« Zdrowy rozsądek nie zawsze broni się sam | Strona główna | Lekcja patriotyzmu w Gelsenkirchen »
poniedziałek, czerwiec 12, 2006
Za garść dolarów
Wybór anglojęzycznych programów telewizyjnych Chinach jest najczęściej ograniczony do CNN bądź BBC, co nie gwarantuje wieczorami odpowiedniego poziomu rozrywki, gdyż stacje te w swoich azjatyckich wydaniach nie poświęcają wystarczającą dużo uwagi intelektualistom zasiadającym w ławach polskiego rządu i parlamentu.
Można byłoby pójść do sklepu DVD i kupić jakiś ciekawy film, gdyby nie
fakt że prawa autorskie w Chinach to fikcja, a każdego praworządnego
obywatela napawa obrzydzeniem niemożność podzielenia się swoimi
pieniędzmi z jakimś ZAiKS-em bądź RIAA. Ale można pójść popatrzeć na
szeroki wybór filmów po 1USD za sztukę. Dużo jest też seriali
telewizyjnych, np. wszystkie odcinki 'Friends', 'Sex in the City' i
inne. Niektóre kompilacje miewają po 30 i więcej DVD. W takim wypadku
cena za płytę spada czasami nawet do 0,50USD.
Najwięcej
jest typowej amerykańskiej szmiry, sporo filmów o których nigdy w Polsce
nie słyszałem. Czasami można trafić coś naprawdę ciekawszego, jak filmy
francuskie, starsze amerykańskie (edycje dla kolekcjonerów), a nawet
polskie. Widziałem kiedyś 'Dług' Krauzego, 'QuoVadis' Kawalerowicza, czy
wreszcie kolekcję filmów Kieślowskiego. Kopiowane jest chyba wszystko,
jak leci. Co może zrozumieć przeciętny Chińczyk z patetycznych
deklamacji Bogusława Lindy w 'QvoVadis' pozostaje zagadką.
Jakość
filmów bywa różna, trafiają się nawet 'kamerówki'. Starsze filmy, które
wyszły już na DVD w oficjalnym obiegu w Europie bądź w Ameryce, są
zazwyczaj bardzo dobrej jakości. Płyty są najczęściej w oryginalnej
wersji językowej, z chińskimi napisami. Czasami są też angielskie
napisy, ale nie jest to regułą. Warto to sprawdzić w przypadku filmów
innych niż anglojęzyczne, bo może się okazać że film francuski ma
oryginalną ścieżkę dźwiękową i chińskie napisy i wtedy dla osoby nie
znającej francuskiego z filmu jest mały pożytek. Kłopot tylko taki, że
zapytany sprzedawca raczej na pewno potwierdzi że film jest w
angielskiej wersji, jak jest naprawdę można się przekonać dopiero
wkładając płytę do odtwarzacza.
Kwestia piractwa to ciągle kość niezgody między naciskanym przez RIAA
amerykańskim a chińskim rządem. Chińskie obietnice o wprowadzeniu
przepisów regulujących sprawę własności intelektualnej, jak na razie,
można nagrać na DVD i sprzedawać w dziale z bajkami. Trochę się dzieje w
kwestii programów komputerowych, wprowadzone ostatnio przepisy stanowią
że każdy nowy komputer sprzedawany w Chinach musi mieć zainstalowany
oryginalny system operacyjny, co powinno zwiększyć, spadające ostatnio,
zyski Microsoftu. Ale jeśli chodzi o filmy i muzykę to sprawa jest chyba
trudniejsza. Tych których stać na komputer, będzie stać na system
operacyjny. Filmy i muzyka to inna sprawa, te kupują głównie osoby
prywatne. Z kopiowania i dystrybucji pirackich filmów i nagrań żyją
dziesiątki tysięcy ludzi. Sklepy i stoiska z tym towarem spotyka się na
każdym rogu ulicy. Z pracą w Chinach także jest krucho, nie będzie chyba
gwałtownych zmian przepisów.





