« Problemy na granicy | Strona Główna | Schizofrenia »

środa, 28 czerwiec, 2006

Göteborg - Warszawa - Gdynia

Wczesny start, o szóstej rano zamówiona taksówka czeka. Na ulicach absolutna pustka, pomimo tego taksówkarz twardo jedzie dokładnie 50km/h. Trochę to drażni, trochę śmieszy. Ale może tak właśnie powinno być?
Göteborg City Airport to stare lotnisko wojskowe, przysposobione do obsługi tanich linii lotniczych przez wybudowanie prowizorycznego baraku z blachy falistej. To moje pierwsze w życiu doświadczenie z tanimi liniami lotniczymi, więc nie mam zdania. Okazało się później że warszawski terminal Etiuda to mniej więcej podobny poziom.
Wizzair, zgodnie z rozkładem, ląduje w samym środku warszawskiego piekła. Bure suki, niszczarki dokumentów, obiecanki-cacanki, grupa 3mająca władzę. Ciekawe jak się żyje, mając to wszystko na wyciągnięcie ręki? Wolę nie sprawdzać.
Dworzec Centralny boleśnie przypomina, że są miejsca gdzie komunizm trzyma się znakomicie dobrze. I żeby to zobaczyć nie trzeba ani lustracji, ani Rzecznika Interesu Publicznego, ani przenikliwości żoliborskiego inteligenta. Kupiłem bilet za jedyne 82 złote, przyczyniając się do powiększenia strat PKP. Ale to nie problem, premier Obiecankiewicz wyrówna kolejarzom z podatków. Wypełniony, jak samolot do Londynu, ekspres Małopolska już w Warszawie ma 15 minut spóźnienia. Na połowie mojego miejsca siedzi słusznej wielkości pan, który wziął sobie do serca ostatnie doniesienia prasowe, że nadmierna czystość skraca życie. Pozostaje korytarz.

Gdynia. Wynik - 11 godzin 45 minut. Nie najgorzej.

Napisał Marcin o 6:51
Edytowano: środa, 28 czerwiec, 2006 6:58
Kategoria: Polska, Szwecja
|