« Po drugiej stronie Jangcy | Strona główna | Life has no meaning except in terms of responsibility »
piątek, kwiecień 07, 2006
Barmanka z Zhangjiagang
Koniecznie chciała nam dotrzymać tempa w piciu piwa, może dlatego że byliśmy jedynymi klientami w jej pubie. Tego piwa nie wypiliśmy znowu aż tak dużo, przynajmniej wg polskich kryteriów. Gdy wychodziliśmy śmiała się już bez przerwy, w charakterystyczny chiński sposób - z oczami zmrużonymi w półksiężyce.



