« Za garść dolarów | Strona Główna | Trzeci w świecie »
środa, 14 czerwiec, 2006
Lekcja patriotyzmu w Gelsenkirchen
Czterdzieści tysięcy Polaków, natchnionych irracjonalnym marzeniem, że
polska reprezentacja nie podda się obowiązującej ostatnio w kraju modzie
na brak kompetencji, głupotę i prywatę, zasiadło na stadionie w
Gelsenkirchen. Cudu nie było.
Zabrakło motywacji, koncentracji i
czegoś tam jeszcze. Może to wina premiera? Może prezydenta? Powinni byli
obiecać piłkarzom wcześniejszą emeryturę, natychmiast po wyjściu z
grupy. Może jeszcze dopłaty do paliwa dla piłkarzy i ulgi podatkowe na
buty, skarpety, krótkie spodenki oraz dresy? Dlaczego nie, przecież nie
są to pomysły bardziej niedorzeczne, niż te tworzone w zaciszach
gabinetów polskich ministerstw. Może piłkarze wzięliby się wtedy do
walki, jak górnicy na ulicach Warszawy?
Premier Obiecankiewicz i prezes Listkiewicz, po odpadnięciu Polski z finałów mistrzostw świata, powinni paść sobie w objęcia. Obydwaj są z tego samego układu, obydwaj mają u siebie na podwórku straszliwy bałagan i obydwaj nic nie robią żeby to zmienić, oprócz prezentowania iście mistrzowskiego uśmiechu przyklejonego do twarzy. Nic, prócz ciągłego bezsensownego bełkotania, nie dzieje się ani w rządzie ani w PZPN-ie, nic co mogłoby zmienić obecną sytuację.
Dlatego w piłkę nożną przegrywamy z Ekwadorem 2:0, a we wzroście gospodarczym z Estonią 12:5. I w najbliższym czasie nie zanosi się na zmiany. Zresztą w piłkę z Estonią też ostatnio przegrywaliśmy ....