« października 2006 | Strona główna | grudnia 2006 »

Archiwum listopada 2006

HotPot zawsze piecze dwa razy

Opublikował Marcin, wtorek, 28 listopada, 2006 0:18.50

W podłej zazwyczaj knajpie, z gatunku takich gdzie się pluje, smarcze i rzuca pety na podłogę, stoją stoły. Każdy stół ma w środku otwór, w którym jest palnik kuchenki na propan-butan, zasilany z butli stojącej pod stołem. To wersja modernistyczna, rzadko spotykana wersja tradycyjna opalana jest drewnem.
Przychodzisz tutaj z kimś kto mówi po chińsku, bo żeby dostać coś do zjedzenia trzeba wypełnić skomplikowany formularz, dostępny jedynie w chińskiej wersji.

Formularz
Formularz zamówienia - kliknij aby zobaczyć pełną wersję

Po wypełnieniu formularza stawiają na stole miskę z rosołem ugotowanym na chili, z dodaną dla niepoznaki kapustą, makaronem i jakimiś kośćmi. Później przynoszą półmiski z cienkimi plasterkami różnego mięsa, rybami, wątrobami, jajkami, jakimiś dziwnymi kluchami, kapustą, sałatą, ziemniakami, krwawym galaretowatym puddingiem, grzybami, inną zieleniną i co tam jeszcze przyjdzie do głowy twojemu towarzyszowi zamówić. Przynoszą także miseczki z sosem, jeszcze bardziej pikantnym niż sam rosół.
Czekasz chwilę, gdy rosół się zagotuje wrzucasz po kolei dobra z półmisków do rosołu. Po chwili grzebiesz pałeczkami w zupie i wyławiasz ugotowane kawałki jedzenia, maczasz w sosie i zajadasz, usiłując zagasić pożar w ustach najtańszym chińskim piwem, serwowanym w takich lokalach.
Wychodząc, z wypalonymi kubkami smakowymi, nie masz pojęcia, że następnego dnia o poranku czeka cię piekąca dogrywka. W toalecie. Tylko że wtedy już piwo, nawet najlepsze, nie pomoże.

HotPot  

Jest też wersja HotPot lite, dla wrażliwców: łagodny sos i łagodny rosół. Ale to amatorszczyzna. Doświadczenie uczy, że można przyzwyczaić cały układ pokarmowy do takiego jedzenia. Wystarczy odrobina wytrwałości.

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:28.30

Hinduski wjazd w okrętownictwo

Opublikował Marcin, sobota, 25 listopada, 2006 0:44.48

Hinduski gigant przemysłowy, Larsen & Toubro Limited, na konferencji prasowej w Mumbaju poinformował o planach wybudowania w Indiach nowej stoczni. Wartość inwestycji szacowana jest na około 450 milionów dolarów (20 miliardów rupii). Decyzja o lokalizacji zakładu zostanie podjęta w styczniu 2007 roku. Będzie to druga stocznia należąca do Larsen & Tobro, pierwsza, znajdująca się w Hazira w stanie Gujarat, rozpoczęła pracę zaledwie 18 miesięcy temu.
Nowa stocznia ma ma głównie zajmować się budową drogich statków, takich jak gazowce do przewozu skroplonego gazu, podczas gdy starsza będzie się koncentrować na budowie specjalistycznych jednostek, takich jak okręty wojenne, patrolowce, serwisowce.

Hazira Shipyard
Stocznia w Hazira

Hindusi są następnymi w kolejce, którzy pragną wykorzystać znakomitą koniunkturę w przemyśle okrętowym i nakręcają spiralę inwestycji. Na pewno do wyjazdu tam szykują się już jacyś Skandynawowie, bo gdziekolwiek na świecie ktoś zaczyna budować jakikolwiek statek, tam natychmiast przyplącze się jakiś Szwed, Norweg bądź Fin.

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 21:26.33

Pozory mylą

Opublikował Marcin, środa, 22 listopada, 2006 3:49.37

Zbliżając zastanawiałem się, co to może być. Meczet? Bardziej wyglądało może na Bożnicę, ale tutaj? W Zhangjiagang?

International Seamen Club Zhangjiagang
INTERNATIONAL SEAMEN CLUB ZHANGJIAGANG

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:25.49

LOST

Opublikował Marcin, poniedziałek, 20 listopada, 2006 12:21.26

LOST
Kliknij by powiększyć

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:24.53

Nowe roboty w DSME

Opublikował Marcin, niedziela, 19 listopada, 2006 6:05.47

Daewoo Shipbuilding & Marine Engineering pochwaliło się wprowadzeniem na linie produkcyjne 4 nowych robotów spawalniczych. Według informacji podanych przez stocznię roboty zdolne są do samodzielnego rozpoznania spawanych elementów i samodzielnego rozpoczęcia spawania. Różnią się tym od maszyn poprzedniej generacji, które wymagały ręcznego wskazania spawanych elementów i miejsca startu pracy. Rozwój nowych robotów trwał 6 lat.

Gdy czytam takie informacje, zawsze przypomina mi się historia wprowadzania w Stoczni Gdynia prostych, grawitacyjnych, automatów spawalniczych. Mogły one, w pewnych specyficznych warunkach, znacznie zwiększyć wydajność pracy spawaczy. Mogły, ale tego nie uczyniły, gdyż sie bez przerwy psuły. Lub też, jak głosiła uporczywie powtarzana przez wiele osób plotka, były niszczone przez spawaczy, którzy się obawiali, że po rozpowszechnieniu tych urządzeń stracą pracę.
To historia z IIIRP i ona jest, jak sądzę, temu winna. Ale wtedy nikt o tym jeszcze nie wiedział.

DSME
DSME Okpo, Wyspa Goeje

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 21:27.21

Mężczyzna, który pociągnął nosem

Opublikował Marcin, piątek, 17 listopada, 2006 0:22.45

Na parkiecie kung-fu master w średnim wieku zaczepia czerwoną linkę, zakończoną srebrnym haczykiem, do dużej deskorolki. Na deskorolce cztery osoby. Wśród rosnącego aplauzu publiczności, wyrażanego łomotaniem plastikowych kołatek rozdawanych przez kelnerów, pochyla się do przodu i zaczepia haczyk o swój nos. Przeciąga nosem deskorolkę o jakieś 2 metry. Pełny sukces, dopełniony entuzjazmem publiczności, publiczność łomocze kołatkami ze wszystkich sił. Hałas jest okrutny. Tu się nie klaszcze, tu się kołacze, klaskania nie byłoby słychać.
To już przedostatni występ artystyczny dzisiejszego wieczora. Wcześniej wystąpiło dwóch artystów śpiewających tutejsze pop hity, zespół taneczny i jacyś komedianci. Jeszcze tylko losowanie nagrody wśród publiczności i krótki występ, stylizowany na chińską operę. Parkiet w małym klubie w WaiGaoQuiao jest nasz.
Z głośników rytmiczne umpa-umpa, zapalają się lasery i stroboskopy, parkiet spowija dym. Dopijam piwo i idę na parkiet. Przy ścianach, na metrowych postumentach, tańczą dziewczyny w strojach typowych dla epoki schyłkowego komunizmu - spódniczki mini, wysadzane brokatem biustonosze i kozaki na wysokich obcasach. Parkiet faluje, cała podłoga podnosi się i opada. Standard w Chinach, ruchomy parkiet, poruszający się w rytm muzyki. Nie trzeba w ogóle tańczyć, parkiet sam się tobą troskliwie zajmie. Wystarczy wlać parę piw i stać na ugiętych kolanach. Faza gwarantowana. DJ za konsoletą, pod wielkim smokiem strzelającym czerwonymi oczami, miksuje chińskie techno hity. To miejsce byłoby w Europie hitem.
Dosyć, wracam. Po drodze mijam ustawiony w rogu sali mały ołtarzyk, przy którym, kołysząc rytmicznie głową, modli się jeden z kelnerów. Korzysta z chwili przerwy, prawie wszyscy opuścili swoje stoliki.

WaiGaoQuiao

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:23.53

Wielki nieznajomy Sternik

Opublikował Marcin, poniedziałek, 13 listopada, 2006 23:20.56

Nieznajomość najnowszej historii Chin wśród Chińczyków bywa zdumiewająca. Nawet wśród tych wykształconych. Nie mam ambicji uświadamiania tutaj kogokolwiek, jednak czasami przy kieliszku 56% BaiJiu, rozpoczynają się dziwne dyskusje, krążące wokół tysięcy lat chińskiej historii oraz dawnej i przyszłej świetności tego narodu, rzadziej teraźniejszej mizerii. W przypadkowej knajpie nie ma się czego obawiać, zwłaszcza rozmawiając po angielsku. Pomimo tego większość ludzi wygłasza peany na cześć Wielkiego Sternika, klepiąc oficjalne formułki, że w 70% dobry, a w 30% zły. Europejska interpretacja tej historii przyjmowana jest z lekkim niedowierzaniem. Rzadko spotyka się ludzi obytych w świecie, którzy mają pojęcie, co tak naprawdę się tutaj wydarzyło. Ale nawet oni nie rozmawiają zbyt chętnie na ten temat.
Panuje swoisty paxchina: Wybierzmy przyszłość! Wszyscy potulnie zajęci robieniem pieniędzy, zgodnie z wytycznymi z Pekinu, nie oglądają się wstecz. Niezależnie od tego jak straszne to może robić wrażenie, z perspektywy 100 piętra JinMao Tower w Szanghaju wygląda na to, że ta taktyka nie da wielu szans na odniesienie sukcesu pewnemu małemu krajowi ze środkowej europy. Krajowi, którego przywódcy nie mając żadnego pomysłu na przyszłość, zagrzebali się po tyłek w przeszłości. Bełkocząc coś przy tym po polsku, bo po angielsku nie potrafią sklecić nawet pozdrowienia. Nie mówiąc już o napisaniu emaila. Zanim się z tego wygrzebiemy, będziemy już importować stąd wszystko, eksportując nic, bo węgiel mają swój, a jogurtów nie lubią.

10 Mao

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:23.07

Ścięgna jagnięce

Opublikował Marcin, niedziela, 12 listopada, 2006 8:03.02

Ścięgna

Długo gotowane, potem lekko podsmażone z cebulą.
Przebój wieczoru, najdroższe danie w karcie. Konsystencja trudna do opisania, z wierzchu trochę galaretowata, w środku twardsza. Smak mało wyrazisty. Prawdziwe wyzwanie, to chwycić to pałeczkami i nie zgubić w drodze do ust.

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:22.11

Partner z Pekinu

Opublikował Marcin, piątek, 10 listopada, 2006 15:22.44

Chiński rząd, zachęcając inwestorów zagranicznych do inwestycji w przemyśle stoczniowym, wprowadził jednocześnie zwyczajowe ograniczenia. Inwestorzy zagraniczni nie będą mogli objąć więcej niż 49% udziałów w stoczniach, a także w firmach wytwarzających wolno- i średnioobrotowe silniki okrętowe. Pomimo tych ograniczeń będą mogli reorganizować, łączyć i zakładać nowe stocznie. Przede wszystkim jednak powinni przetransferować swoje know-how do firm pozostających pod kontrolą chińskiego rządu.
Całkiem podobne ograniczenia obowiązują w wielu innych gałęziach przemysłu, przede wszystkim w motoryzacji. Firmy, chcące inwestować i prowadzić interesy w Chinach, muszą zawiązywać spółki z lokalnymi, najczęściej państwowymi, przedsiębiorstwami. Ma to na celu przede wszystkim wyciągnięcie od zagranicznych inwestorów technologii, które później mają posłużyć wzmocnieniu chińskiego partnera. Te zabiegi, przynajmniej jak na razie, nie przynoszą chyba oczekiwanych korzyści, chińscy producenci samochodów, głównie z powodu problemów z jakością, nie podejmą w najbliższych latach ekspansji na rynki światowe. Chińskie autobusy i ciężarówki, mimo iż wyglądają czasami bardzo nowocześnie, wciąż wyposażone są w manualne skrzynie biegów, w których bardzo często szwankuje synchronizacja.
Właściwie znana jest mi tylko jedna tego typu chińsko-zagraniczna stocznia. NACKS w Nantongu, stworzona przez COSCO i Kawasaki Heavy Industries. Bardzo przyzwoicie zorganizowana i zarządzana stocznia, z japońskim zarządem i chińską załogą, często uważana za jedną z najlepszych stoczni w Chinach. Dzielą ją lata świetlne od niektórych czysto państwowych stoczni.
Czy ktoś jeszcze spróbuje? Jak na razie suma wszystkich zagranicznych inwestycji w chiński przemysł okrętowy to kwota 220 milionów dolarów. Naprawdę niewiele. Perspektywa inwestycji w firmę, w której nigdy nie będzie można objąć większościowego udziału, jest być może niezbyt zachęcająca.
Mój pracodawca nie zainwestował tutaj ani jednego dolara. Zleca tu tylko produkcję.

Jiangnan Szanghaj

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:21.05

Guanxi Mistera Zhao

Opublikował Marcin, wtorek, 07 listopada, 2006 3:07.35

Mister Zhao ma znakomite guanxi. Mister Zhao dzierżawi, za niewielką opłatą, duży zakład, którego budowę sfinansował lokalny samorząd. Mister Zhao zorganizował w tym zakładzie swoją firmę. Po niespełna roku Mister Zhao jeździ już Mercedesem S420. Mister Zhao pielęgnuje swoje guanxi w lokalnym samorządzie, od którego tak dużo zależy, na wiele sposobów.
Mister Zhao chce mieć także dobre guanxi z nami, dlatego ilekroć ktoś do niego przyjedzie zaprasza go na obiad. Mister Zhao wie, że lubię czerwone wino, dlatego do obiadu zamawia butelkę najlepszego czerwonego wina. Mister Zhao wznosi toast kieliszkiem czerwonego wina. Ganbei! Do dna! Ganbei! Ganbei! Ganbei! Mister Zhao zamawia następną butelkę czerwonego wina. Obiad jest naprawdę znakomity. Przy obiedzie Mister Zhao opowiada o tym, że kupił sobie żywego krokodyla. Opowiadam, że w Europie ludzie też trzymają w domach różne dziwne zwierzęta. Mister Zhao nie rozumie, przecież jasne jest, że krokodyla kupił do zjedzenia. Będzie miał z niego obiad w przyszłym tygodniu. Ganbei! Ganbei! Nieporozumienie odchodzi w niebyt. Mister Zhao chwali sobie bardzo obecną sytuację w Chinach. Ganbei! Mister Zhao wyraża głośne wątpliwości, co do świeżości gotowanych warzyw, wniesionych właśnie przez XiaoJie. Mister Zhao każe zabrać półmisek, w trosce o moje zdrowie. Jestem głęboko wzruszony. Ganbei! Moje wzruszenie się wzmacnia. Jest już późno, czas kończyć. Ganbei! Żegnamy się serdecznie, napracowaliśmy się mocno dzisiaj wieczorem, żeby poprawić nasze guanxi. Mister Zhao siada za kierownicą swojego Mercedesa, ja wracam na piechotę.

Lubię Mistera Zhao. Mister Zhao wykorzystał swoje guanxi do maksimum. W tych specyficznych warunkach Mister Zhao porusza się jak ryba w wodzie, jest całkiem niezłym biznesmenem. Rozwiązuje nasze problemy, nie spóźnia się z dostawami, trzyma przyzwoitą jakość. Chodzi ubrany w mundurek z nazwą swojej firmy i jada lunch w kantynie, razem z pracownikami, którym płaci pewnie tak jak wszyscy tutaj - 150$ na miesiąc. Na obiad czasem zje świeżego krokodyla, ale każdy ma jakąś słabość.

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:20.38

Statek przepłynął bezpiecznie

Opublikował Marcin, poniedziałek, 06 listopada, 2006 16:01.33

Dzisiejsze doniesienia z gazeta.pl.
Europa była o krok od elektroenergetycznej zapaści - przeciążenie linii przesyłowych w Niemczech doprowadziło do zablokowania sieci także w innych krajach. Miliony Europejczyków część nocy musiało spędzić bez ogrzewania i światła / ..../
Prąd Europie prawdopodobnie "wyłączył" niemiecki koncern E.ON, który potwierdził to w niedzielnym komunikacie. E.ON stwierdził, że do przeciążenia linii przesyłowych w północno-zachodnich Niemczech doszło pół godziny po wyłączeniu przez koncern linii najwyższego napięcia w Dolnej Saksonii nad rzeką Ems. Dzięki temu pod wyłączoną linią mógł bezpiecznie przepłynąć statek.

Siedzibą gazeta.pl jest Warszawa, a jak powszechnie wiadomo, warszawiak gdy orze, nie wie co to morze, dlatego też zabrakło informacji o tym, co to był za statek. A był to nowo zbudowany w Meyer Werft w Papenburgu wycieczkowiec Norwegian Pearl, należący do Norwegian Cruise Lines. Statek, którego stępkę położono 4. października 2005 roku, był holowany z mieszczącej się kilkadziesiąt kilometrów w głąb lądu stoczni na Morze Północne.

Meyer Werft w GoogleMaps
Stocznia Meyer Werft Papenburg w Google Maps (kliknij na obrazek)

Bardziej szczegółowo wypadek opisał Times Online.
O samym Norwegian Pearl brakuje jeszcze informacji, natomiast na stronie armatora można zapoznać się z siostrzaną jednostką - Norwegian Jewel.

Sprostowanie od Konrada Suchowerskiego:
Norwegian Pearl do godziny 20tej 6 listopada nie wyszedł ze stoczni, wobec czego artykuł w internetowym wydaniu The Times, na którym się oparłem, lekko rozmijał się z prawdą. A to taka wiarygodna gazeta i z tradycjami. No cóż, nie przyłączę się tutaj do chóru płaczek z kręgów rządowych, narzekających na łże dziennikarzy.

Edytowano : wtorek, 07 listopada, 2006 2:46.31

Diabeł z pudełka, królik z kapelusza

Opublikował Marcin, sobota, 04 listopada, 2006 16:04.02

Kolejne chińskie firmy wyskakują jak diabeł z pudełka. Scenariusz opanowany dokładnie. Informacja, zaproszenie, dojazd, rozmowa, lunch, obchód, rozmowa, zaproszenie na obiad, przeciągający się najczęściej do późnej nocy, pożegnanie, nocleg, rano następna firma lub powrót.
Czy ktoś się w tym orientuje? Czy ktoś zbiera informacje, o tych wszystkich firmach, powstających w różnych zapadłych dziurach, do których czasami ciężko dojechać, a które imponują rozmachem? Olbrzymie hale, maszyny, suwnice, dźwigi, spawarki, setki pracowników, biura, noclegownie dla pracowników ściągniętych z drugiego końca kraju - wszystko budowane w ciągu ostatnich kilku miesięcy, w ciągłej rozbudowie, przenosinach do większych warsztatów, instalacji większych dźwigów, budowaniu nowych hal, zatrudnianiu nowych pracowników, pozyskiwaniu nowych klientów, przerabianiu setek ton stali. Czy jest na całym świecie dosyć zleceń, żeby zapełnić chińskie warsztaty?
Na miejscu zawsze czeka facet w czarnej, bądź ciemnobrązowej koszulce polo z elastycznej dzianinki, typu 'Przecena w TESCO', czarnych spodniach z paskiem z błyszczącą klamrą i przytroczoną kaburką do telefonu komórkowego, mokasynkach oraz z pękiem kluczy przypiętych karabińczykiem do szlufki od spodni. Z wizytówki będzie wynikało, że jest President lub General Manager lub President General Manager. Nie mówi słowa po angielsku, pali najlepsze papierosy po 40RMB za paczkę, przy stole wszystkich nimi poczęstuje, wyciągając po jednym z pudełka i rzucając w kierunku gości.
Po spotkaniu zaprosi wszystkich na obiad, na który pojedzie swoim nowym Mercedesem, lub Audi A6L. Po obiedzie, lekko lub mocno wstawiony, wróci nim do domu.

Diabeł z pudełka

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:19.08
Opublikował Marcin, czwartek, 02 listopada, 2006 0:09.46

Golono, strzyżono?
Boleśnie banalne tłumaczenie, zupełnie nie oddające istoty godzinnego procesu, angażującego co najmniej dwie XiaoJie i fryzjera. Procesu obejmującego nieuniknione umycie głowy, absolutnie konieczny masaż głowy, karku oraz ramion, właściwe strzyżenie i modelowanie, obligatoryjne ponowne spłukanie włosów, w celu usunięcia obciętych końcówek oraz niezbędne suszenie włosów. Wszystko oczywiście dotyczy męskiej głowy.

Fryzjer w WaiGaoQuiao

Koszt całości na przedmieściach Szanghaju - poniżej 20RMB.

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:18.39

« października 2006 | Powrot na gore strony | grudnia 2006 »