« Elektryk wysokich napięć | Strona główna | Niedobry pies »

wtorek, kwiecień 25, 2006

Yangao Lu, wczesne popołudnie

Gwałtowniejsze niż kilkadziesiąt poprzednich hamowanie wyrwało mnie z letargu na tylnym siedzeniu taksówki. Korek? O tej porze? Pewnie znowu jakiś wypadek - przejechany pieszy, albo rowerzysta.
Przypomniała mi się absurdalna liczba ofiar wypadków drogowych w Chinach, znaleziona w jakiejś starej Wyborczej. Ile to było? Dwieście tysięcy ofiar śmiertelnych rocznie? A przecież oni dopiero zaczęli kupować samochody.

Paru kierowców, co mi zapewnili odrobinę emocji wciąż pamiętam.
Dobry był ten taksówkarz co wiózł nas wieczorem do mieszkania i zasnął za kierownicą. W ostatniej chwili złapałem za kierownicę, inaczej wjechalibyśmy przez zamkniętą bramę na plac budowy. Blisko było jak cholera. A ten jak się obudził, to zaczął mnie bić dłonią po rękach, żebym nie dotykał jego kierownicy. Jak już walnęliśmy po wódce, to strasznie się z tego śmialiśmy. To był właściwie przypadek że siedziałem na przednim siedzeniu, zazwyczaj siedzę z tyłu.
Niezły był też ten w starym Volkswagenie z popsutą skrzynią biegów. Zamiast piątego biegu wchodził trzeci. Zawsze. Jedynka-dwójka-trójka-czwórka- ruch dźwignią prawidłowy do włączenia piątki, ale wchodzi trójka i tak zostaje. Co skrzyżowanie to samo. No i tak pędziliśmy kawał drogi przez miasto z silnikiem wyjącym na trzecim biegu. Nigdy się nie zorientował. Zwijaliśmy się ze śmiechu na tylnym siedzeniu. Niepojęte dla mnie zupełnie. Taaaaa, pamiętam jeszcze rozbitego Buicka na autostradzie Szanghaj - Nantong i ciało pasażera leżące przez autem w kałuży krwi. Miał tak dziwnie zmiażdżoną głowę, jakby wklęsłą zupełnie twarz. Nawet na Chińczykach zrobiło to wrażenie, mój kierowca zwolnił mocno. Zresztą nie tylko on, wszyscy inni też. I tak jechaliśmy kilka kilometrów w jakimś milczącym porozumieniu, które nagle prysło, gdy jakiś młodzik w BMW wyprzedził wszystkich jak szaleniec. Przyszło otrzeźwienie, kierowcy mocniej przycisnęli pedał gazu i wróciliśmy do wyścigu.

A co tu się stało w końcu? Eeeeee, to tylko betoniarka zgubiła koło. Stoi teraz kulawa na jednym pasie, na drugim leży koło, które obluzowało się na pewno już dawno temu. Skoro jednak auto ciągle jechało to znaczy że nie była potrzebna interwencja. Taka zasada - jeśli coś działa, to lepiej nie ruszać. Mam tylko nadzieję że z samolotami jest inaczej.

Napisał Marcin o 7:17 AM
Zmieniono: środa, kwiecień 26, 2006 12:55 AM
Kategorie: Chiny
|