« pięć miliardów tu, jeden miliard tam, tu drobne dwieście milionów, a wszystko bez podnoszenia podatków i zwiększenia deficytu | Strona Główna | Kongresman Frank R. Wolf wyraził zaniepokojenie »

sobota, 27 maj, 2006

Koreańskie CDMA

Nie do pomyślenia jest żeby w Korei nie funkcjonował odrębny standard telefonii komórkowej. Niekompatybilny z GSM, więc zarówno mój polski jak i chiński telefon powędrowały na dno torby, a na lotnisku wypożyczyłem telefon pracujący w sieci SKT . Można wypożyczyć telefon z lokalnym numerem, lub specjalny aparat, który po włożeniu karty SIM umożliwia korzystanie z roamingu. W koreańskim systemie CDMA nie używa się kart SIM, numer jest na stałe przypisany do telefonu. Przy zmianie aparatu jest możliwe zakodowanie starego numeru do nowego telefonu, ale trzeba to załatwić w punkcie obsługi klienta. To chyba nie najlepsze rozwiązanie, wymienna karta SIM daje jednak bardzo wiele korzyści.
Trafiłem telefon Samsunga, szalenie popularnego w Azji typu 'puderniczka'. Mam trochę uprzedzeń do takich telefonów, pasują chyba lepiej do damskiej torebki, ale miałem go używać jedynie przez 2 tygodnie, więc nie było problemu. Zresztą ten stereotyp nie funkcjonuje w Azji.
Telefon prezentował się naprawdę przyzwoicie. Bardzo solidnie wykonany, dosyć cienki (grubość tylko 15mm). Obudowa znakomicie wykonana i dobrze spasowana, zawias bardzo solidny. Nic nie trzeszczało. Na pokładzie oczywiście aparat cyfrowy, 2 kolorowe, znakomitej jakości, wyświetlacze, klient email, przeglądarka stron internetowych oraz już nie tak bardzo oczywisty GPS oraz odtwarzacz MP3. Nie miał natomiast ani Bluetooth ani portu podczerwieni. Bogactwo opcji konfiguracyjnych przyprawiało o ból głowy, ale większość z nich dotyczyło możliwości ustawiania różnych animacji na wyświetlaczu dla połączeń przychodzących i wychodzących (oddzielnie dla każdego kontaktu), wyboru tonów towarzyszących naciśnięciom klawiszy i otwieraniu menu, animacji menu, oraz dziesiątek równie istotnych dla tutejszych abonentów opcji.
Telefon działał bez problemów, pomimo dosyć intensywnego użytkowania nie wymagał ładowania częściej niż co 2-3 dni. Z ciekawostek:

  • Na klawiaturze nie ma litery 'Z' (jak rozumiem nie jest używana w łacińskiej transkrypcji koreańskiego) i nie udało mi się w żaden sposób zmusić telefonu do jej napisania;
  • Telefon ma 3 specjalne programy relaksacyjne, po uruchomieniu których włączaja się kojąca nerwy melodia i kolorowe animacje na obydwu ekranach;
  • Wiele osób ma ustawione odgrywanie różnych melodii zamiast sygnału oczekiwania, poracha jeśli chodzi o telefony służbowe osób na stosunkowo wysokich stanowiskach;
  • Przy dzwonieniu do niektórych osób, zanim usłyszysz sygnał oczekiwania, włącza się jakaś koreańska gadułka, która coś tam na okrągło opowiada. Może reklamy? Trochę to bywało irytujące, nie wiedziałem na początku czy zostałem połączony czy nie.

Telefonia komórkowa w Korei to kwintesencja Azji. Feria barw i dźwięków, wodotryski, melodyjki, animacje, duperelki i pierdółki oraz różowy breloczek przyczepiony do telefonu. Nic dziwnego że iPod-y się tu w ogóle nie sprzedają, minimalistyczny design Apple nie ma szans dotrzeć do Koreańczyków.
Ja z ulgą włączyłem, po lądowaniu w Szanghaju, mojego poczciwego Siemensa S65.

Samsung Juni

Napisał Marcin o 24:01
Kategoria: Inne
|