« październik 2006 | Strona główna | sierpień 2006 »
sobota, wrzesień 30, 2006
Genesis 2009
Powoli zaczynają być ujawniane szczegóły na temat nowego wycieczkowca,
zamówionego w Aker Kværner przez Royal
Caribbean Cruise Lines. Kontrakt na budowę wycieczkowca, warty około
1 miliarda dolarów, z opcją na jeszcze jeden statek, uprawomocnił się w
lutym bieżącego roku.
Statek, oznaczony jak na razie
kryptonimem Project Genesis, ma być zdecydowanie największym
wycieczkowcem jaki dotychczas zbudowano. Pod względem pojemności
rejestrowej brutto ma być o 43% większy od największej dotychczas
pływającej jednostki - Freedom
of the Seas. Genesis będzie przerażająco wielkim kolosem, o
długości 360 metrów, szerokości 47 metrów i wysokości od stępki do topu
masztu 73 metry. Armator podaje, że na statku znajdzie się miejsce dla
5400 pasażerów, aczkolwiek liczbę tę można uznać za mocno zaniżoną.
Operatorzy jak ognia unikają podawania rzeczywistej liczy koi na statku,
żeby potencjalni klienci nie zaczęli się zastanawiać, czy na pewno chcą
spędzić swój, szalenie w końcu drogi, urlop w takim tłumie. W tym
wypadku można przyjąć że Genesis będzie
mógł prawdopodobnie przyjąć na pokład około 7 tysięcy pasażerów.
W tym tygodniu Wärtsilä poinformowała o zdobyciu kontraktu na dostawę silników głównych statku. Genesis napędzany będzie sześcioma średnio obrotowymi silnikami diesla typoszeregu Wärtsilä 46, które będą stanowić elektrownię statku. Całkowita moc siłowni nie została oczywiście ujawniona. Jak większość nowych statków wycieczkowych Genesis będzie miał napęd typu diesel-electric, co oznacza że śruby napędowe, umieszczone w obrotowych gondolach, napędzane będą silnikami elektrycznymi.
Obrazek: AkerKværner
Według szacunków stoczni projekt zapewni zatrudnienie na 5800 osobo/lat, co stanowi, bagatela, jakieś 10 milionów roboczogodzin. Oznacza to też że, statystycznie rzecz biorąc, od dnia podpisania kontraktu do planowanego dnia przekazania jednostki armatorowi (jesień 2009) w projekt musi być zaangażowane dzień w dzień około 1500 osób.
No cóż, przed fińskimi inżynierami jest zapewne jeszcze całe morze problemów do rozwiązania, o istnieniu których gdańscy stoczniowcy, zajęci wiecowaniem i walką z kurią krakowską o nadanie stoczni imienia Jana Pawła II, zapewne nie mają pojęcia.
Sam fenomen wycieczkowców i ich popularności jest dla mnie mocno
niezrozumiały. Zdarzyło mi się być zamieszanym w budowę kilku statków
tego typu w niemieckiej stoczni Meyer
Werft w Papenburgu. Sama jednostka robi oczywiście niesamowite
wrażenie, logistycznie jest to przedsięwzięcie bardziej skomplikowane
niż budowa promu kosmicznego. Ale zakwaterowanie, z wyjątkiem
najdroższych kabin, nie jest specjalnie zachwycające. Jest jak w
średniej klasy hotelu, tylko uciec nie ma dokąd. Wyobrażam też sobie, że
pomimo wielkości tych olbrzymów, na wszystkich pokładach i promenadach
musi panować straszny tłok, a nie jest to coś, za czym specjalnie
przepadam.
Mimo wszystko ludzie chcą pływać na takich statkach i
dlatego też do 2009 roku ma zostać zbudowanych 29 nowych wycieczkowców,
o łącznej wartości 16,5 miliarda USD. W tej branży liczą się w chwili
obecnej jedynie trzy stocznie na świecie: największy, po niedawnym
przejęciu od Alstomu stoczni Chantiers de l'Atlantique (słynnej z
wybudowania Queen Mary 2) Aker Kværner, włoski państwowy koncern
stoczniowy Fincantieri
oraz prywatna niemiecka stocznia Meyer Werft. Wycieczkowce to też
ostatnie pole w przemyśle stoczniowym, w którym Europejczycy nie oddali
pola Azjatom. Jak do tej pory tylko Mitsubishi Heavy Industries porwało
się na budowę tego typu jednostki, próbując dostarczyć dwa statki dla
Princess Cruises. Ale po katastrofie, jakim okazała się być budowa
pierwszego z nich (na skutek problemów technicznych i pożaru pod koniec
budowy statek przekazano armatorowi prawie rok po terminie), na razie
nikt więcej nie próbował.
Zmieniono: niedziela, październik 01, 2006 4:19 PM
Kategorie: Gra w statki
|
środa, wrzesień 27, 2006
Czfarta RP z kurwikiem w oku
Hymn Prawa i Sprawiedliwości byłby zdecydowanie bardziej nośny, gdyby słowa napisał jeden z najporządniejszych ludzi Prawa i Sprawiedliwości, Adam Lipiński (to opinia niezależnego publicysty Igora Janke).
to żaden problem,
bo my mamy mnóstwo wolnych stanowisk,
znaczy
mnóstwo,
to nie ma żadnego problemu z tym,
bo są różne
możliwości,
to jest moja jedna rozmowa z prezesem,
rozmawiałem
dzisiaj z ministrem na ten temat,
można Sejm obciążyć tymi
pieniędzmi,
Siła oddziaływania takiej pieśni byłaby porażająca, zwłaszcza gdyby udało by się napisać dobrą muzykę. Na przykład coś podobnego do Money, Money, Money ABBY. Natychmiast skończyłyby się braki kadrowe i problem nadmiaru wolnych stanowisk. Najtęższe umysły waliłyby, z powodów ideowych oczywiście, zapisywać się do Prawa i Sprawiedliwości. Dotychczasową, pewną taką, nieśmiałość obywateli można tłumaczyć niewiedzą, ludzie nie wiedzieli na czym ma polegać rewolucja moralna prowadząca do budowy IVRP. Ale teraz już wiedzą, awangarda narodu wkrótce dołączy do rewolucji. Póki jeszcze są stanowiska, bo dla wszystkich jak zwykle nie wystarczy. Można domniemywać, że byli członkowie PZPR/SLD również chętnie zakupiliby różańce i dołączyli równym, wyćwiczonym na pochodach krokiem. Mogliby stworzyć frakcję, pod przywództwem zasłużonego budowniczego PRL, ministra Wojciecha Jasińskiego.
A ja z niecierpliwością czekam na komentarze 'niezależnych' publicystów, zwłaszcza tych którzy zdążyli już zakosztować pieniędzy z abonamentu RTV, lub mają zamiar to zrobić w najbliższym czasie. Naprawdę będą musieli się nieźle intelektualnie pogimnastykować, żeby odwrócić kota ogonem. Ale to dobrze dla nich i dla nas, takie intelektualne łamigłówki utrzymują umysł w dobrej kondycji, pomimo upływu lat. Będą więc mogli raczyć nas swoimi 'niezależnymi' komentarzami przez wiele lat ....
Etiuda
Polskie Porty Lotnicze powinny wprowadzić specjalną ofertę dla osób
bojących się latać. Za dodatkową opłatą pasażerów dowolnych linii
lotniczych odprawiano by na terminalu Etiuda, w godzinach największego
natężenia ruchu.
Po ustawieniu się w kolejce kończącej się
na zewnątrz terminalu, doczekaniu odprawy, ustawieniu się w kolejce do
kontroli a następnie wystaniu czasu do odlotu samolotu w hali, gdzie nie
ma gdzie usiąść, człowiek o niczym innym nie marzy, tylko o znalezieniu
się w samolocie. Nawet gdyby miałby to być An-24.
poniedziałek, wrzesień 25, 2006
Pokłosie innej katastrofy
Po 30 miesiącach podróży, 12 września 1745 roku, Götheborg, statek
szwedzkiej Kompanii Wchodnioindyjskiej, znajduje się u wejścia do
macierzystego portu. Statek wyładowany po brzegi rok wcześniej w
Kantonie porcelaną, herbatą, jedwabiem i przyprawami. Pomimo obecności
pilota na pokładzie, na oczach licznie zgromadzonej gawiedzi, statek
wchodzi na znaną wszystkim skałę, znajdującą się w środku toru wodnego i
tonie wraz z całym ładunkiem.
Dzięki bliskości lądu i
obecności wielu małych łodzi, towarzyszących Götheborgowi przy wejściu
do portu, wszystkich członków załogi udało się uratować. Później udało
się także wydobyć większość z cennego ładunku. Przyczyn katastrofy nigdy
nie wyjaśniono, a Götheborg przeleżał na dnie zapomniany przez ponad 240
lat.
Odkryty w 1985 roku przez nurków, został objęty badaniami archeologicznymi. A w jakiejś szalonej głowie wykluł się pomysł zbudowania repliki statku i pożeglowania szlakiem, uczęszczanym drzewiej przez statki szwedzkiej kompanii, do Chin. Znaleźli się też równie szaleni sponsorzy i w 1995 roku, w stoczni Terra Nova w Göteborgu, położono stępkę.
The Swedish Ship Götheborg wyruszył w swoją podróż do Chin 2 października 2005 roku. Do Guangzhou (Kantonu) dotarł 21 lipca 2006, a od 29 sierpnia cumuje w Szanghaju. Wyjście z Szanghaju w podróż powrotną planowane jest na 17 listopada 2006.
Zdjęcie: strona internetowa Svenska Ostindiska Companiet
AB
Więcej o całym projekcie można dowiedzieć się tutaj i tutaj.
czwartek, wrzesień 21, 2006
Raport mniejszości
Szwedzka niezależna instytucja Swed-Watch,
monitorująca sposób prowadzenia interesów przez szwedzkich
przedsiębiorców w krajach rozwijających się, opublikowała raport,
atakujący dwóch szwedzkich armatorów, którzy zlecili budowę kilkunastu
statków w dwóch stoczniach w Szanghaju.
Raport stwierdza,
że pracownicy zatrudnieni w stoczniach na kontraktach czasowych nie są
traktowani właściwie. Nie przygotowano dla nich przyzwoitego zaplecza
socjalnego, zastrzeżenia inspektorów Swed-Watch wzbudziły też
rusztowania i stosowane środki BHP.
Nie wydaje się by Swed-Watch
uważało Polskę za kraj rozwijający się, w każdym razie raportów na temat
Polski nie ma. A może szkoda, bo z moich doświadczeń wynika, że zaplecze
socjalne dla ludzi zatrudnionych na etatach w niektórych polskich
zakładach (na przykład funkcjonujących na terenie dawnej Stoczni
Gdańskiej) bywa czasami zdecydowanie gorsze niż w Chinach. Szatnie i
prysznice w spleśniałych kanciapach z płyty pilśniowej ostatni remont
przechodziły za wczesnego Gomułki. Co do środków BHP to Polaków czasami
charakteryzuje podobna beztroska jak Chińczyków. W miejscach w których
pracowałem, zarówno w Polsce jak i w Chinach, większość osobistych
środków ochrony BHP była zazwyczaj dostępna, mimo tego wiele osób ich
nie stosowało.
W każdym razie raport Swed-Watch opowiada o
drobiazgach, które w porównaniu z tym jak bywają traktowani pracownicy w
niektórych firmach w Chinach, są naprawdę śmieszne. Sama obecność białych
inspektorów wymusza zdecydowaną poprawę standardów bezpieczeństwa, biali
są kapryśni. Nie chcą, na przykład, wchodzić na bambusowe rusztowania.
Może z powodu wagi, statystyczny biały inspektor jest
co najmniej trzy razy cięższy od chińskiego robotnika.
Zdjęcie: Edward
Burtynsky
środa, wrzesień 13, 2006
Dobry plan
Nocym pociągiem do Krakowa, potem czymkolwiek do Zakopanego. Obowiązkowy
posiłek w barze naprzeciw dworca PKS. Potem mikrobus do doliny
Chochołowskiej i dalej już improwizacja na piechotę. Zakończenie
improwizacji nie wcześniej niż w następny wtorek.
Godzinę
ZERO wyznaczono na dzisiaj.
Artures Zawirot
Najazd polskich stoczniowców na Skandynawię ułatwił trochę poruszanie
się po lotniskach.
Zawsze się trafi jakiś archetyp prawdziwego
Polaka. Wąsaty mężczyzna wskaże bramkę na lotnisku, z której odleci
samolot do Polski. Mężczyzna lekko pijany perspektywą bliskiego
spotkania z rodziną i alkoholem, hałaśliwy, mający swoje zdanie na każdy
temat, mimo że świata nie widzi spoza okularów spawalniczych. W dyskusji
zapalczywy, na pewno się z tobą nie zgodzi, mimo że nie wie o czym
mówisz. Nie rozumie również dlaczego musiał wyjechać i dlaczego w Polsce
nie zapłacą mu tyle samo co w Norwegii. Ale nie jest to dla niego powód
do zadumy. Dobrze się czuje w swoim umysłowym zaścianku.
Gatunek
na wymarciu. Szeroki świat zmienia ludzi. Koegzystencja z innymi nacjami
otwiera oczy, uczy tolerancji i pokory. Niedługo znowu będzie trzeba
polegać jedynie na informacjach z lotniskowych monitorów. I wcale nie
dlatego że Polacy przestaną pracować na północy Europy.
Pojedyncze egzemplarze funkcjonują jeszcze w różnych intelektualnych skansenach, okopane na pozycjach obronnych wobec świata, podejrzliwie zerkając na obcych. Zwłaszcza tych potrafiących mówić i czytać w niezrozumiałych językach, ludzi, którzy wykreowali świat, który wąsatych odeśle do lamusa. Bronią się wierzgając, gryząc i kopiąc poniżej pasa. Prowadzą śledztwa, próbując odkryć dlaczego świat stał się niezrozumiały i czyja to wina. Ale odpowiedź jest poza granicą ich możliwości pojęcia. Dlatego spektakl będzie trwał.
niedziela, wrzesień 10, 2006
Aby do przodu ...
Barnard ucieczkę do przodu miał opanowaną do perfekcji. Rozwiązaniem
wszystkich problemów miały być dalsze inwestycje – kolejna maszyna do
cięcia, następna suwnica, więcej półautomatów spawalniczych, następna
hala i kolejny zakład. Nigdy nie przyjął do wiadomości, że nie rozwiąże
w ten sposób żadnego problemu gnębiącego firmę w której powierzono mu
stanowisko dyrektora – fatalnej jakości, niedotrzymanych terminów,
beznadziejnej organizacji produkcji. Nikt tam nie był w stanie
skonstruować wiarygodnego harmonogramu, wreszcie zacząłem je robić sam,
gnębiony nieustającymi pytaniami z centrali o terminy dostaw. Nasi
chińscy przyjaciele zawsze twierdzili że dostarczą na czas, nawet gdy
tydzień przed terminem wszystko było jeszcze w zupełnej rozsypce. Myśmy
egzekwowali kary za opóźnienia, oni inwestowali dalej. Ale miarka się
przebrała, inwestycje nie skutkowały obiecanymi efektami i cierpliwość
właściciela firmy się skończyła. Barnard stracił pracę.
Odnalazł
się bardzo szybko w Zhangjiagang, dwieście kilometrów od Szanghaju.
Znalazł inwestorów, którzy zdecydowali się powierzyć mu misję budowania
nowej firmy i znów zrobili go dyrektorem. Jego nowa firma jest znacznie
większa, niż ta w której go poznałem. Zaprojektowany z rozmachem
warsztat wybudowano, w większości dzięki kredytom bankowym, w kilka
miesięcy na zupełnym odludziu. Oprowadzał mnie z dumą po zakładzie i
pokazywał plany dalszej rozbudowy, która podwoi możliwości produkcyjne.
Moim
zdaniem to nie ma szans na siebie zarobić, ale mówienie mu tego nie
miało sensu. Realizm w dalszym ciągu nie jest jego mocną stroną.
Spirala inwestycji w chińskim przemyśle okrętowym zdaje się rozkręcać bez końca. Łączne moce produkcyjne istniejących stoczni, stoczni w budowie i stoczni planowanych sięgają 40 mln DWT, co stanowi 80% obecnego rocznego zapotrzebowania na statki. Spadające od drugiej połowy 2005 roku, z powodu rosnącej konkurencji między stoczniami, ceny statków, rosnąca presja na umocnienie chińskiej waluty i wysokie ceny stali obarczają te wszystkie inwestycje wielkim ryzykiem. Wszyscy stosują tą samą metodę ucieczki do przodu – wybudować jak najwięcej zakładów, zanim rząd odgórnie wprowadzi ograniczenia. Istniejącym już firmom państwo nie pozwoli upaść i jakoś to będzie.
Barnard zadzwonił do mnie 2 tygodnie temu. Rozbudowa zakładu już trwa, zdołał wykupić ziemię od rolników sąsiadujących z jego zakładem. Z innych źródeł wiem, że zysków wciąż nie ma. Ale jakoś na pewno będzie ....
Zmieniono: niedziela, wrzesień 10, 2006 9:15 PM
Kategorie: Chiny, Gra w statki
|
czwartek, wrzesień 07, 2006
Dziewicza podróż Emmy Mærsk
Pierwszym portem który odwiedzi Emma Mærsk, w swojej dziewiczej podróży,
będzie Göteborg. Planowany termin to 14 września 2006 roku. Następnie
statek zawinie do Bremerhaven (18.09) i Roterdamu (20.09). Okazja dla
shiploverów żeby zrobić zdjęcia największego kontenerowca na świecie.
Na
konferencji prasowej w Kopenhadze ujawniono niektóre dane statku,
pozostawiając jednak pojemność statku niewiadomą. Niemniej jednak, na
podstawie dostępnych danych na temat wymiarów i nośności statku (156907
DWT), szacowana jest ona zgodnie przez ekspertów na co najmniej
14500TEU. Jest to zdecydowanie więcej niż podawała stocznia Odense we
wcześniejszych komunikatach (11500TEU). Statek ma długość całkowitą
397,7 metra, szerokość 56,4 metra i zanurzenie 15,5 metra. Dzięki
największemu wyprodukowanemu dotychczas silnikowi wysokoprężnemu, 14
cylindrowemu Wartsilla Flex o mocy 109 000 KM, ma rozwijać prędkość co
najmniej 25,5 węzła.
Stocznia w Odense ma w sumie dostarczyć 8 statków tego typu. Większych niż ten kontenerowców nie zobaczymy raczej na pewno przed 2010 rokiem, z uwagi na to że wszystkie stocznie na świecie są w pełni obciążone pracą. Nawet gdyby ktoś chciał złożyć zamówienie na taki statek, to po prostu nie będzie miał gdzie. Niewykluczone jest, że w ogóle nie powstaną dużo większe kontenerowce, nie ma właściwie portów mogących obsłużyć większe statki.
Jak sobie wyobrazić tak wielki statek? Dość powiedzieć, że można by na niego załadować premiera wraz ze wszystkimi członkami Rady Ministrów, prezydenta wraz z kancelarią o budżecie większym niż budżet kancelarii prezydenta Francji, wszystkich posłów i senatorów razem z wąsatym przewodniczącym komisji śledczej i marszałkiem absolwentem Europejskiej Akademii Psychologii Integracyjnej, redaktora nazistowskiej gazety z zarządu telewizji publicznej wraz z szefem i programem Warto rozmawiać, bezstronnych i obiektywnych profesjonalistów z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, pracowników hurtowni cukierków awansowanych do zarządu radia publicznego, Państwowy Zasób Kadrowy, miłośnika jacuzzi, tanie państwo, niezależnych publicystów żyjących z abonamentu RTV, polityków blogerów, niezależnych prokuratorów wypełniających polecenia władzy zanim zostaną wydane, Polski Związek Piłki Nożnej, krajowy zarząd SKOK-ów, zblokowane listy wyborcze, etnologa prezesa stoczni z właściwą legitymacją, każdego w osobny kontener i wyekspediować to całe towarzystwo w świat z prędkością 50 kilometrów na godzinę.
Naprawdę wielki statek.
poniedziałek, wrzesień 04, 2006
Lost
Za dwa dni, 6 września, amerykańska premiera drugiego sezonu serialu Lost w wydaniu DVD. Za przyjemność posiadania tego zakręconego filmu Amazon.com liczy sobie 43,90$.Natomiast w Szanghaju trzeba się nieźle nachodzić, żeby znaleźć ten film, wydany ponad 6 tygodni temu. Co ciekawe, chińska edycja wydana jest na 8 DVD (amerykańska na 7). Wersja pudełkowa kosztuje równowartość 10$, wersję 'kopertową', bez pudełka, można mieć już za 8$.
Zamówień nie przyjmuję.
sobota, wrzesień 02, 2006
Budowniczowie IV Rzeczypospolitej
Więcej o nowych polskich elitach, o dwóch posłach domagających się odebrania orderu Orła Białego Jackowi Kuroniowi, można przeczytać tutaj.
Po przeczytaniu skróty myślowe same cisną się na usta.
piątek, wrzesień 01, 2006
IV Rzeczpospolita Sp z o o
Zawsze twierdziłem, będąc o tym szczerze przekonany, że zmiany na gorsze
są łatwe do przeprowadzenia. Obserwacja procesu budowy IV
Rzeczpospolitej uświadomiła mi w jak poważnym byłem błędzie.
Okazuje
się że armia karnych prościuchów, wybitnych specjalistów od
synchronicznego podnoszenia dłoni i naciskania guzika, opłacanych
sowicie z budżetu państwa, ma poważne problemy z popsuciem systemu,
który i tak dobrze nie działał.
Ale pojawiają się
pierwsze jaskółki nowego ładu, Prawa i Sprawiedliwości. Oto minister
koordynator służb specjalnych wygrał proces o zniesławienie z 75 letnią
emerytką, która została skazana na 1000 złotych grzywny i pokrycie
kosztów procesu sądowego. Buńczuczna emerytka, zapewne przedstawicielka
łże elity, nie zamierza się poddawać i zapowiedziała już że nie
podporządkuje się sądowemu wyrokowi.
Stanowi to oczywiste zagrożenie dla porządku prawnego panującego w Polsce, nierespektowanie przez obywateli wyroków sądowych korzystnych dla władzy stawia pod znakiem zapytania sens startowania w wyborach i podważa fundamenty ustroju. Sprawa powinna stanąć na najbliższej Radzie Ministrów, zastosowanie środków bezpośredniego przymusu, będących w dyspozycji ministra Dorna, jest w tej sytuacji zupełnie oczywiste.





