« listopad 2006 | Strona główna | wrzesień 2006 »
wtorek, październik 31, 2006
I'm back in ChRL, You don't know how lucky you are
Zaimprowizowana palarnia w męskiej toalecie, naprzeciw Gate C19,
pełna Chińczyków. W powietrzu można powiesić siekierę. Preludium.
Powiadają
że w Szanghaju każdego poranka, po odsłonięciu zasłon, widać z okna coś
innego. Trochę w tym przesady, ale kilkumiesięczna nieobecność pozwala
dostrzec kilka nowych mostów, kilometry autostrad i całe osiedla,
których wcześniej nie było. Powiadają również, że był taki moment, w
którym w Szanghaju zużywano co dziesiątą tonę wyprodukowanego na świecie
betonu. W tym to już na pewno jest przesada, chociaż betoniarki spotyka
się tutaj znacznie częściej niż głupotę na Wiejskiej. Tempo, w którym to
wszystko przyrasta, budzi raczej zaniepokojenie niż podziw. Szanghaj
leży na bagnie, wystarczy wykopać dziurę głęboką na 2 metry i poczekać
kilka godzin, by wypełniła się do połowy wodą. Drenowaniem nikt się nie
przejmuje, beton leje się prosto w bagno. Może mają jakiś specjalny?
Człowiek i tak nie ma wpływu na to, czy mu się most na głowę nie zawali.
Taksówkarz,
zanim wyruszył spod lotniska, wdał się w krótką awanturę z porządkowym.
Doszło do drobnej wymiany słów przy pomocy rąk, brały w niej udział trzy
osoby. Nawet tutaj są jednak pewne trwałe wartości.
A
w kranach dalej ciecz, której u nas nie wlano by nawet do basenu. Trzeba
zamówić wodę mineralną.
sobota, październik 28, 2006
Módlmy się ...
Pełnomocnikiem zarządu Korporacji Polskie Stocznie do spraw tworzenia
oddziałów w Gdańsku i Szczecinie został 25 latek, którego
najpoważniejszym dotychczasowym doświadczeniem zawodowym jest stanowisko kierownika
ośrodka kolonijnego.
Jest ponadto założycielem i prezesem
fundacji Instytutu im. ks. Henryka Jankowskiego. Mimo nie ukończenia
studiów dziennych rozpoczął już studia podyplomowe, w utworzonej przez
o. Tadeusza Rydzyka Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej i Medialnej w
Toruniu.
Widać rząd doszedł do wniosku, iż polskim stoczniom pomóc już może jedynie modlitwa i dobre układy w niebie. Lub też, że ich sytuacja jest tak tragiczna, że wszystko jedno kto się tym będzie zajmował. W każdym bądź razie, pan niedoszły prawnik ma spore szanse przeprowadzić rzeczową dyskusję na temat problemów polskiego przemysłu stoczniowego z etnologiem prezesującym Stoczni Gdańskiej, lub tczewskim adwokatem, zarządzającym Stocznią Gdynia.
środa, październik 25, 2006
Nie zwalniają tempa
Nie widać końca dobrej passy stoczni koreańskich. W trzecim kwartale
bieżącego roku zdobyły zamówienia na 152 statki o łącznej wartości 12,4
mld USD. Całkowita wartość zamówień koreańskich stoczni osiągnęła
rekordową wartość 90,3 mld USD, co stanowi ponad 40% światowego portfela
zamówień i zapewni im pracę na blisko 4 lata. Wśród 10 największych
stoczni na świecie 7 to stocznie południowo-koreańskie.
Warto
pamiętać, że historia koreańskiego budownictwa okrętowego zaczęła się
tak naprawdę dopiero w 1972 roku, gdy powstał Hyundai Heavy Industries,
największa obecnie stocznia na świecie. W owym czasie przemysł
stoczniowy w Korei praktycznie nie istniał, kilka stoczni budowało
niewielkie statki. Hyundai pierwszy statek (tankowiec o nośności 260 000
ton) przekazał armatorowi w 1973 roku.
Stocznia Hyundai Heavy w Ulsan. Zdjecie:
Korean Times
Jedno pytanie w tym wszystkim nie daje mi spokoju: po której stronie w Korei stało ZOMO?
poniedziałek, październik 23, 2006
Jak odróżnić prezymiera od predenta?
No cóż ...
Bez dobrego przewodnika i dużej szklanki wódki
wydaje się to zbyt zawiłe i nieistotne. Dużej szklanki brandy właściwie.
Tak przynajmniej twierdzi The Economist.
Ostatnio w samolotach i na lotniskach można dostać jedynie prasę redagowaną przez dziennikarzy zupełnie niezorientowanych w sytuacji. I w dodatku pozostających w błogiej nieświadomości zagrożenia, jakie niesie wypisywanie takich głupot. Można się narazić panu Gosiewskiemu i zostać objętym śledztwem prowadzonym przez któregoś z niezależnych prokuratorów, których w Polsce ostatnio nie brakuje.
sobota, październik 21, 2006
Łeeeeeeeeeeeeej!! 10 tysięcy metrów nad ziemią
Na początku przyszłego roku Air France, jako pierwsza na świecie linia
lotnicza, rozpocznie testy systemu Mobile
OnAir, umożliwiającego korzystanie z telefonów komórkowych na
pokładzie samolotu. System będzie testowany przez 6 miesięcy na jednym
ze średniodystansowych Airbus-ów A318, eksploatowanym na wewnętrznych
trasach europejskich i w Afryce Płn. Podobne testy zamierzają
przeprowadzić w 2007 roku regionalny brytyjski przewoźnik BMI i
portugalskie linie lotnicze TAP. Ryanair zapewnia, że pod koniec 2007
roku udostępni możliwość korzystania z telefonów komórkowych na
pokładzie 50 z 200 swoich Boeing-ów 737. Pozostałe samoloty mają być
wyposażone w system telefonii komórkowej do końca 2008 roku.
Większość
z liczących się linii lotniczych podchodzi do tej nowinki z dużą
rezerwą. Niektóre z nich, jak np Lufthansa, Virgin, SAS, Japan Airlines
i Singapore Airlines, dopiero co niedawno zainstalowały na pokładach
swoich samolotów system dostępu do internetu Conexion,
stworzony przez Boeining-a, umożliwiający korzystanie z internetu w
długodystansowych przelotach za opłatą około 30USD. Boeing zdecydował
się jednak zlikwidować tą usługę z końcem 2006 roku, z powodu
rozczarowujących wyników finansowych przedsięwzięcia.
Mam wielką nadzieję, że cały ten pomysł z telefonią komórkową na
pokładach samolotów okaże się finansową klapą i nie dojdzie do jego
rozpowszechnienia. Loty, zwłaszcza długodystansowe, są wystarczająco
męczące same z siebie, wysłuchiwanie w ich trakcie dzwonków telefonów i
wrzasków ludzi usiłujących przekrzyczeć silniki samolotów zamieni je w
zupełny koszmar. Natomiast przeloty do Azji zamienią się w piekło.
Rozstanie się ze swoim telefonem komórkowym jest dla Chińczyka bądź
Koreańczyka jednym z bardziej traumatycznych przeżyć w życiu, wyłączenie
telefonu w samolocie jest testem silnej woli. Będą więc oni korzystać do
woli, chociażby po to by się pochwalić wszystkim że dzwonią z samolotu.
Ostatniej rzeczy której trzeba w samolocie, to dobiegającego ze
wszystkich stron głośnego Łeeeeeeeeeeej!!!
- tego jedynego w swoim rodzaju chińskiego Halo. Kto choć
raz był w Chinach, ten wie o czym mowa.
Źródło: Daily Times Pakistan
środa, październik 18, 2006
Ucieczka w tropik
Podczas zakończonych właśnie Dni Wietnamskich w Wielkiej Brytani konsorcjum Vinashin podpisało z brytyjskimi partnerami dwa kontrakty na budowę statków, o łącznej wartości 800 milionów USD. Kontrakty obejmują budowę 25 statków dla Graig Investment Ltd oraz, jak to niezbyt precyzyjnie opisano, budowę pływającego zbiornika ropy naftowej dla PetroVietnam. Ten drugi kontrakt, pomimo że docelowym odbiorcą jednostki jest wietnamski monopol paliwowy, podpisano z konsorcjum brytyjskich firm konsultingowych. Zarówno to, jak i wartość kontraktu (680 milionów USD) sugerują że może chodzić tutaj o statek typu FPSO. W cenie, którą zapłaci PetroVietnam, jest też zapewnie również zawarty transfer technologii budowy takich jednostek.
Osiem samochodowców, o pojemności 4500 aut każdy, zamierza zbudować w Wietnamie izraelski armator Ray Car Carriers Limited, niedoszły inwestor strategiczny Stoczni Gdynia i wciąż jeden z głównych jej akcjonariuszy. Dla gdyńskiej stoczni statki te były, zdaje się, gwoźdźmi do trumny. Ciekawe, czy Wietnamczykom się bardziej poszczęści? Całkowita wartość tego kontraktu oscyluje w okolicach 1 miliarda USD. Pierwszy statek ma być przekazany w sierpniu 2008 roku.
poniedziałek, październik 16, 2006
niedziela, październik 15, 2006
Barbara Ehrenreich, za grosze pracować i (nie) przeżyć
●●●○○○
Obraz Stanów Zjednoczonych wyłaniający się z tej książki może szokować.
Zwłaszcza poszukiwaczy raju na ziemi. Okazuje się, że można mieć legalną
pracę, na pełen etat i nie móc związać końca z końcem, nie mówiąc już o
opłaceniu ubezpieczenia społecznego Medicare. Nawet
mając białą skórę i mówiąc po angielsku. Jeśli ktoś pracujący w Tesco w
Polsce liczy że w Wal-Marcie w USA zarobi na dostatnie życie, to może
być w poważnym błędzie. Za dużo by umrzeć, za
mało by żyć, jak śpiewał Irek Dudek.
Książka
nie jest specjalnie porywająca, mimo wszystko warta przeczytania.
Chińczycy powinni wyzbyć się kompleksów, dystans pomiędzy nimi a Stanami
Zjednoczonymi zdaje się być mniejszy, niż się wszystkim wydawało.
Skala
koncentracji bogactwa jest w Stanach Zjednoczonych największa
spośród krajów rozwiniętych. Dyrektor generalny firmy zarabia tam
przeciętnie 300 krotnie więcej niż średnia pensja, jeszcze w 1970 roku
ten wskaźnik wynosił jedynie 30. Od 2000 roku klasa średnia i biedota
praktycznie nie korzystają ze wzrostu gospodarczego, ich dochody wzrosły
w tym okresie o około 1%. Za to dochody najbogatszego 1% Amerykanów
wzrosły z 8% (1980 rok) do 16% (2006) całkowitego dochodu populacji
Stanów Zjednoczonych. Mit kariery od pucybuta do milionera staje się
powoli już tylko mitem. Historia zatoczyła koło, podział dochodów w
społeczeństwie amerykańskim w roku 2006 jest dokładnie taki sam jak w
roku 1913.
Myślę, że gdyby przebadano pod tym względem chińską
gospodarkę wyniki mogłyby być podobne. Być może jest to jednak
najefektywniejszy model społeczny i system gospodarczy? Co może zrobić
szary obywatel, żeby to zmienić? Zapisać się, wraz z grupą pięciu osób,
do PiS-u?
sobota, październik 14, 2006
Dyktatura ciemniaków
Teoria ewolucji to kłamstwo - wiceminister edukacji Mirosław
Orzechowski w wywiadzie dla Gazety
Wyborczej.
Co pan opowiada!? W benzynie nie ma VAT-u! Jest
akcyza! - Roman Giertych w programie Co z tą Polską?
Nie
znajduje ona [teoria ewolucji] poparcia w obserwacji -
eurodeputowany Maciej Giertych.
Z wdzięcznością za bardzo miły
pobyt i znakomity!!! obiat z nadzieją na kolejne wizyty
- premier Jarosław Kaczyński w księdze
pamiątkowej.
Proszem paniom - Premysław Gosiewski w
rozmowie z każdą dziennikarką.
Bo my mamy mnóstwo
wolnych stanowisk - Adam Lipiński, wiadomo kiedy i gdzie.
...
pani prof. Janina Wedel - odczytam po polsku nazwisko .... Jane Wedel,
ale .... Janina Wedel - pisze się po polsku, to tak czytam. -
poseł Waldemar Nowakowski podczas obrad Bankowej Komisji Śledczej
(chodziło o profesor Janine Wedel).
Nie jest ważne, by
ludziom żyło się dostatnio, lecz byśmy osiągnęli zbawienie wieczne
- poseł Artur Zawisza, nie istotne przy jakiej okazji.
Wy ze
mnie alfy i omegi nie róbcie, ja znam tylko konkrety ogólne
- Andrzej Lepper dla Super Expresu.
Brak dowodu, to poważna
przesłanka, że taki dowód istnieje - Jacek Kurski w
programie Teraz My.
Kiedy nie ma się do zaoferowania głębokiej
wiedzy, to się ma do zaoferowania atrakcje (sic!) - Zbigniew
Wassermann dla Programu III Polskiego Radia.
Ci, którzy mają
doświadczenie, niestety są z układu… - prezes
Jarosław Kaczyński dla Rzeczpospolitej.
...
Pytanie pomocnicze: Oceń możliwość budowy w Polsce nowoczesnej, opartej na wiedzy, gospodarki, a nie rezerwuaru taniej siły roboczej.
...
Nigdy więcej nie można już rozmawiać z ludźmi o marnej reputacji
- premier Jarosław Kaczyński przed ponownym nawiązaniem koalicji z
Samoobroną.
Dobrze to jest polish good - prezydent Lech
Kaczyński podczas wizyty w Izraelu.
środa, październik 11, 2006
O prenumeratach elektronicznych rzecz to
Przepuszczałem kiedyś straszne pieniądze na gazety i magazyny. Prasa
codzienna dzień w dzień, ulubiony magazyn motoryzacyjny, dwa
komputerowe, coś tam o militariach, magazyn dla mężczyzn, opiniotwórcze
tygodniki. Zacząłem się trochę ograniczać, gdy skontastowałem że
wystarcza mi jedynie czasu aby część z nich przekartkować i że
zarzuciłem zupełnie czytanie książek. Ale brak prasy to zawsze była
jedna z większych niedogodności długich wyjazdów.
Na
obczyźnie codzienną prasę od biedy może zastapić portal Gazeta.pl, który,
w przeciwieństwie do na przykład Rzeczypospolitej,
publikuje wszystkie teksty jakie ukazują się w papierowym wydaniu Gazety
Wyborczej i większość z dodatków (swoją drogą, ciekawe jak długo jeszcze
to wszystko będzie dostępne za darmo).
Z magazynami
natomiast był początkowo kłopot. Ale gdzieś na początku 2005 roku (byłem
wtedy akurat w Chinach) Axel
Springer Polska uruchomił prenumeratę elektroniczną, między innymi Newsweeka.
To już było coś, chociaż specjalnie nigdy nie przepadałem za Newsweekiem,
ze względu na pewną ogólnikowość tego tygodnika. Poruszają mnóstwo
tematów, w żaden się specjalnie nie zagłębiając. No ale na bezrybiu i Newsweek
rybą. To były złote czasy, wszystko przychodziło w zupełnie
niezabezpieczonych pdf-ach, które można było drukować i kopiować a do
czytania wystarczał zwykły Acrobat Reader, bez żadnych nakładek. Ale to
co dobre nie może trwać wiecznie, także gdzieś na początku 2006 roku
wprowadzono zabezpieczenia. Konieczne było zainstalowanie czytnika
e-wydań, który to gryzł się jakoś z moim systemem operacyjnym. Jako że
moja prenumerata akurat się kończyła, poza tym wracałem właśnie do
kraju, więc już nigdy jej nie przedłużyłem.
Ale w tym czasie działał już Netpress, wykorzystujący system ZinioReader, który to, jak rozumiem, pretenduje do roli standardu w elektronicznej dystrybucji czasopism. Oferta na samym początku była dosyć biedna, teraz jest już lepiej. Można między innymi prenumerować Politykę, co mnie cieszy niezmiernie. Sam ZinioReader działa raczej bezproblemowo. Irytujące jest totalne zabezpieczenie przed drukowaniem, nie można nawet zrobić zrzutu ekranu kombinacją klawiszy Ctrl+PrtSc. Natomiast można przeglądać wydania offline, co szczególnie istotne może być dla ludzi spędzających dużo czasu w podróży. Nie wszędzie jest dostępny internet, czasami gdy jest to potrafi kosztować więcej niż magazyn który chciałoby się przeczytać.
Zupełną nowością dla mnie jest natomiast e-Kiosk. Nie wiem od kiedy działa ten system, wygląda że od niedawna, w ofercie mają jak na razie tylko kilka tytułów. Korzystają z własnego czytnika o nazwie e-Kiosk Reader. Ponieważ mają dwa interesujące mnie tytuły, które zwykle czytałem w wydaniu papierowym, zdecydowałem się dać im szansę. W założeniach wszystko działa bardzo podobnie do ZinioReader-a, różnica polega na tym że nie można przeglądać zawartości offline. Wygląda również na to, że całość zrobiona jest w mniejszej rozdzielczości niż w przypadku Netpress-u, co widać szczególnie wyraźnie podczas przeglądania ilustracji. Ale za to można drukować, co pozwala w razie potrzeby względnie łatwo przekształcić zawartość do niezabezpieczonego niczym formatu PDF, na przykład za pomocą bezpłatnego CutePDF-a. Ale na pewno zdecydowanie przesadzają z cenami - elektroniczne wydania u nich kosztują prawie dokładnie tyle samo co papierowe.
Czytanie elektronicznych wydań nie jest nawet w części tak przyjemne jak papierowych, ale dla 'emigrantów' nie ma jak na razie innej alternatywy. Pozostaje mieć nadzieję na szybkie wdrożenie elektronicznego papieru.
poniedziałek, październik 09, 2006
Your travel itinerary
Tak się zaczyna odliczanie do wyjazdu do Chin. Znowu jest trochę spraw
niemożliwych do załatwienia za pomocą emaila i telefonu, jak to jest w
zwyczaju w Europie. Trzeba się spotkać i zjeść obiad, przedyskutować,
przemyśleć i spotkać się jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze raz. I
niczego nie załatwić.
Lotniczy bilet marynarski (seaman
ticket), właściwie nieznany poza kręgiem goniących statki marynarzy
i surveyorów, pozwala zabrać 40kg bagażu. To przydaje się szczególnie w
locie powrotnym z Chin.
Mam się przygotować na dłuższy pobyt. Kilka tygodni, jak się nic nie zmieni. Tego nikt nie wie, sytuacja w pracy jest jak zwykle niestabilna, harmonogram się powoli, lecz systematycznie, obsuwa. To właściwie bez różnicy, czy na dwa tygodnie, czy na dwa miesiące. Może będę potrzebował więcej książek. Empetrójek na pewno wystarczy.
czwartek, październik 05, 2006
Jakoś przepchniemy
Wszystko się rozpieprzyło po zaledwie 300 metrach. Dokładnie naprzeciw
zakładu w którym pracowaliśmy. Po prostu pech. Ten sam pech, który
prześladuje kierowców 20 tonowych ciężarówek wożących 40 ton ładunku.
Zawsze w końcu coś pęknie, coś się popsuje. Ale właściwie bez wyraźnej
przyczyny, pech po prostu. Przecież ładunek się zmieścił na pace, to
znaczy że ciężarówka była wystarczająco duża.
Ci
od rury i tak byli bardzo przewidujący, dospawali do platformy chyba
każdy kawałek złomu, jaki tylko mogli znaleźć. Widać nie mieli
wystarczająco dużo. Ale u nas złomu był dostatek. Naprędce zorganizowana
grupa naprawcza dospawała do platformy jeszcze kilkaset kilogramów
odpadów stalowych.
Rano już ich nie było. Jakoś przepchali. Jak
zwykle.
poniedziałek, październik 02, 2006
Najgłębszy koncert
Dokładnie 10 lat temu, 1 października 1996 roku, platforma wiertnicza Troll
A rozpoczęła wydobycie gazu na polu Sleipner East na Morzu Północnym.
Troll
A to jak na razie największa konstrukcja zbudowana i przemieszczona
kiedykolwiek przez człowieka. Jej całkowita wysokość to 472 metry,
całkowita masa konstrukcji to 1.2 miliona ton. Budowa platformy trwała 4
lata, przeprowadzono ją w większości w norweskim fiordzie Vats.
Następnie platformę przeholowano 230 km na docelowe miejsce i zatopiono
na głębokości ponad 300 metrów.
Dla uczczenia 10 lecia eksploatacji platformy Katie Melua wykona dzisiaj
najgłębszy koncert na świecie. Koncert odbędzie się w jednej z nóg
platformy, na głębokości 303 metrów.
Nic mi
niestety nie wiadomo w jaki sposób rozprowadzano bilety na ten koncert.
Aby wykazać się chociaż raz patriotyzmem wyrażę przypuszczenie, będące
jednakowoż jedynie skrótem myślowym, że zaproszeni
zostali jedynie członkowie układu.
Więcej zdjęć Troll-a A można znaleźć tutaj.
Krótka
notatka o budowie platformy jest dostępna na niemieckiej
wikipedii.





