« Wzmianka | Strona Główna | Dziwny powrót »
środa, 19 kwiecień, 2006
A gdybym się urodził w Ulsan?
To być może pracowałbym w stoczni Hyundai Heavy Industries, do pracy dojeżdżałbym samochodem Hyundai, w pracy traciłbym wzrok przed monitorem Hyundai, ubezpieczałbym się w Hyundai Securities, na zakupy chodziłbym do Hyundai Department Store, a zęby leczyłbym w Hyundai Dental. Ale nie urodziłem się w Ulsan, więc tylko pracowałem kilka dni w stoczni Hyundai i mieszkałem w Hotel Hyundai.
Korea wydaje się być w większości zupełnie samowystarczalna. Na ulicach
same koreańskie samochody, w sklepach same koreańskie towary, w domach
same koreańskie telewizory a w rękach same koreańskie telefony. Kupno
zagranicznego auta wygląda na akt nieposłuszeństwa obywatelskiego,
chociaż bardzo rzadko można zobaczyć na ulicach BMW bądź Mercedesa.
Będąc tutaj można praktycznie zapomnieć o europejskim jedzeniu, np
dobrym serze, bo koreańczycy sami nie robią a imprtu nie ma.
Wydaje
się że statystyczny Koreańczyk pracuje naprawdę dużo. Ale efekty są
wszędzie, wystarczy popatrzeć na tutejsze drogi, o jakich my już chyba
nawet nie powinniśmy marzyć, bo szkoda czasu. Wystarczy też pójść do
jakiegokolwiek sklepu z elektroniką użytkową bądź komputerami
gdziekolwiek na świecie by zobaczyć ile jest koreańskich towarów, prawie
40% statków budowanych na świecie powstaje w Korei. Są też złe strony,
np system ubezpieczeń społecznych nie jest specjalnie hojny i wiele
ubezpieczeń trzeba opłacać samemu. Ale może po prostu Koreańczycy są
realistami i wiedzą na co ich stać?
Może tak już musi być -
oni mają silną gospodarkę i niskie bezrobocie, a my wicepremiera Leppera
i wiele obietnic. A odstajemy od nich w wielu dziedzinach o całe lata
świetlne, wystarczy spojrzeć na te deski sedesowe z wystawy sklepu w
Ulsan.