« maja 2006 | Strona główna | lipca 2006 »

Archiwum czerwca 2006

Göteborg - Warszawa - Gdynia

Opublikował Marcin, środa, 28 czerwca, 2006 6:51.00

Wczesny start, o szóstej rano zamówiona taksówka czeka. Na ulicach absolutna pustka, pomimo tego taksówkarz twardo jedzie dokładnie 50km/h. Trochę to drażni, trochę śmieszy. Ale może tak właśnie powinno być?
Göteborg City Airport to stare lotnisko wojskowe, przysposobione do obsługi tanich linii lotniczych przez wybudowanie prowizorycznego baraku z blachy falistej. To moje pierwsze w życiu doświadczenie z tanimi liniami lotniczymi, więc nie mam zdania. Okazało się później że warszawski terminal Etiuda to mniej więcej podobny poziom.
Wizzair, zgodnie z rozkładem, ląduje w samym środku warszawskiego piekła. Bure suki, niszczarki dokumentów, obiecanki-cacanki, grupa 3mająca władzę. Ciekawe jak się żyje, mając to wszystko na wyciągnięcie ręki? Wolę nie sprawdzać.
Dworzec Centralny boleśnie przypomina, że są miejsca gdzie komunizm trzyma się znakomicie dobrze. I żeby to zobaczyć nie trzeba ani lustracji, ani Rzecznika Interesu Publicznego, ani przenikliwości żoliborskiego inteligenta. Kupiłem bilet za jedyne 82 złote, przyczyniając się do powiększenia strat PKP. Ale to nie problem, premier Obiecankiewicz wyrówna kolejarzom z podatków. Wypełniony, jak samolot do Londynu, ekspres Małopolska już w Warszawie ma 15 minut spóźnienia. Na połowie mojego miejsca siedzi słusznej wielkości pan, który wziął sobie do serca ostatnie doniesienia prasowe, że nadmierna czystość skraca życie. Pozostaje korytarz.

Gdynia. Wynik - 11 godzin 45 minut. Nie najgorzej.

Edytowano : środa, 28 czerwca, 2006 6:58.57

Problemy na granicy

Opublikował Marcin, niedziela, 25 czerwca, 2006 8:47.40
Uzyskanie wizy to nie koniec formalności, jakich musi dopełnić podróżny zamierzający dostać się na terytorium Chin.
Następną przeszkodą są 3 formularze, pełne podchwytliwych pytań, które należy wypełnić przed przekroczeniem granicy. Oczywiście, w miejscu takim jak lotnisko w Szanghaju, pogranicznicy zbierają setki tysięcy formularzy. Zbiera je specjalny personel, który ze zbolałą miną patrzy gdzieś w przestrzeń, mechanicznie kolekcjonując karteczki oddawane przez podróżnych. Oczywiście nikt nawet ich nie ogląda, nie wiem nawet co się z nimi później dzieje. Nigdy też, jak do tej pory, nie odważyłem się wypisać jakiś głupot na tych karteczkach, chociaż może zapewniłoby to bardzo ciekawe wspomnienia.
Moje ulubione pytania to te dwa, dotyczące rzeczy wwożonych na terytorium Chin. A więc, czy wwozisz:

China ;

O ile pytanie nr 15 jest dosyć jasne, pomimo iż nadzieja że ktoś udzieli na nie odpowiedzi Yes wydaje się być dosyć absurdalna, o tyle pytanie nr 16 jest zagadkowe. Czy przywozisz jakiś opuszczony(?!?) bagaż? Jak przywozisz, to znaczy że nie jest opuszczony. A jak go opuściłeś, to nie przywozisz.

Podobne komplikacje czekają podróżnych usiłujących dostać się na terytorium Korei Południowej, tylko tam przynajmniej nie wymagają od Polaków wiz. Kwestionariusze są również trzy. Wiara w szczerość podróżnych, wykazana przez osoby tworzące koreańskie ankiety jest również wzruszająca. Zawierają one między innymi pytanie, czy wwozisz na terytorium Korei: broń, narkotyki (wymieniono min. opium, heroinę, kokainę), sfałszowane pieniądze, itd.

Korea  

Przestałem się dziwić, gdy znajomy opowiedział mi, że takie ankiety wypełnia się także przy wjeździe do Stanów Zjednoczonych i że jest w nich pytanie zadane otwartym tekstem: Are you terrorist?

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:09.15

Można składać zamówienia

Opublikował Marcin, środa, 21 czerwca, 2006 6:10.49
Można już składać zamówienia na kontenerowce o wielkości 13 tys TEU.

Hyudai Heavy Industries i Germanischer Lloyd ogłosiły zakończenie prac nad wykonaniem i akceptacją projektu.
Statki, charakteryzujące się długością 382 metry, szerokością 54,2 metra i zanurzeniem 13,5 metra, mają przewozić 6230 kontenerów pod pokładem i 7210 kontenerów na pokładzie, ustawianych w 21 rzędach. W celu spełnienia wymogów konwencji SOLAS dotyczących widoczności z mostka nadbudówka ma zostać posadowiona w części dziobowej statku. Siłownia oczywiście pozostanie na rufie, co nada statkom dosyć ciekawy wygląd, będą miały dwie nadbudówki. Jednostka ma osiągać prędkość ponad 25 węzłów, w odróżnieniu od obecnie budowanych kontenerowców (do 10 tys. TEU) posiadać ma 2 śruby napędowe.

13 tysięcy TEU
Źródło: Germanischer Lloyd 

To już prawie ostatnie stadium rozwoju kontenerowców, które osiągają wymiary zarezerwowane do tej pory dla tankowców ULCC. Ze studium wykonanego kilka lat temu przez Lloyd's Register, które pozostaje wiodącym towarzystwem klasyfikacyjnym dla wielkich kontenerowców, wynika, że z uwagi na istniejącą infrastrukturę portową (zasięg dźwigów) nie jest możliwe obsłużenie statków przewożących kontenery w więcej niż 22 rzędach.

Więcej informacji na temat projektu statku tutaj.

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 21:36.04

Trzeci w świecie

Opublikował Marcin, piątek, 16 czerwca, 2006 5:59.55

Rok 2005 Chiny zakończyły jako trzeci największy producent statków na świecie, z 25% udziałem w rynku. Pierwsza w tym rankingu, wyprzedzająca o włos Japonię Korea Południowa, ma 33% udział.
Wg oficjalnych planów chińskiego rządu, Chiny, do roku 2015, mają stać się największym producentem statków na świecie.
Spokój w kraju środka, a także pośrednio, los chińskiego rządu, zależy od możliwości zapewnienia pracy i minimalnych warunków bytowych milionom, migrujących za pracą, ludzi. Stąd nacisk, jaki kładą chińskie władze centralne, na rozbudowę pracochłonnego i korzystającego z usług wielkiej ilości kooperantów przemysłu okrętowego. Powstają miejsca pracy, których pozbywa się, trochę chyba lekkomyślnie i bez walki, nie licząca się już w światowych rankingach przemysłu okrętowego, Europa. Ponadto Chińczycy, jak wcześniej Japończycy, starają się maksymalnie dużo towarów w rosnącej ciągle wymianie handlowej ze światem, przewozić statkami własnych armatorów, co jest dodatkowym istotnym bodźcem rozwoju chińskiego przemysłu okrętowego. Zamówienia na statki, zgłoszone tylko przez chińskich amatorów, są w stanie zapewnić zlecenia wszystkim istniejącym obecnie w Chinach stoczniom do roku 2010.
W Chinach pracuje w chwili obecnej około 600 stoczni (dokładnej liczy chyba nikt nie zna). Największe i najistotniejsze skupione są w dwie korporacje: zatrudniającą około 170tys ludzi CSIC (China Shipbuilding Industry Corporation) i mającą około 90tys pracowników CSSC (China State Shipbuilding Corpotation). Oczywiście, obydwie korporacje są w pełni kontrolowane przez państwo.
CSSC, pomimo że mniejsza, uważana jest za ważniejszą. Prowadzi ona obecnie zakrojone na szeroką skalę inwestycje, mające do 2015 roku zwiększyć moce produkcyjne korporacji do 8mln dwt (całe chińskie moce produkcyjne na dzień dzisiejszy szacowane są na 16mln dwt). Na wyspie Changxing, u ujścia rzeki Huangpu koło Szanghaju, kosztem 3,6mld USD powstaje nowa stocznia Jiangnan. Stocznia zastąpi istniejący zakład który, w skutek burzliwego rozwoju Szanghaju, znalazł się prawie w samym centrum miasta. W początkowym okresie stocznia ma mieć cztery suche doki, w każdym będzie możliwa budowa tankowców typu VLCC. W późniejszym stadium, zlokalizowane w pobliżu dwie inne należące do CSSC stocznie (Waigaoquiao Shipyard i Hudong Shipyard) mają wybudować kolejne doki i warsztaty na wyspie, tworząc wielką mega-stocznię. Ponadto grupa buduje praktycznie od podstaw nowe stocznie w Longxue w prowincji Guangzhou i w Beihi w prowincji Qingdao.

CSIC prowadzi zdecydowanie bardziej zachowawczą politykę inwestycyjną, budując kolejne doki w istniejących stoczniach.
Chińska ekspansja na rynku stoczniowym stanowi przede wszystkim zagrożenie dla koreańskich i japońskich zakładów, Europa już się praktycznie w tym wyścigu nie liczy. Chińskie stocznie mają wciąż olbrzymie rezerwy produjcyjne, możliwe do osiągnięcia dzięki poprawie wydajności i jakości pracy, o czym wie każdy kto miał okazję zwiedzić jakąkolwiek stocznię. Korzystają równocześnie, cały czas, z niskiego kosztu robocizny.
Walka będzie ostra, bo ani Koreańczycy, ani Japończycy nie oddadzą pola bez walki. Będzie to walka Dawida z Goliatem, bo nawet największa koreańska stocznia, Hyudai Heavy Industries, to maluch w porównaniu z którymkolwiek chińskim holdingiem. Ponadto chińskie stocznie nie zawsze muszą wykazywać się zyskiem, realizacja celu wytyczonego przez władze centralne jest najważniejsza. Jak na razie, w okrętownictwie trwa niesłychany boom, w zeszłym roku portfel zamówień wszystkich stoczni na świecie opiewał na 2077 statków, o łącznej wartości 77,2mld USD, także pracy jest dosyć dla wszystkich. Ale koniunktura nie będzie trwała wiecznie, przekonamy się za jakiś czas, czy chińczycy nie będą subsydiowali swoich stoczni, żeby tylko zapewnić pracę swoim zakładom. Chociaż do takiej sytuacji, jak na rynku notebooków, o czym pisałem tutaj, w okrętownictwie raczej nie dojdzie.

Chinese Yard  

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 21:36.25

Za garść dolarów

Opublikował Marcin, poniedziałek, 12 czerwca, 2006 7:22.27

Wybór anglojęzycznych programów telewizyjnych Chinach jest najczęściej ograniczony do CNN bądź BBC, co nie gwarantuje wieczorami odpowiedniego poziomu rozrywki, gdyż stacje te w swoich azjatyckich wydaniach nie poświęcają wystarczającą dużo uwagi intelektualistom zasiadającym w ławach polskiego rządu i parlamentu.

Można byłoby pójść do sklepu DVD i kupić jakiś ciekawy film, gdyby nie fakt że prawa autorskie w Chinach to fikcja, a każdego praworządnego obywatela napawa obrzydzeniem niemożność podzielenia się swoimi pieniędzmi z jakimś ZAiKS-em bądź RIAA. Ale można pójść popatrzeć na szeroki wybór filmów po 1USD za sztukę. Dużo jest też seriali telewizyjnych, np. wszystkie odcinki 'Friends', 'Sex in the City' i inne. Niektóre kompilacje miewają po 30 i więcej DVD. W takim wypadku cena za płytę spada czasami nawet do 0,50USD.
Najwięcej jest typowej amerykańskiej szmiry, sporo filmów o których nigdy w Polsce nie słyszałem. Czasami można trafić coś naprawdę ciekawszego, jak filmy francuskie, starsze amerykańskie (edycje dla kolekcjonerów), a nawet polskie. Widziałem kiedyś 'Dług' Krauzego, 'QuoVadis' Kawalerowicza, czy wreszcie kolekcję filmów Kieślowskiego. Kopiowane jest chyba wszystko, jak leci. Co może zrozumieć przeciętny Chińczyk z patetycznych deklamacji Bogusława Lindy w 'QvoVadis' pozostaje zagadką.
Jakość filmów bywa różna, trafiają się nawet 'kamerówki'. Starsze filmy, które wyszły już na DVD w oficjalnym obiegu w Europie bądź w Ameryce, są zazwyczaj bardzo dobrej jakości. Płyty są najczęściej w oryginalnej wersji językowej, z chińskimi napisami. Czasami są też angielskie napisy, ale nie jest to regułą. Warto to sprawdzić w przypadku filmów innych niż anglojęzyczne, bo może się okazać że film francuski ma oryginalną ścieżkę dźwiękową i chińskie napisy i wtedy dla osoby nie znającej francuskiego z filmu jest mały pożytek. Kłopot tylko taki, że zapytany sprzedawca raczej na pewno potwierdzi że film jest w angielskiej wersji, jak jest naprawdę można się przekonać dopiero wkładając płytę do odtwarzacza.

Kwestia piractwa to ciągle kość niezgody między naciskanym przez RIAA amerykańskim a chińskim rządem. Chińskie obietnice o wprowadzeniu przepisów regulujących sprawę własności intelektualnej, jak na razie, można nagrać na DVD i sprzedawać w dziale z bajkami. Trochę się dzieje w kwestii programów komputerowych, wprowadzone ostatnio przepisy stanowią że każdy nowy komputer sprzedawany w Chinach musi mieć zainstalowany oryginalny system operacyjny, co powinno zwiększyć, spadające ostatnio, zyski Microsoftu. Ale jeśli chodzi o filmy i muzykę to sprawa jest chyba trudniejsza. Tych których stać na komputer, będzie stać na system operacyjny. Filmy i muzyka to inna sprawa, te kupują głównie osoby prywatne. Z kopiowania i dystrybucji pirackich filmów i nagrań żyją dziesiątki tysięcy ludzi. Sklepy i stoiska z tym towarem spotyka się na każdym rogu ulicy. Z pracą w Chinach także jest krucho, nie będzie chyba gwałtownych zmian przepisów.

For a fist full of dollars

Edytowano : sobota, 24 kwietnia, 2010 19:05.59

Mury

Opublikował Marcin, wtorek, 06 czerwca, 2006 8:13.49

"Ale mury były wznoszone również między walczącymi królestwami, między regionami i dzielnicami. Broniły miast i wsi, przełęczy i mostów. Ochraniały pałace, budynki rządowe, świątynie i targi. ... A jeśli przyjać, że Chińczycy nieprzerwanie budowali mury, setki i nawet tysiące lat, jeżeli uwzględnić ich - zawsze wielką - liczebność, ich poświęcenie i ofiarność, ich przykładną dyscyplinę i mrówczą pracowitość, to otrzymamy setki, setki milionów godzin zużytych na budowanie murów, godzin, które w tym biednym kraju można by przecież spożytkować na naukę czytania i zdobywania jakiegoś fachu, na uprawę coraz to nowych pól i hodowlę dorodnego bydła."
Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem

Dzisiaj już nie wszystkich Chińczyków stać na grodzenie się murem, większości muszą wystarczyć płoty, które są tańsze w budowie i utrzymaniu. Chińskie miasta to zbiory osiedli, czasami bardzo niewielkich, otoczonych płotami, z własną umundurowaną ochroną, często kamerami. Społeczeństwo pod pod kontrolą.
Jedyny wielki mur wznoszony obecnie w Chinach to mur między chińskim a światowym internetem - The Great Firewall of China. Strona Wikipedii, opisująca ten mur, do której wiedzie link, jest na pewno niedostępna dla użytkowników zalogowanych do sieci w kontynentalnych Chinach. Toczy się wojna między chińskim rządem a przedstawicielami wolnego świata o umożliwienie chińczykom swobodnego dostępu do całej zawartości sieci. Jednym z ostatnich strzałów w tej wojnie jest kanadyjska technologia i oprogramowanie Psiphon, które ma definitywnie przełamać Wielki Firewall.
Różne mury budowano w różnych miejscach świata, nie przynosiło to nigdy wielkich sukcesów. Ale tym razem może być inaczej, bo w budowie Wielkiego Firewall-a aktywnie uczestniczą obydwie strony, co się nigdy dotąd nie zdarzało. Wielkie firmy, z 'wolnego świata', jak Google, Yahoo czy nawet Microsoft, w pogoni za zyskami na chińskim rynku, pomagają budować tą barierę. Żałosny spektakl, w którym wielkie firmy tańczą jak im się każe.
Cytat z wielkiego klasyka, docenionego również przez naszego Prezydenta, nie stracił na aktualności.

'Kapitaliści sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy'.

Fikcja, w której żyjemy od wielu lat

Opublikował Marcin, czwartek, 01 czerwca, 2006 6:10.24

Rzeczpospolita, Nr 125 (7419), 30.06.2006, wywiad z byłym wiceministrem finansów Mirosławem Barszczem. Skróty od redaktora Bloga.

"System podatku dochodowego w Polsce przestał się sprawdzać. I nie wiadomo co z tym zrobić. Wpływy z PIT i CIT to teoretycznie 80mld złotych rocznie, czyli około 40 proc. przychodów budżetu. Jednak gdy przyjrzymy się temu dokładnie, to okaże się, że wśród firm podatki płacą głównie instytucje finansowe, towarzystwa ubezpieczeniowe, spółki giełdowe i przedsiębiorstwa państwowe. Czyli de facto te, które nie mają możliwości zaniżania kosztów i ucieczki od podatku. Większość pozostałych podmiotów nieustannie wykazuje stratę. / ....../ udział podatników, którzy płacą jakiekolwiek podatki, spadł w ostatnich kilku latach o około 20 proc. / ..... / Połowa (przychodów z PIT - red.) to wpływy z opodatkowania rent i emerytur oraz pensji pracowników zatrudnionych w administracji publicznej lub służbie zdrowia. A zatem połowa wpływów to tak naprawdę wirtualne pieniądze, bo biorą się z przekładania pieniędzy z kieszeni do kieszeni. Mamy do czynienia z fikcją, w której żyjemy od wielu lat (sic!). / ..... / Poza tym Polacy nie wierzą w struktury państwa, co więcej są przekonani, że pieniądze które płacą w podatkach, i tak zostaną zmarnotrawione."

Godna uznania szczerość tej wypowiedzi, w polskich warunkach gwarantuje wieczne utrzymanie tej fikcji. Sprawa trochę podobna do dyskusji na temat powszechnej płatności za studia. Skądinąd wyważona propozycja do dyskusji, przygotowana przez Annę Radziwił (wiceminister edukacji w rządzie Marka Belki), utonęła w bełkocie polityków z prawa, lewa i centrum, wykrzykujących brednie o konstytucji i prawach obywatelskich. O tym jaką fikcją jest zapis w konstytucji gwarantujący bezpłatne studia, przekonuje się boleśnie co miesiąc połowa studentów, płacących ciężkie pieniądze za gorsze niż dzienne studia, o czym informuje w swoim raporcie NIK. Z tego samego raportu wynika również, że uczelnie zaniżają świadomie liczbę miejsc na 'bezpłatnych' studiach dziennych, zwiększając liczbę miejsc na płatnych studiach zaocznych, co dodatkowo zaostrza konkurencję podczas rekrutacji na dzienne studia. Skutkiem jest, o czym także wiadomo od dawna, że na 'bezpłatnych' studiach dziennych studiują dzieci z najzasobniejszych domów, rodziców których stać na korepetycje i dodatkowe zajęcia, dzięki czemu mogą sobie poradzić z ostrą konkurencją podczas egzaminów wstępnych. Z wywiadu z ministrem i z innych źródeł wynika, że zasobni rodzice studentów studiów dziennych raczej nie płacą 40 proc. podatku dochodowego, mając do dyspozycji wiele możliwości ukrywania dochodów, tudzież doradców inwestycyjnych, prawników, itd.
Tak oto dochodzimy do wniosku, że dzięki podatkom płaconym przez emerytów, rencistów, lekarzy i nauczycieli dzieci bogatych Polaków studiują za darmo.

Wiadomo o tym od dawna. No i co z tego? Nic z tego bo i rządząca katolewica i POzostająca w opozycji centrolewica bełkotały najgłośniej o konieczności zachowania obecnego systemu.

Pozostaje jedynie, w dniu w którym ma obowiązywać prohibicja, wznieść toast napojem wyskokowym, aby dzieci, które mają dzisiaj swoje święto, dożyły czasów w których ktoś normalny będzie rządził tym biednym krajem. Całe szczęście, że jak zwykle nie zdążono z przygotowaniem przepisów wykonawczych do ustawy o prohibicji i okazała się ona kolejną fikcją ....

« maja 2006 | Powrot na gore strony | lipca 2006 »