« System prosty aż do bólu | Strona główna | Tuleja wahacza »
czwartek, czerwiec 01, 2006
Fikcja, w której żyjemy od wielu lat
Rzeczpospolita, Nr 125 (7419), 30.06.2006, wywiad z byłym wiceministrem finansów Mirosławem Barszczem. Skróty od redaktora Bloga.
"System podatku dochodowego w Polsce przestał się sprawdzać. I nie wiadomo co z tym zrobić. Wpływy z PIT i CIT to teoretycznie 80mld złotych rocznie, czyli około 40 proc. przychodów budżetu. Jednak gdy przyjrzymy się temu dokładnie, to okaże się, że wśród firm podatki płacą głównie instytucje finansowe, towarzystwa ubezpieczeniowe, spółki giełdowe i przedsiębiorstwa państwowe. Czyli de facto te, które nie mają możliwości zaniżania kosztów i ucieczki od podatku. Większość pozostałych podmiotów nieustannie wykazuje stratę. / ....../ udział podatników, którzy płacą jakiekolwiek podatki, spadł w ostatnich kilku latach o około 20 proc. / ..... / Połowa (przychodów z PIT - red.) to wpływy z opodatkowania rent i emerytur oraz pensji pracowników zatrudnionych w administracji publicznej lub służbie zdrowia. A zatem połowa wpływów to tak naprawdę wirtualne pieniądze, bo biorą się z przekładania pieniędzy z kieszeni do kieszeni. Mamy do czynienia z fikcją, w której żyjemy od wielu lat (sic!). / ..... / Poza tym Polacy nie wierzą w struktury państwa, co więcej są przekonani, że pieniądze które płacą w podatkach, i tak zostaną zmarnotrawione."
Godna uznania szczerość tej wypowiedzi, w polskich warunkach gwarantuje
wieczne utrzymanie tej fikcji. Sprawa trochę podobna do dyskusji na
temat powszechnej płatności za studia. Skądinąd wyważona propozycja do
dyskusji, przygotowana przez Annę
Radziwił (wiceminister edukacji w rządzie Marka Belki),
utonęła w bełkocie polityków z prawa, lewa i centrum, wykrzykujących
brednie o konstytucji i prawach obywatelskich. O tym jaką fikcją jest
zapis w konstytucji gwarantujący bezpłatne studia, przekonuje się
boleśnie co miesiąc połowa studentów, płacących ciężkie pieniądze za
gorsze niż dzienne studia, o czym informuje w
swoim raporcie NIK. Z tego samego raportu wynika również, że
uczelnie zaniżają świadomie liczbę miejsc na 'bezpłatnych' studiach
dziennych, zwiększając liczbę miejsc na płatnych studiach zaocznych, co
dodatkowo zaostrza konkurencję podczas rekrutacji na dzienne studia.
Skutkiem jest, o czym także wiadomo od dawna, że na 'bezpłatnych'
studiach dziennych studiują dzieci z najzasobniejszych domów, rodziców
których stać na korepetycje i dodatkowe zajęcia, dzięki czemu mogą sobie
poradzić z ostrą konkurencją podczas egzaminów wstępnych. Z wywiadu z
ministrem i z innych źródeł wynika, że zasobni rodzice studentów studiów
dziennych raczej nie płacą 40 proc. podatku dochodowego, mając do
dyspozycji wiele możliwości ukrywania dochodów, tudzież doradców
inwestycyjnych, prawników, itd.
Tak oto dochodzimy do wniosku,
że dzięki podatkom płaconym przez emerytów, rencistów, lekarzy i
nauczycieli dzieci bogatych Polaków studiują za darmo.
Wiadomo o tym od dawna. No i co z tego? Nic z tego bo i rządząca katolewica i POzostająca w opozycji centrolewica bełkotały najgłośniej o konieczności zachowania obecnego systemu.
Pozostaje jedynie, w dniu w którym ma obowiązywać prohibicja, wznieść toast napojem wyskokowym, aby dzieci, które mają dzisiaj swoje święto, dożyły czasów w których ktoś normalny będzie rządził tym biednym krajem. Całe szczęście, że jak zwykle nie zdążono z przygotowaniem przepisów wykonawczych do ustawy o prohibicji i okazała się ona kolejną fikcją ....



