« Układ Producentów Pieczątek i Tabliczek | Strona Główna | Moja żona ma nowego T-Shirta »

poniedziałek, 08 maj, 2006

Straconych szans nie liczy już nikt

Rewolucja kulturalna wygasła w Chinach 30 lat temu, jednak nawet dzisiaj ciężko z kimkolwiek o tym porozmawiać. Gwałtowność i okrucieństwo wdrażania 'właściwego socjalizmu', jak również absurdalność głoszonych wówczas haseł (czerwony lepszy niż uczony) muszą być porażające nawet dla absolwentów Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu - Leninizmu. Trudno się dziwić, że ludzie wyrzucają to z pamięci. Zapewne wielu dzisiejszych 50-latków uczestniczyło w tych wydarzeniach i niekoniecznie mają się czym chwalić. Wszyscy zajęli się robieniem pieniędzy, rozliczenia z przeszłością prawie nikogo nie interesują. A już najmniej chińską partię komunistyczną, która ciągle jest u władzy.
Ideologiczne zaślepienie zastąpił skrajny pragmatyzm, a Chiny rozwijają się w niebywałym tempie. Pomimo istnienia wielu enklaw biedy i powszechnego wyzysku, nie sposób zaprzeczyć że poziom życia ludzi systematycznie się podnosi. Wszyscy mają dosyć jedzenia i części to na razie wystarcza. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mnóstwo ludzi głodowało, także aspiracje nie są zbyt wielkie.
Lokalne i centralne władze, nie gnębione cyklicznymi wyborami, mogą sobie pozwolić na długofalowe planowanie, działając na rzecz wzmocnienia państwa i gospodarki. Bardzo często bez brania pod uwagę zdania obywateli. Stworzył się specyficzny splot biznesu i władzy, który oprócz potężnego wzrostu gospodarczego kreuje również korupcję i napięcia społeczne wywołane postępującym rozwarstwieniem dochodów społeczeństwa. Jak na razie sytuacja jest pod kontrolą państwa i nie wygląda żeby w najbliższym czasie miało się to zmienić. Przedsiębiorstwa chińskie, czując silne poparcie władz, poczynają sobie coraz śmielej, a konkurencja z nimi może w przyszłości stanowić poważne wyzwanie dla prywatnych firm z demokratycznego świata.

Przeglądając, dzięki szerokopasmowemu łączu podłączonemu przez China Telecom na drugi dzień po złożeniu zamówienia, doniesienia o kolejnych ekscesach i targach ignorantów mieniących się polskimi patriotami, nie mogę się pozbyć wrażenia że Polska wyścig już przegrała. Podróżując 10 pasmową obwodnicą Szanghaju w nowym modelu Zhonghua, pędząc z prędkością 415km/h Maglev-em, pijąc kawę na 87 piętrze JinMao Building, oglądając wystawy pełne komputerów i telefonów komórkowych produkowanych przez Lenovo i Huawei czy telewizorów plazmowych Haier, wizytując inne chińskie miasta, które rozwijają się wcale nie wolniej niż Szanghaj, obawiam się że polska zapaść gospodarcza będzie się tylko powiększać. Dziś, dzięki konsekwentnie prowadzonej przez kolejne rządy polityce promowania polskiej nauki kosztem rolnictwa i górnictwa, najbardziej zaawansowany technicznie polski hit eksportowy to wołowina bez kości.

Ideologicznie zacietrzewieni, zagrzebani w przeszłości i przekonani o wyższości swojej misji polscy politycy nie mają szans w konkurencji z chińskimi pragmatykami. Właśnie fundujemy sobie malutką rewolucję kulturalną, oczywiście na miarę naszych możliwości. O jej wynikach dowiemy się z chińskiego telewizora, komputera czy telefonu komórkowego. Później z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku wepniemy w klapę marynarki znaczek z Matką Boską lub emblematem Radia Maryja i zawiążemy biało-czerwony krawat. I znaczek i krawat będą na pewno 'Made in China'. Racje moralne będą jak zwykle po naszej stronie. Tylko co z tego?