), musi być bolesny. Szczególnie dla tych, którzy zachowali się przyzwoicie i odmówili uczestnictwa w PRL-owskim establishmencie, skazując sie na wieczne, jak sie później okazało, wiązanie końca z końcem. Odpowiedź na pytanie, czy mogło być inaczej, zmienia się, w zależności od tego kto aktualnie żyje w Polsce na koszt podatników. Obecnie obowiązująca wykładnia głosi, że mogło i powinno stać się inaczej, a wszystko to jest wynikiem układu zawartego przez parę osób przy Okrągłym Stole. To idiotyczna teoria, która do mnie nie przemawia wcale. Ale widzę w tej historii typowy pansłowiański fatalizm, tak dobrze wyrażony w bon mocie Wiktora Czernomyrdina: Chcieliśmy dobrze, ale wyszło tak jak zwykle. Fatalizm który, nawiasem mówiąc, zdaje się równie mocno ciążyć nad procesem tworzenia IV Rzeczpospolitej.

Pytanie które mnie zdecydowanie bardziej nurtuje, to jakby się potoczyły losy tych wszystkich ludzi, gdyby startowali razem z innymi od zera. Innymi słowy, czy dawni absolwenci wydziałow handlu zagranicznego a obecni milionerzy, oportuniści wstępujący do PZPR tylko dla otwarcia sobie ścieżek kariery zamkniętych dla przyzwoitych ludzi, doszliby również do pieniędzy w systemie, w którym wszyscy mają mniej więcej równe szanse? Prawdopodobnie tak, bo mają pewne szczególne predyspozycje do tego, nie brakuje im inteligencji, brakuje skrupułów. Ale na pewno byłyby to zdecydowanie mniejsze pieniądze i dużo trudniej by przyszły. I mniej by kłuły w oczy. Chociaż czy na pewno?

« Chwila zwątpienia | Top | IV Rzeczpospolita Sp z o o »