« Korčula | Strona Główna | Wycinanie konkurencji »

poniedziałek, 03 lipiec, 2006

Vela Luka - Dubrovnik i z powrotem

Prawie 200km zakrętów, podjazdów i zjazdów. Jedyny prosty odcinek drogi to ten na pokładzie promu z Korčuli na półwysep Pelješac. W oknie baru na przystani promowej zdjęcie, sądzonego przez Haski trybunał, generała Ante Gotoviny z podpisem: Bohater nie zbrodniarz.
Droga biegnie w większości nad brzegiem morza, wijąc się po zboczach gór Dynarskich, które tutaj sięgają prawie do samego brzegu. Facet w starym BMW z polską rejestracją wyprzedza na zakręcie przed szczytem wzniesienia, widok bardziej zapierający dech w piersiach niż krajobrazy Dalmacji. Zmieścił się.

Dalmacja

Jeszcze tylko kilkaset zakrętów, ciekawy most im. Franja Tudmana i jesteśmy w Dubrovniku. Ceny podawane przez mój przewodnik Pascala z 1999 roku są mocno zdezaktualizowane. Wejście na mury kosztuje 50kun (7,1EUR) a nie 10. No trudno, ale za to wchodzimy w każdą dziurę, aby ani jedna kuna się nie zmarnowała.
Miasteczko śliczne, ale do zdeptania we wszystkie strony w kilka godzin.
Przy rynku izba pamięci poległych w obronie miasta podczas serbskiej agresji w latach 1991-1995. Na wielkim ekranie migotają zdjęcia palących się budynków, eksplozji i zniszczeń. To powinien być obowiązkowy punkt programu dla turystów z krajów członków NATO. I pytanie: Co zrobiliście, żeby temu zapobiec? Pierwsza lekcja, jaką odebrały wybijające się na niepodległość republiki dawnej Jugosławii, to ta, że ze strony Europy można liczyć jedynie na debatę w parlamencie.


Napisał Marcin o 9:38
Kategoria: Inne
|