« czerwca 2006 | Strona główna | sierpnia 2006 »

Archiwum lipca 2006

Acer 3024WLMi

Opublikował Marcin, niedziela, 30 lipca, 2006 21:57.35

Polityka IT korporacji w której pracuję jest bardzo precyzyjna. Służbowe komputery służą do pracy i tylko do pracy, wobec czego każdy pracownik dostaje sprzęt z zainstalowanym systemem operacyjnym i pakietem potrzebnych programów. System operacyjny to zawsze Windows XP Pro, a programy różnią się w zależności od zakresu obowiązków. Uprawnienia użytkowników do zmiany czegokolwiek w swoich kompterach są drastycznie ograniczone, a jakiekolwiek grzebanie w systemie, łącznie z próbami zainstalowanie samodzielnie jakiegokolwiek oprogramowania, jest bardzo niemile widziane. To uczyniło mojego służbowego notebooka praktycznie bezużytecznym, targanie go do domu nie ma sensu. Tak o to postawiony zostałem przed koniecznością kupienia komputera domowego. Stacjonarny raczej nie wchodził w rachubę, przyzwyczaiłem się już do pisania na kolanach. W domu mam również punkt dostępowy sieci bezprzewodowej, co teoretycznie pozwala nawet zabrać ze sobą komputer, zamiast gazety, na dłuższe posiedzenia do toalety.
Ponieważ nie jestem komiwojażerem, notebook nie musiał być ultra-przenośnym maleństwem o wadze poniżej 2kg. Musiał natomiast mieć przywoitą kartę graficzną, sieć bezprzewodową i szeroki ekran, do których bardzo się przyzwyczaiłem i które bardzo cenię, oraz kilka oczywistych drobiazgów, jak porty USB i inne. No i cena brutto musiała oscylować w okolicach 3500zł.
Przekopanie stron kilku dystrybutorów komputerów przenośnych, serwisów internetowych, jak na przykład benchmark.pl, natrafiłem na opis ACERA Aspire 3024WLMi, który to wydawał się idealnie pasować do moich potrzeb. Przyzwoity procesor i karta graficzna ze 128MB RAM, twardy dysk 80GB, panoramiczny ekran o rozdzielczości 1280x800, 512MB nagrywarka DVD i cena w okolicach 3600 brutto. To wszystko zamknięte w obudowie o wadze 2,8kg.

Acer 3024WLMi

Po kilku tygodniach użytkowania mogę powiedzieć że komputer w zupełności spełnia moje oczekiwania, służy jako bardzo przyzwoita maszyna do pisania, przeglądania i tworzenia stron internetowych, oglądania i obróbki zdjęć oraz, od czasu do czasu, grania. Dokładniejszy opis dla zainteresowanych tutaj.

Edytowano : niedziela, 30 lipca, 2006 22:30.37

Zagrożenia informatyzacji ciąg dalszy

Opublikował Marcin, niedziela, 30 lipca, 2006 11:38.07

Do listy chorób zawodowych związanych z użytkowaniem komputerów trzeba będzie być może dopisać poparzenia. Oto bowiem kolejny notebook Della stanął samoistnie w płomieniach, powodując ewakuację biura i interwencję straży pożarnej. Notebook został ugaszony przez specjalistę działu IT za pomocą gaśnicy. O sprawie doniósł serwis Toms-Hardware.

Dell w płomieniach

Poprzedni taki wypadek opisałem tutaj.

Przy dobrej pogodzie

Opublikował Marcin, piątek, 28 lipca, 2006 8:35.21

Przy spokojnym morzu i dobrej pogodzie przewrócił się samochodowiec Cougar Ace. Statek, z ładunkiem 4813 samochodów marki Mazda, płynął z Japonii do kanadyjskiego portu The Fraser River Port koło Vancouver. Statek utrzymuje się stabilnie na powierzchni około 230 mil na południe od wysp Aleuckich. Cała załoga, licząca 23 osoby, została zdjęta ze statku przez amerykański Coast Guard. Ratowaniem samego statku ma zająć się komercyjna firma ratownicza.
Prawdopodobną przyczyną wypadku był błąd załogi podczas balastowania statku, w momencie wypadku załoga zajmowała się przebalastowaniem jednostki.

Cougar Ace
Cougar Ace
Wszystkie zdjęcia: US Coast Guard

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 21:33.40

Ciemna strona globalizacji

Opublikował Marcin, wtorek, 25 lipca, 2006 23:33.19

Co najmniej 21 osób zginęło od początku roku podczas podczas prac związanych ze złomowaniem statków w Bangladeszu. Południowa Azja stała się światowym centrum recyclingu statków, lub, jak twierdzą ekolodzy, wielkim śmietniskiem, w którym armatorzy z krajów wysoko rozwiniętych pozbywają się tanim kosztem starych jednostek. Trudno odmówić racji ekologom.
Zanim rozkwitł biznes w południowej Azji armatorzy złomowali statki w wysoko wyspecjalizowanych zakładach w krajach, w których były one budowane, lub niestety je zatapiali. Wprowadzane coraz ostrzejsze normy ekologiczne położyły kres zatapianiu statków, natomiast rosnące koszty pracy w krajach wysoko rozwiniętych powodowały że stale poszukiwano tańszych sposobów pozbycia się wyeksploatowanych statków. Pomocną dłoń wyciągnęły Indie, Pakistan, Wietnam, Chiny i Bangladesz, które, oprócz zatrudnienia dla rzesz ludzi, poszukiwały także źródła zaopatrzenia w stal. Dzisiaj na lidera w branży wyrasta Bangladesz, ponieważ rządy Indii i Pakistanu zatrzymały rozwój złomowisk, z uwagi na rosnące zagrożenie dla środowiska.
W Bangladeszu centrum złomowania statków są plaże w okolicach miasta Chittagong. Pierwszy statek który zezłomowano w tym miejscu w 1965 roku, został przypadkiem wyrzucony na plażę przez przybój.
Statki, kupowane przez zakłady złomujące na globalnym rynku za cenę 120-180USD/tonę, przyprowadzane są na redę portu w Chittagong. W pierwszym etapie usuwane są wszystkie wartościowe elementy wyposażenia, jak elektronika, meble, sprzęt AGD oraz wszystkie elementy z metali kolorowych. Następnie statki napełniane są wodą morską w celu wypłukania części zanieczyszczeń. Woda, zawierająca po takim procesie mnóstwo zanieczyszczeń, wypompowywana jest bezpośrednio do morza. Po tym bardzo zgrubnym czyszczeniu statek w czasie przypływu osadzany jest na plaży, po czym następuje główna faza złomowania.
Wszystkie prace wykonywane są ręcznie, przez pracowników wyposażonych jedynie w palniki acetylenowo-tlenowe. Kadłub złomowanego statku cięty jest na małe elementy, które zrzucane są bezpośrednio na plażę, po czym ręcznie wynoszone w głąb lądu. Praca jest szalenie niebezpieczna, jednym z głównych zagrożeń są powtarzające się bardzo często eksplozje oparów paliwa i olejów w niewyczyszczonych zbiornikach.
Większość złomowanych obecnie statków zbudowana została w latach 70-tych, kiedy to w okrętownictwie szeroko używano wielu niebezpiecznych materiałów, jak na przykład azbestu, farby z dodatkiem ołowiu i rtęci. Pracownicy zatrudnieni w Bangladeszu przy rozbiórce statków nie są wyposażeni w żadne środki ochrony BHP, jak hełmy, rękawice, maski. Według raportu International Labour Organization i Greenpeace większość z nich nie posiada nawet żadnego obuwia, azbest usuwany jest gołymi rękoma, toksyczne odpady wyrzucane bezpośrednio do morza. Cały ten proces doprowadził do znacznego skażenia środowiska.


Wszystkie zdjęcia:www.greenpeace.org

Tak oto bogate społeczeństwa rozwiązały trudny problem utylizacji starych statków. Sprawa omawiana od wielu lat na forum International Maritime Organization nie może doczekać się rozwiązania, a porównania do strumienia wraków samochodów płynącego bezustannie do Polski z Europy Zachodniej narzucają się same.

Raport Greenpeace na temat złomowania statków znajduje się tutaj.

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 21:34.34

Ja was proszę ....

Opublikował Marcin, niedziela, 23 lipca, 2006 7:53.32

Ja was proszę panowie fotografowie
By w relacjach ze zdarzeń drodzy dziennikarze
Były tylko parady albo barykady
Na których walczy lud

Bo na frontach my śliczni i patriotyczni
I w potyczkach z wrogami pięści jak dynamit
Lecz po bitwie już w sitwie
To tylko i żałość i smród

Słowa: Krzysztof Daukszewicz, piosenka Ja was proszę z płyty Stare and Nowe, z dedykacją dla Prezydenta RP z okazji udzielenia wywiadu Możemy przegrać bitwę o Polskę

Dyskretnie wybudowany statek

Opublikował Marcin, piątek, 21 lipca, 2006 5:37.00

Pod koniec lipca Odense Steel Shipyard ma przekazać armatorowi, którym jest A. P. Møller-Mærsk, jednostkę numer budowy 203.
A. P. Møller-Mærsk konsekwentnie, od połowy lat 80-tych, nie ujawnia dokładnych danych swoich nowo budowanych statków, również w tym wypadku nie uczyniono wyjątku. Wiadomo jedynie że będzie to największy zbudowany do tej pory kontenerowiec. Statek będzie miał długość całkowitą 405 metrów i szerokość 55 metrów. Szacunki pojemności statku wahają się od 12 do 14 tysięcy TEU.
Brakuje również dokładnych informacji na temat źródła napędu kontenerowca, chociaż uważa się że dla tego kolosa silnik dostarczyła Wärtsilä. Miałby to być 14 cylindrowy 2 suwowy silnik typu RT-flex96 o mocy 109 tysięcy km, co uczyniło by go największym, kiedykolwiek wyprodukowanym silnikiem Diesla.

John Irving, Zanim Cię Znajdę

Opublikował Marcin, wtorek, 18 lipca, 2006 21:56.26

●●●●○○

Dopiero druga przeczytana przeze mnie powieść Irvinga. Pierwszą był, zdecydowanie lepszy, Świat według Garpa.
Historia życia aktora Jacka Burnsa jest trochę jak najnowsze filmy z Hollywood - dużo blichtru, ale treści zdecydowanie mniej. Niemniej jednak do przeczytania.
Jeśli w IVRP powstanie indeks książek zakazanych to Zanim Cię znajdę będzie okupywać jedno z pierwszych miejsc, z uwagi na dużą ilość opisów seksu z udziałem nieletnich bohaterów.

Zanim Cię znajdę

Mañana

Opublikował Marcin, sobota, 15 lipca, 2006 18:14.55

Wiadomość że jestem Polakiem, wywołała lawinę wspomnień u pierwszego oficera. Barbara. Przestał dzwonić, gdy usiłowała go zaprosić na obiad do swoich rodziców, mimo że bywał jeszcze później w Gdyni. Dopytywał się jeszcze, czy Las Vegas ciągle istnieje.
Szczupły facet z wielkim, złotym kolczykiem w lewym uchu robił wrażenie niebezpiecznego. Nie wiem dlaczego uważał, że doskonale rozumiem jego chorwacki. Gdy mówił powoli można było część zrozumieć, części się domyślić.
Dokerzy spóźnili się ponad godzinę, zdążył w swojej opowieści dojść do wojny. Był, zdaje się, snajperem, tylko nie wiem po której walczył stronie. Moje Hvala, gdy przyniósł kawę, strasznie go rozeźliło.

Nieszczęście polegało na tym, że duński statek, na który mieliśmy załadować nasz sprzęt, był obsadzony Chorwatami, którzy już dobrych kilka tygodni byli poza domem. Takiej okazji nie mogli przepuścić, na burcie było pełno żon, dziewczyn i kochanek. Dokerzy najwyraźniej byli wtajemniczeni w spisek, mający maksymalnie opóźnić wyjście statku z Ploče. Wszystko odbywało się w całkowicie bezstresowej atmosferze sjesty, gwarantującej że już mañana załadujemy, a dzień po mañana statek wyjdzie w morze.

Edytowano : sobota, 15 lipca, 2006 23:03.16

Coś być musi, do cholery, za zakrętem!

Opublikował Marcin, czwartek, 13 lipca, 2006 8:16.58

Jazda samochodem po bocznych drogach na Korčuli ma w sobie urok gry komputerowej. Drogi, o szerokości półtora samochodu, wiją się po zboczach gór, po urwiskach, czasami nad samym brzegem morza. Sprawy nie ułatwiają rosnące bardzo w wielu miejscach, bardzo blisko pobocza, drzewa oliwne oraz ciągnące się kilometrami niskie murki oporowe. W wielu miejscach trzeba zjeżdżać na pobocze, aby wyminać pojazd nadjeżdżający z przeciwka.

Coś być musi do cholery za zakrętem!

Edytowano : czwartek, 13 lipca, 2006 8:17.41

Tajemnicza wyspa

Opublikował Marcin, poniedziałek, 10 lipca, 2006 8:35.41

Perspektywiczna dolinka, bo wielka i oddalona od szlaków turystycznych. Zanim mieszkańcy Korčuli i turyści wypełnią ją śmieciami, minie wiele lat. Może nawet nie zdążą jej wypełnić przed końcem świata, więc nie ma się czym przejmować

Perspektywiczna dolinka

Vela Luka - Dubrovnik i z powrotem

Opublikował Marcin, poniedziałek, 03 lipca, 2006 9:38.45

Prawie 200km zakrętów, podjazdów i zjazdów. Jedyny prosty odcinek drogi to ten na pokładzie promu z Korčuli na półwysep Pelješac. W oknie baru na przystani promowej zdjęcie, sądzonego przez Haski trybunał, generała Ante Gotoviny z podpisem: Bohater nie zbrodniarz.
Droga biegnie w większości nad brzegiem morza, wijąc się po zboczach gór Dynarskich, które tutaj sięgają prawie do samego brzegu. Facet w starym BMW z polską rejestracją wyprzedza na zakręcie przed szczytem wzniesienia, widok bardziej zapierający dech w piersiach niż krajobrazy Dalmacji. Zmieścił się.

Dalmacja

Jeszcze tylko kilkaset zakrętów, ciekawy most im. Franja Tudmana i jesteśmy w Dubrovniku. Ceny podawane przez mój przewodnik Pascala z 1999 roku są mocno zdezaktualizowane. Wejście na mury kosztuje 50kun (7,1EUR) a nie 10. No trudno, ale za to wchodzimy w każdą dziurę, aby ani jedna kuna się nie zmarnowała.
Miasteczko śliczne, ale do zdeptania we wszystkie strony w kilka godzin.
Przy rynku izba pamięci poległych w obronie miasta podczas serbskiej agresji w latach 1991-1995. Na wielkim ekranie migotają zdjęcia palących się budynków, eksplozji i zniszczeń. To powinien być obowiązkowy punkt programu dla turystów z krajów członków NATO. I pytanie: Co zrobiliście, żeby temu zapobiec? Pierwsza lekcja, jaką odebrały wybijające się na niepodległość republiki dawnej Jugosławii, to ta, że ze strony Europy można liczyć jedynie na debatę w parlamencie.


Korčula

Opublikował Marcin, sobota, 01 lipca, 2006 9:06.17

Korčula.
Trzecia co do wielkości wyspa Dalmacji Środkowej ma powierzchnię 279,3 km² i szerokość około 7 km. Jej wschodnia część biegnie równolegle do półwyspu Pelješac, od którego dzieli ją Pelješki kanał. Powierzchnia wyspy jest górzysta, z wyjątkiem obszarów wschodnich. Najwyższe wzniesienia to Klupca (568 m n.p.m.), Grabovac (536 m n.p.m) i Kom (510 m n.p.m).
Tyle przewodnik dla zmotoryzowanych, Pascal 1999, pomijający fakt istnienia w leżącej w głębi wyspy, w miejscowości Blato firmy Radež, produkującej wyposażenie okrętowe, jak na przykład pokrywy lukowe, rampy itp. Radež powstał w 1954 roku, gdy jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy ile pieniędzy można zarobić na turystyce. Główny zakład jest w mieście, natomiast warsztat montażowy jest bezpośrednio nad brzegiem morza, w pięknej zatoce. Dzisiaj postawienie w takim miejscu suwnicy zamiast hotelu, wydaje się być dziwnym pomysłem.

Kto tu wybudował stocznię?
Kto w dzisiejszych czasach wybudowałby w takiej pięknej zatoce stocznię?

Transport dużych elementów stalowych nad brzeg morza, wąską drogą wykutą w skale, wymaga specjalnych rozwiązań. Wszystko wożone jest na wysokich platformach, trzy metry nad drogą jest więcej przestrzeni.

Platforma

Argentynie kibicowałem sam, Chorwaci w barze byli za Niemcami. Jakieś reminiscencje historyczne? Szkoda, skrzywdzonej trochę przez sędziego, Argentyny i szkoda że wygrali Niemcy. Poziom sędziowania na tych mistrzostwach jest chyba jeszcze niższy niż w Korei w 2002 roku.

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 21:35.50

« czerwca 2006 | Powrot na gore strony | sierpnia 2006 »