« wrzesień 2007 | Strona główna | lipiec 2007 »
piątek, sierpień 31, 2007
Terkot wysokoprężny
Dwu cylindrowy wysokoprężny silnik o charakterystycznym dźwięku. Kiedyś,
być może, jedyny silnik dostępny w Chinach. Montowany dosłownie we
wszystkim i wszędzie. Niezależnie od zastosowania, zazwyczaj w niezbyt
skomplikowanej konfiguracji i bez jakiejkolwiek obudowy. Napęd
przenoszony zawsze za pomocą pasów klinowych. Całość się kręci na
widoku, zapraszając wręcz do ucinania dłoni, nóg, czy co tam tylko
będziemy chcieli podstawić. Układ chłodzenia otwarty, ze swobodnie
parującą cieczą, której poziom należy co jakiś czas uzupełniać. Wydaje
się pracować na wszystkim, od mazutu po olej roślinny.
Musiała
w tym być jakaś głęboka myśl Wielkiego Sternika. Zastosowanie jednego
silnika, do napędu wszystkiego i wszędzie, znakomicie upraszczało
logistykę. Zwłaszcza, że do naprawy wystarczy zapewne jeden klucz,
młotek i być może wkrętak. Nie wiem ile milionów sztuk wyprodukowano,
ani czy jeszcze jest w produkcji. Ale tego co jest wystarczy, by być
przekonanym, że ta konstrukcja nie zejdzie szybko ze sceny. Jest to
wprost idealny silnik do stosowania na chińskiej prowincji, gdzie
obsługa czegokolwiek bardziej skomplikowanego, byłaby po prostu
niemożliwa. Ze względu na brak narzędzi a przede wszystkim braku
jakiejkolwiek kultury technicznej.
Terkot znalazł też szerokie
zastosowanie w chińskiej żegludze rzecznej (o oceanicznej nie wiem).
Napędza różnego rodzaju windy kotwiczne, generatory prądu, pompy, itp.
Moje zdziwienie wzbudziły dopiero całkiem spore barki, w których
zastosowano terkoty jako napęd główny. Na mniejszych widać instalowane
bezpośrednio na pokładzie 3 terkoty w rzędzie, na większych 4. Dźwięk,
jaki wydają trzy bądź cztery terkoty pracujące razem jest
niepowtarzalny. Niestety, nie miałem okazji zwiedzić nigdy takiej barki,
więc nie wiem jak tam rozwiązano przeniesienie napędu z 3 silników na
jedną (tak to przynajmniej wygląda) śrubę. Być może jest to jakiś
skomplikowany układ dziesiątków pasków klinowych, kół pasowych, itp.
Człowiek pracujący na takim sprzęcie musi mieć nerwy ze stali, głównie z
uwagi na wzajemne położenie dźwigni zmiany biegów i przekładni pasowej,
przenoszącej napęd z silnika na skrzynie biegów. Jestem przekonany, że
gdybym sam tym kierował, to za którymś razem dłoń by mi się omsknęła i
trafiła dokładnie w koło zamachowe silnika, bądź w przekładnie pasową.
Bałbym się chyba również, że po jakimś czasie któryś z tych pasków
klinowych strzeli i mnie pochlasta. Ale tutaj takie wypadki kwalifikuje
się jako pech, bądź siłę wyższą. Fotografowany egzemplarz nie ma za sobą
takiego zdarzenia, krwi na nim nie widać. Jakby była, to by i tak nikomu
nie przeszkadzała, czyszczenie to strata czasu, być może za tydzień
znowu ktoś coś sobie utnie.
Terkoty w różnych
konfiguracjach na obrazku poniżej.
poniedziałek, sierpień 27, 2007
Bo rampa była za szeroka ...
A dyskutowano to wiele razy. Stanowisko sie zmieniało, od początkowego zwyczajowego optymizmu przed podpisaniem kontraktu, do pewności że się nie zmieści przed samym transportem. Ale w końcu przeszła. Jak burza.
piątek, sierpień 24, 2007
Dziura fotostory
Na biednych przedmieściach Jingang znajduje się niepotrzebna nikomu, zasłaniająca widok, góra. Ktoś zdecydował że można ją usunąć, pozyskując cenny materiał budowlany. Pojawiło się setki ludzi, wprowadzając zamieszanie na spokojnym przedmieściu.
Jedni zaczęli ryć w ziemi młotami pneumatycznymi, od czasu do czasu wysadzając też coś w powietrze. Drogę przegradza wówczas sznurkiem drobny staruszek. Inni zasiedli za kierownicami dziesiątek niebieskich klonów Ził-ów, jeżdżąc jak szaleni w te i z powrotem, doprowadzając swoje niebieskie wywrotki do stanu godnego pożałowania w tempie godnym podziwu.
W pobliżu portu stanęły urządzenia do kruszenia i sortowania materiału.
Bagnisty prowizoryczny port przeżywa niesłychane oblężenie. Barki tłoczą się dziesiątkami, w kolejce na załadunek. Woda ma ten sam niesamowity kolor, co cała okolica.
Czasami coś się popsuje. Właściwie dosyć często. Tak naprawdę, to co chwilę coś się psuje. Na przykład urwie się oś. Opony to zupełnie inna historia - nie ma tu chyba samochodu, który miałby wszystkie w porządku.
Wtedy przydają się autochtoni którzy, wykorzystując sytuację, otworzyli warsztat samochodowy na podwórku.
Potrafią wykonać pod gołym niebem nawet naprawę główną silnika.
Jak się nie da naprawić, to na podwórku u sąsiada jest auto szrot. Specjaliści potrafią rozebrać niebieskiego FAW-a w ciągu dwóch dni, przy pomocy palnika i młotka.
A jak ktoś nie ma smykałki do mechaniki może zawsze otworzyć sklep, warsztat wulkanizacyjny, budkę telefoniczną albo chociaż przyjechać tutaj ze swoim straganem, by coś sprzedać.
I tak się to wszystko będzie kręcić, dopóki dziura będzie pogłębiana ...
poniedziałek, sierpień 20, 2007
Żuraw pływający
Singapurska stocznia Sembawang Shipyard zbuduje dla norweskiego armatora Nordic Heavy Lift dźwig pływający o udźwigu 5000 ton. Statek będzie wyposażony w największy kolumnowy dźwig, jaki dotychczas został zainstalowany na jednostce pływającej. Maksymalna wysokość podnoszenia dźwigu wyniesie 122 metry, szczyt bomu znajdzie się w tej pozycji 150 metrów nad pokładem statku. Żuraw ma zostać zaprojektowany i wyprodukowany przez holenderską firmę Huisman-Itrec, za projekt całego statku odpowiedzialne jest także holenderskie biuro projektowe Sea of Solutions. Jednostka ma zostać przekazana armatorowi w marcu 2010. roku.
Źródło: Sea
of Solutions
Mimo wszystko nie będzie to największy pływający dźwig na świecie. Tytuł
ten dzierży, wybudowany w 1985 roku, SSCV
Thialf, wyposażony w dwa dźwigi o udźwigu 7100 ton każdy.
Tej
wielkości żurawie znajdują zatrudnienie przede wszystkim w
przeżywającym, napędzany wysokimi cenami ropy naftowej, rozkwit
przemyśle offshore. Używane są przy budowie platform wiertniczych,
umożliwiając precyzyjny montaż na otwartym morzu dużych i ciężkich
konstrukcji budowanych na lądzie. Bywają też niezastąpione przy
konstrukcji mostów.
Więcej informacji na stronie Sea of Solutions - tutaj (plik PDF).
Zmieniono: poniedziałek, sierpień 20, 2007 7:55 AM
Kategorie: Gra w statki
|
piątek, sierpień 17, 2007
Wielkość względna
Rzuca się zdecydowanie w oczy znacząco mniej korzystny stosunek wielkości przeciętnego Chińczyka i przeciętnego chińskiego owada. Na niekorzyść Chińczyka oczywiście. W Europie jesteśmy w lepszej sytuacji, nie musimy się aż tak bardzo obawiać, że podczas jazdy na rowerze jakiś owad wpadnie nam do oka, wybijając je. Ale można też zrozumieć pomysł jedzenia tego czegoś, u nas nie sposób nazbierać odpowiedniej ilości białka z owadów. Tutaj to nie jest wielki problem.
czwartek, sierpień 16, 2007
W drodze do pracy
Chiński robotnik w drodze na stanowisko pracy. Szczyt konstrukcji około 28 metrów nad ziemią.
wtorek, sierpień 14, 2007
W gąszczu podwykonawców
Najważniejszy jest warsztat - ziemia, budynki, suwnice, maszyny, dźwigi,
i tak dalej. Do tego parę osób do kadry technicznej i menadżerskiej.
Dosłownie parę. Może to być 20 osób z 500 jakie się kręci po terenie
firmy. Reszta to zbieranina podwykonawców. Firmy, których właściciele
nie mieli wystarczająco dużych pieniędzy lub wystarczająco dobrych guanxi,
aby kupić ziemię i postawić zakład. Mają tylko ludzi, których
wypożyczają tym z lepszym szczęściem.
Są więc
podwykonawcy od konstrukcji, malowania, transportu, wyposażenia,
rusztowań i tak dalej. Jak są potrzebni, to są, jak nie to ich nie ma.
Samozatrudnienie, tylko na zdecydowanie większą skalę. Na podwykonawcach
można oszczędzić. Wyglądają zazwyczaj jak pospolite ruszenie, w starych
koszulach i trampkach bądź klapkach. Jedyne co mają to kaski, jakiś
tutejszy fetysz. Można być boso, ale kask musi być.
piątek, sierpień 10, 2007
Na rybnym
Świeże, bo żywe, żaby sprzedają na sztuki na rybnym. Straszne byki, nie
mamy chyba takich wielkich w Europie. Można się prawdopodobnie nawet
najeść jedną taką żabą.
Zawsze jest
zawsze trochę żywego inwentarza w przeciętnym chińskim supermarkecie.
Ryby, żółwie, żaby. Nie roznoszą żadnych chorób, mimo wszystko czasami
dziwnie się zakupy robi. Żywego drobiu nikt w sklepach nie sprzedaje,
można go za to kupić bez problemu na targowiskach, których jest całkiem
sporo. Nawet w pobliżu centrum Szanghaju, nie mówiąc już o mniejszych
miastach.
wtorek, sierpień 07, 2007
Nieuchronny postęp
Nowoczesność gwałtem wdarła się do styranych milionowymi przebiegami Volkswagenów Santana, służących jako taksówki w Nantongu. W większości z nich zamontowano, za pomocą taśmy klejącej i kleju, ekrany LCD, podłączone kilkoma skręconymi razem kablami. Czasami działają, wyświetlając w czasie jazdy hałaśliwe reklamy.
piątek, sierpień 03, 2007
Potoczny sygnalizator
Wytaczany na skrzyżowania Jingang znienacka w porannych godzinach szczytu. Wieczory, noce i weekendy ma wolne, odpoczywając zapewne w jakimś ciemnym kącie, po całodziennych i bezskutecznych próbach zapanowania nad doskonałym chaosem, nazywanym czasami kolokwialnie ruchem drogowym.
środa, sierpień 01, 2007
British Esmerald
BP Shipping przejeło w zeszłym miesiącu British
Esmerald - największy wybudowany do tej pory statek do przewozu gazu
ziemnego w postaci ciekłej (LNG). Gazowiec, wybudowany w stoczni Hyundai
Heavy Industries, może pomieścić 155 tysięcy m3
skroplonego gazu. Więcej o samym LNG i jego transporcie można przeczytać
w Wikipedii.
Rynek
budowy statku do przewozu LNG przeżywa ostatnimi czasy niebywały
rozkwit. W chwili obecnej w stoczniach jest zamówionych około 140
gazowców. Najwięcej tych szalenie drogich statków (średnia cena powyżej
200 mln USD) mają dostarczyć oczywiście stocznie koreańskie. Rośnie
również wielkość zamówionych statków, w 2001 roku największy zamówiony
gazowiec LNG miał pojemność 140 tysięcy m3,
w sierpniu 2008 roku Samsung Heavy Industries ma dostarczyć jednostkę o
pojemności 270 tysięcy m3. Rekord, którego
właścicielem jest British Esmarald, utrzyma się prawdopodobnie tylko do
listopada bieżącego roku, kiedy to niemiecki armator, ProNav Shipping
Management, ma przejąć budowany w stoczni Daewoo statek o pojemności 210
tysięcy m3.
Ale British Esmerald pozostanie statkiem
wyjątkowym, z uwagi na to, że jest pierwszym statkiem LNG wybudowanym w
koreańskiej stoczni, na którym zastosowano siłownię typu DFDE (Dual Fuel
Diesel Electric).
Skroplony gaz ziemny przewożony jest na statkach w
temperaturze –161°C, a więc w nieco wyższej niż temperatura wrzenia
gazu, która wynosi –163°C. Pozwala to zaoszczędzić nieco na konstrukcji
samych zbiorników. Powoduje to jednak stałe odparowywanie ładunku,
szacuje się że nowoczesny gazowiec traci około 0,15% ładunku dziennie.
Coś z tym gazem trzeba zrobić, przepisy nie pozwalają wypuszczać go do
atmosfery. Można go ponownie skroplić i wpuścić z powrotem do
zbiorników, można go również użyć do napędu statku. Najczęściej
stosowanym dotychczas napędem były turbiny
parowe, napędzane parą uzyskiwaną z kotłów opalanych uzyskiwanymi
parami przewożonego gazu, bądź też konwencjonalnym morskim olejem
napędowym (w drodze powrotnej, bez ładunku). Z różnych względów, a
zwłaszcza z powodu wprowadzania coraz to nowych restrykcji dotyczących
emisji zanieczyszczeń, rosnącej wielkości statków a także bardzo
ograniczonej podaży turbin parowych (pozostało jedynie dwóch dostawców
na świecie), rozwiązanie to przestało być opłacalne. Rozwinięto więc
nowy system, w którym to śruby napędowe napędzane są silnikami
elektrycznymi (podobnie jak na statkach pasażerskich), natomiast
potrzebna energia elektryczna wytwarzana jest przez generatory,
napędzane silnikami diesla. Silniki te mogą pracować zarówno na parach
metanu jak i na oleju napędowym. Zastosowanie takiej siłowni podraża
koszt budowy gazowca o około 10 milionów USD, ale z uwagi na
zdecydowanie większą sprawność tego układu (oszczędności sięgają 30-40
ton oleju napędowego na dobę), koszty te powinny się zwrócić już po
około 4 latach eksploatacji statku.
Zdjęcie: Torsten Baetge
Więcej można o tym poczytać w Oil
& Gas Journal.
Lista gazowców w budowie.
No to się rozpisałem. Ciekawe czy ktoś to przeczyta do końca.





