lipiec 2007
« sierpień 2007 | Strona Główna | czerwiec 2007 »

niedziela, 29 lipiec, 2007

Spawarki, szlifierki, monterki, traserki, ...

Wybitnie sfeminizowana firma. Kobiety w stoczniach w Chinach spotyka się chyba częściej niż gdziekolwiek indziej, ale tu jest ich wyjątkowo dużo. Ciężko zrozumieć dlaczego te dziewczyny decydują się na taką pracę, ale chodzi zapewne o pieniądze. Dobry spawacz może w tej chwili zarobić w Chinach i 500 dolarów na miesiąc, kelnerka w knajpie może 100. W każdym bądź razie, tam gdzie ludzie nie dostają ubrań roboczych, dziewczyny wyglądają jak zupełnie z innej bajki. W żakietach i bluzkach. Dobrze jak mają chociaż buty przemysłowe, chociaż zdarzają się też obcasy.

Spawarki  
Puknij w obrazek

Napisał Marcin o 5:21
Edytowano: niedziela, 29 lipiec, 2007 5:23
Kategoria: Chiny
|

poniedziałek, 23 lipiec, 2007

Piaskarze po robocie

Piaskarze po robocie odpoczywają w swojej kanciapie.

Piaskarze
Puknij w obrazek

Dziewczyny z MPO

Ratusz w Jingang nie wydaje prawdopodobnie majątku na serwisowanie pojazdów przedsiębiorstwa robót komunalnych.

Śmieciarka  

sobota, 21 lipiec, 2007

Sytuacja wymagająca wyjaśnienia

Przycinaliśmy ostro niewłaściwą stroną drogi, pod prąd, omijając korek. Inicjatywa wyszła od taksówkarza, mnie się nigdzie nie spieszyło, więc nie naciskałem. Spieszyło się za to kierowcy minivana, który zniecierpliwiony korkiem postanowił zawrócić na podwójnej ciągłej i poszukać innej drogi. W lusterko nie spojrzał, bo jak już kiedyś pisałem, każdy kierowca odpowiada tutaj jedynie za to co ma przed nosem. Puknięcie było lekkie, zdążyliśmy wyhamować.
Zgodnie z moją teorią na temat organizacji chińskiego ruchu drogowego wina taksówkarza była bezsporna. Ale bronił się dzielnie, wciągając w dyskusję kierowców prawie wszystkich zakorkowanych w pobliżu aut.

Sytuacja

Oddaliłem się, nie czekając na wynik dyskusji. Mogło to potrwać bardzo długo.

poniedziałek, 16 lipiec, 2007

16% tektury

Śledztwo, przeprowadzone przez dziennikarzy chińskiej państwowej telewizji CCTV1, wykazało, że niektóre pierogi sprzedawane w Pekinie miały farsz robiony z tektury. Dokładnie rzecz biorąc 16% farszu stanowiła tektura. Rozmiękczona i nasączona aromatami, identycznymi z naturalnymi oczywiście. Jak stwierdził właściciel firmy robiącej pierogi, nieświadom że jest nagrywany, nikt się jeszcze nie poznał. Informacji jaka jest dopuszczalna zawartość tektury w farszu nie udało mi się nigdzie znaleźć.
Wiadomość podchwyciły i rozdmuchały natychmiast amerykańskie media, na fali ostatnich doniesień o niebezpiecznych chińskich produktach. Jak na przykład toksyczna karma dla zwierząt, która wywołała falę zgonów psów i kotów w USA w marcu bieżącego roku.

CCTV1  

piątek, 13 lipiec, 2007

Budujemy mosty

Z administracją się u nas ciężko interesy robi. Trzeba strasznie schodzić z ceną, po za tym płaci się ciężkie łapówki. Ja tam się nawet nie próbuję wcisnąć na ten rynek. Czasem, żeby dostać zlecenie, musisz zapłacić tyle, że ci na samą robotę nie wystarcza pieniędzy. No i potem dzieją się takie rzeczy - Zhao postukał palcem w gazetę. Mosty się walą, jak ten wczoraj w Wuxi.

Most w Wuxi  

poniedziałek, 09 lipiec, 2007

Warto umierać za Joaninę

Sprawy, które można czasami w Europie załatwić za pomocą jednego maila bądź faksu, potrafią się ciągnąć w Chinach całymi dniami. Niekończące się negocjacje. Ciągłe powroty do spraw, które wydawały się już zamknięte. Wydawały się. Próby renegocjacji podczas uroczystego obiadu, zwołanego tylko po to, żeby podpisać uzgodniony już w najdrobniejszych szczegółach kontrakt. Bo jednak to nam się nigdy nie podobało, ale zgodziliśmy się, żeby nie robić wam przykrości. Zapisanie czegoś w kontrakcie nie gwarantuje nienaruszalności punktu. Można do tego wrócić w dowolnym momencie, bo zmieniły się warunki. Albo przemyślenia.
Potem, już w trakcie realizacji kontraktu okazuje się, że pomimo wielodniowego maratonu negocjacyjnego, nikt nic nie wie. Wszechogarniające zdziwienie (To naprawdę należy do naszego zakresu prac?!) to codzienny kompan. Odpowiedź, że przecież jest to jasno opisane w kontrakcie, to nie jest liczący się w dyskusji argument. Wszak jak mówi stare chińskie powiedzenie "Nic co jest napisane na papierze nie jest warte tyle, co papier na którym jest to napisane". Wszystko dociera się w trakcie pracy.
Najdziwniejsze sytuacje zdarzają się, gdy chiński podwykonawca zleca coś innej chińskiej firmie. Czasami okazuje się, że między nimi nie ma żadnego pisemnego kontraktu, tylko właściciele firm uzgodnili coś przy obiedzie. Sami do końca nie wiedząc co, ale że mają dobre guanxi, to jakoś sprawy potem rozliczą.
Można sobie z tym poradzić, ale wymaga to sporej cierpliwości. I przyzwyczajenia.

Wynegocjowano

Przypomniało mi się to wszystko podczas czytania relacji prasowych z zakończonego oczywiście niebywałym sukcesem wyjazdu polskiej ekipy negocjacyjnej do Brukseli. Ekipy kierowanej przez Najlepszego w historii Prezydenta i świeżo powstałą z klęczek Minister Spraw Zagranicznych. Duet prawdziwych patriotów, którzy to do dzisiaj wydają się nie wiedzieć, ani co wynegocjowali, ani tym bardziej pod czym się podpisali. Ani przywiązywać do tego specjalnej wagi, najwyżej będziemy umierać jeszcze raz, tym razem pod hasłem Joanina albo śmierć. Hasło Warto umierać za Joaninę również jest godne rozważenia.
Niemniej jednak trudno doszukiwać się jakiś daleko idących analogii pomiędzy przeciętnym Misterem Zhao a najlepszym Prezydentem. Może oprócz tego, że zazwyczaj przeciętny Mister Zhao również nie mówi po angielsku. Mister Zhao nie wie co podpisuje, bo w jego kulturze nie ma to specjalnego znaczenia. Minister powstała z klęczek, bo nie ma wystarczających kompetencji. Ja już wolę Mistera Zhao.
Nie ma co ciągnąć tego wątku dalej, i to nie z obawy przed najwyższym możliwym obecnie wymiarem kary, czyli publicznym zerwaniem kontaktów przez Najlepszego Prezydenta. W prime-time telewizji publicznej. Z miną obrażonego 5-cio latka. Któremu właśnie kazano oddać zabawkę, którą pożyczył na chwilę od kolegi. Nie grozi mi to, bo nie znam osobiście Najlepszego Prezydenta. A ponadto trzymam bezpieczny dystans. Dziesięć tysięcy kilometrów. Odległość prawie nie do pokonania dla Tupolewa 154. Jestem w kraju, w którym każdy komunistyczny aparatczyk średniego szczebla robi wrażenie profesjonalisty. Może nie zawsze, ale w chwilę po przeczytaniu wiadomości z Polski na pewno. Później, jak już się człowiek otrząśnie się z polskiej tragifarsy, bywa różnie. Ale to już inna historia ...

sobota, 07 lipiec, 2007

Sen

Sen przynosi ukojenie. W upalny dzień. Po zjedzeniu lunchu. Cała firma kładzie się pokotem. Możliwie jak najbliżej miejsca pracy, żeby nie marnować czasu na dojście na stanowisko i pospać tym samym chwilę dłużej.

Pokot
Puknij w obrazek  

piątek, 06 lipiec, 2007

200 tysięcy Europejczyków

Do dzisiaj spłynęło na wodę 5 z 9. zakontraktowanych na ten rok nowych statków wycieczkowych. Na świecie do 2012 roku wybudowanych zostanie jeszcze 39 statków, z czego 33, o wartości ponad 18 miliardów euro, w Europie. Europa pozostaje wciąż jedynym miejscem na świecie, gdzie buduje się mega-wycieczkowce, mogące przyjąć na pokład 2000, lub więcej, pasażerów. Wygląda na to, iż w najbliższym czasie się to nie zmieni. Większość stoczni na świecie ma pełen portfel zamówień i w takiej sytuacji, mimo publicznie składanych od jakiegoś czasu przez Koreańczyków deklaracji, ci, którzy nie mają doświadczenia w budowie statków pasażerskich nie będą ryzykować wejścia na ten trudny rynek.
Największy udział w rynku mają Włochy (prawie 40%), później Francja (24%), Niemcy (22%) i Finlandia (15%).
Szacuje się, że budowa i późniejsza obsługa wycieczkowców daje w Europie pracę prawie 200 tysiącom ludzi, którzym łącznie wypłacono ponad 6 miliardów euro wynagrodzeń (dane za 2005 rok - późniejszych jeszcze nie ma). Liczba pracowników zatrudnionych w branży ma się zwiększyć do 250 tysięcy w roku 2010.


Liberty of the Seas - zdjęcie Aker Finnyards