« A gdybym się urodził w Ulsan? | Strona Główna | Elektryk wysokich napięć »
czwartek, 20 kwiecień, 2006
Dziwny powrót
Wracam dzisiaj do Szanghaju. Zawsze mnie śmieszy uczucie które mam
wracając do Szanghaju z wyjazdów w różne miejsca Chin, bądź jak teraz do
Korei. Czuję się trochę jakbym wracał do domu.
Na
razie siedzę na zaskakująco niewielkim Gimhae International Airport w
Busan, będąc już po odprawie, na którą dałem sobie zdecydowanie za dużo
czasu. Ale po doświadczeniach na Pudong Airport wolałem być ostrożny.
Niepotrzebnie. W komputerach China Eastern Airlines wszystko było w
porządku, mimo że przekładałem powrót 2 razy. Zadziwiające że
zadziałało, biorąc pod uwagę chińskie zamiłowanie do chaosu.
Cóż
więc pozostaje? Muszę czekać jeszcze godzinę, nie mając już nic do
czytania. Pobyt w Korei się przedłużył i przeczytałem już wszystko co
miałem ze sobą. A na całym lotnisku nie ma ani jednego miejsca gdzie
można by kupić jakąkolwiek angielską gazetę lun książkę. Koreańskie
'splendit isolation'. Wypożyczony telefon oddany (temat na oddzielną
notkę), internet tylko płatny. Cóż, pozostaje niezawodny iPod. W
słuchawkach Kazik, a naokoło tłum hałaśliwych Koreańczyków i Chińczyków.
Straszne kontrasty.
Na pokładzie samolotu odbędzie się skromne pożegnanie z koreańską
kuchnią, którą będzie reprezentować kimczi (marynowana na ostro kapusta)
i ostra pasta pieprzowa. Może by mnie to wzruszyło, gdyby nie fakt iż
wszystkie moje kubki smakowe sumiennie wypalił kolega z pracy,
Syczuańczyk, rozmiłowany w ostrej kuchni swojej rodzinnej prowincji, z
którym jadałem wiele razy.
Nie mam dużo bagażu, to może w
końcu przejadę się w Szanghaju Maglev-em.
Z końcowej stacji wezmę do mieszkania jedną z 40 tysięcy szanghajskich
taksówek. Wybór może i wielki, ale cóż z tego, skoro za kierownicami
wszystkich siedzą kompletni wariaci.