maj 2006
« czerwiec 2006 |
Strona Główna
| kwiecień 2006 »
środa, 31 maj, 2006
System prosty aż do bólu
Komunikacja autobusowa w Szanghaju zorganizowana jest w prosty sposób, aczkolwiek dla Europejczyka mało czytelny. Problemy zaczynają się na przystanku autobusowym.
Rozkład jazdy autobusu, którym czasami wracam z pracy, jest uproszczony
do granic możliwości. Autobus kursuje od 5:49 do 21:19, nie podano co
ile minut. Podana jest również trasa przejazdu autobusu, ale to
informacja czytelna jedynie dla miejscowych. Pozostaje dowiadywać się u
znajomych Chińczyków.
Brak dokładnie oznaczonych godzin
przyjazdu autobusów to pragmatyczne podejście. Wielkie natężenie i
specyfika ruchu drogowego w Szanghaju oraz ogromna ilość zdarzeń
losowych, jak wypadki, korki, roboty drogowe (to w Chinach wydaje się
być zdarzeniem losowym) powoduje, że podawanie dokładnych godzin
odjazdów autobusów byłoby loterią.
W praktyce to
działa chyba tak: kierowca przychodzi do pracy, wsiada do autobusu i
jeździ po trasie tak długo aż wyrobi swoje 8 godzin. Jedni kierowcy
jeżdżą szybciej, inni wolniej, dochodzi do śmiesznych sytuacji, gdy dwa
autobusy tej samej linii, wypełnione pasażerami, wyprzedzają się
nawzajem. Zdarza się również, że w obliczu wypadku lub korka kierowca
autobusu podejmuje decyzję o zmianie trasy, omijając przy okazji część
miasta i kilkadziesiąt przystanków. W ten sposób znalazłem się raz dosyć
daleko od celu podróży, do którego w końcu dotarłem taksówką. Po jakimś
czasie człowiek przestaje się dziwić takim sytuacjom. Szalenie uważać
należy podczas wysiadania, zdarza się dosyć często że pomimo zatrzymania
autobusu i otwarcia drzwi, jakiś rowerzysta bądź motocyklista próbuje
zmieścić się między autobusem a krawężnikiem.
Dwa autobusy tej samej linii jeden za drugim, być może za
zakrętem jeden wyprzedzi drugi.
wtorek, 30 maj, 2006
Premia za wytrwałość
Górnicy, zagroziwszy rządowi strajkiem, wyrwali
dla siebie dodatkowe pieniądze z zysku kopalń. Nieistotne jest
że zyski powstały między innymi dzięki temu, że państwo pompuje od wielu
lat w kopalnie miliardy złotych, których to miliardów brakuje np. dla
lekarzy.
Cała ta sytuacja powinna posłużyć jako przykład, jak rząd
powinien rozwiązywać takie problemy. Lekarze również powinni otrzymywać
premię z zysku.
Przecież szpitale nie mają zysków - zakrzykną co
niektórzy. Ale mogą mieć - odpowiem. Wystarczy lekko zmodyfikować system
i przyjmować do szpitali jedynie zdrowych pacjentów. Będzie to panaceum
na większość problemów trapiących służbę zdrowia. Leczenie zdrowych
pacjentów jest tanie, szpitale natychmiast przyniosłyby zyski. Zyski,
które rząd przekazywałby lekarzom, po wydrukowaniu kart do głosowania w
referendum strajkowym (może to być taka świecka tradycja IVRP). Ponadto,
z uwagi na niskie kwalifikacje potrzebne do leczenia zdrowych pacjentów,
koszty studiów lekarskich zostałyby znacznie ograniczone. Słabo
wykształceni absolwenci Akademii Medycznych nie mogliby znaleźć pracy za
granicą, co rozwiązałoby również problem emigracji lekarzy. Dodatkowo,
po takiej reformie studiów lekarskich, status lekarzy zrównałby się ze
statusem posłów i co poniektórych ministrów - również zajmowaliby się
sprawami o których nie mają żadnego pojęcia.
Tylko
czy Polacy są w stanie zaakceptować takie rozwiązanie? To kwestia
odpowiedniego przedstawienia problemu. Rząd, mając do dyspozycji takich
specjalistów od PR jak Jacek Kurski, bez wątpienia byłby w stanie
przedstawić to jako swój wielki sukces. Na poparcie tej tezy będzie
można przywołać rzetelne statystyki, które już po kilku latach pokażą że
kondycja zdrowotna społeczeństwa znacznie się poprawia - procent ludzi
chorych będzie bliski zeru. Zaufanie do premiera Marcinkiewicza
niechybnie przekroczy 100%. Już się cieszę widząc ten uśmiech premiera i
kwiaty od prezydenta z dedykacją od prezesa.
Zyski koreańskich stoczni skoczyły
Zawsze z przykrością czytam takie informacje, zwłaszcza w kontekście tego co się dzieje w polskich stoczniach, o czym pisałem wcześniej.
Jak donosi Marine
Link zyski koreańskich stoczni znacznie się zwiększyły. Największa
stocznia, Hyundai Heavy Industries, osiągnęła w pierwszym kwartale 2006
roku zysk 24,4 mln USD. Zyski Samsung Heavy Industries wzrosły o 440% w
porównaniu do pierwszego kwartału 2005 roku i wyniosły 16,3 mln USD.
Jedynie Daewoo Shipbuilding & Marine Engineering Co wyłamało się z
trendu i raportuje, za pierwszy kwartał, straty w wysokości 150mln USD,
zaznaczając jednocześnie że liczy na znaczną poprawę sytuacji w
nadchodzących miesiącach.
Zyski koreańskich stoczni
napędzane są bardzo dobrą koniunkturą na rynku. Ceny statków osiągneły
historyczne maksimum, dodatkowo ostatnie obniżki cen stali zdecydowanie
polepszają rentowność stoczni.
Cały artykuł tutaj.
poniedziałek, 29 maj, 2006
Papież wyjechał
Papież wyjechał. Krótka przerwa na skupienie i wysłuchanie kilkunastu
mądrych słów zakończona. Dziś okaże się, że ci którzy siedzieli podczas
homilii w pierwszych rzędach, odgrodzeni od nas kordonem borowików,
słuchali ze skupioną miną, ale niczego nie słyszeli. Zapewne myśleli o
nowych sondażach opinii publicznej - pójdą w górę po wizycie, czy nie? A
jeśli nie to dlaczego, tak się przecież starali. Pozostaje jedynie mieć
nadzieję, że wszyscy dobrze wykorzystali te kilka dni spokoju.
- premier Marcinkiewicz zastanowił się, co mu jeszcze zostało do obiecania (chyba już naprawdę niewiele);
- górnicy wydrukowali karty do przedstrajkowego referendum, naostrzyli trzonki i kilofy oraz zamówili autobusy na kolejny najazd na Warszawę, w sprawie wyrwania słusznie należnej im kasy (póki jeszcze jest);
- wicepremier Dorn opracował plan pacyfikacji strajku lekarzy, bo z górnikami pewnie nie będzie chciał zadzierać;
- premier Gilowska wpadła na pomysł, jak trzymać fason w towarzystwie puszczającym coraz głośniejsze bąki;
- panowie Niesiołowski, Rokita i Tusk wymyślili kolejne błyskotliwe bon-moty, które niechybnie uratują Polskę;
- pełnomocnik Kamiński nakreślił plan kontroli, podsłuchów, prowokacji, interwencji, inwigilacji, infilracji, lustracji, reinkarnacji i komplikacji na następne 3 lata;
- lekarze przygotowali się do wyjazdu;
- pacjenci przewertowali Google;
- fiskus przygotował się do kontroli osób fizycznych, przecież ktoś musi za ten cały bajzel zapłacić;
sobota, 27 maj, 2006
Kongresman Frank R. Wolf wyraził zaniepokojenie
Kongresman Frank R. Wolf wyraził zaniepokojenie z powodu planów zakupu przez Departament Stanu 16 tysięcy komputerów od chińskiego producenta Lenovo. Wedle złożonej przez kongresmana interpelacji, 900 z tych komputerów ma być użyte w tajnych sieciach komputerowych Departamentu Stanu w amerykańskich placówkach dyplomatycznych. Kongresman obawia się że użycie komputerów wyprodukowanych w Chinach może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa sieci Departamentu Stanu, innymi słowy obawia się zamontowania przez chiński wywiad pluskiew w komputerach dostarczanych amerykańskiemu rządowi. Jak powszechnie wiadomo, chiński wywiad jest szalenie aktywny w Stanach Zjednoczonych.
Sprawie przyjrzał się również vortal DailyTech.
Wedle przedstawionego tam ciekawego
zestawienia nie jest możliwy zakup w chwili obecnej komputera, w
którym nie użyto by części produkowanych w Chinach. Jeśli zaś chodzi o
notebooki, to praktycznie 100% światowej produkcji jest skoncentrowane w
Chinach. Wygląda na to iż kongresman Wolf zainteresował się sprawą o
dobrych kilka lat za późno. Ciekaw jestem jakich rozstrzygnięć doczeka
się ta sprawa w przyszłości, czy ktoś przeniesie produkcję komputerów z
powrotem do 'demokratycznego' świata, tylko po to żeby zaspokoić
potrzeby rządów?
Myślę że my w Polsce nie mamy specjalnego
powodu do tego rodzaju zmartwień. Wypowiedzi i plany na przyszłość
polskich polityków są zupełnie niezrozumiałe nawet dla wykształconych
Polaków, a co dopiero dla chińskiego wywiadu.
Koreańskie CDMA
Nie do pomyślenia jest żeby w Korei nie funkcjonował odrębny standard
telefonii komórkowej. Niekompatybilny z GSM, więc zarówno mój polski jak
i chiński telefon powędrowały na dno torby, a na lotnisku wypożyczyłem
telefon pracujący w sieci SKT .
Można wypożyczyć telefon z lokalnym numerem, lub specjalny aparat, który
po włożeniu karty SIM umożliwia korzystanie z roamingu. W koreańskim
systemie CDMA nie używa się kart SIM, numer jest na stałe przypisany do
telefonu. Przy zmianie aparatu jest możliwe zakodowanie starego numeru
do nowego telefonu, ale trzeba to załatwić w punkcie obsługi klienta. To
chyba nie najlepsze rozwiązanie, wymienna karta SIM daje jednak bardzo
wiele korzyści.
Trafiłem telefon Samsunga, szalenie popularnego
w Azji typu 'puderniczka'. Mam trochę uprzedzeń do takich telefonów,
pasują chyba lepiej do damskiej torebki, ale miałem go używać jedynie
przez 2 tygodnie, więc nie było problemu. Zresztą ten stereotyp nie
funkcjonuje w Azji.
Telefon prezentował się naprawdę przyzwoicie.
Bardzo solidnie wykonany, dosyć cienki (grubość tylko 15mm). Obudowa
znakomicie wykonana i dobrze spasowana, zawias bardzo solidny. Nic nie
trzeszczało. Na pokładzie oczywiście aparat cyfrowy, 2 kolorowe,
znakomitej jakości, wyświetlacze, klient email, przeglądarka stron
internetowych oraz już nie tak bardzo oczywisty GPS oraz odtwarzacz MP3.
Nie miał natomiast ani Bluetooth ani portu podczerwieni. Bogactwo opcji
konfiguracyjnych przyprawiało o ból głowy, ale większość z nich
dotyczyło możliwości ustawiania różnych animacji na wyświetlaczu dla
połączeń przychodzących i wychodzących (oddzielnie dla każdego
kontaktu), wyboru tonów towarzyszących naciśnięciom klawiszy i
otwieraniu menu, animacji menu, oraz dziesiątek równie istotnych dla
tutejszych abonentów opcji.
Telefon działał bez problemów,
pomimo dosyć intensywnego użytkowania nie wymagał ładowania częściej niż
co 2-3 dni. Z ciekawostek:
- Na klawiaturze nie ma litery 'Z' (jak rozumiem nie jest używana w łacińskiej transkrypcji koreańskiego) i nie udało mi się w żaden sposób zmusić telefonu do jej napisania;
- Telefon ma 3 specjalne programy relaksacyjne, po uruchomieniu których włączaja się kojąca nerwy melodia i kolorowe animacje na obydwu ekranach;
- Wiele osób ma ustawione odgrywanie różnych melodii zamiast sygnału oczekiwania, poracha jeśli chodzi o telefony służbowe osób na stosunkowo wysokich stanowiskach;
-
Przy dzwonieniu do niektórych osób, zanim usłyszysz sygnał
oczekiwania, włącza się jakaś koreańska gadułka, która coś tam na
okrągło opowiada. Może reklamy? Trochę to bywało irytujące, nie
wiedziałem na początku czy zostałem połączony czy nie.
Telefonia komórkowa w Korei to kwintesencja Azji. Feria barw i dźwięków,
wodotryski, melodyjki, animacje, duperelki i pierdółki oraz różowy
breloczek przyczepiony do telefonu. Nic dziwnego że iPod-y się tu w
ogóle nie sprzedają, minimalistyczny design Apple nie ma szans dotrzeć
do Koreańczyków.
Ja z ulgą włączyłem, po lądowaniu w
Szanghaju, mojego poczciwego Siemensa S65.
czwartek, 25 maj, 2006
pięć miliardów tu, jeden miliard tam, tu drobne dwieście milionów, a wszystko bez podnoszenia podatków i zwiększenia deficytu
Za dzisiejszą Wyborczą:
"Rząd
pracuje nad ustawą umarzającą długi polskich stoczni. Może to kosztować
budżet miliard złotych. A w przyszłości może jeszcze więcej."
Decyzję trzeba będzie ogłosić w jakichś nieprzyjaznych rządowi mediach, ponieważ stoczniowcy prawdopodobnie nie oglądają telewizji Trwam, a na zmiany w telewizji reżimowej potrzeba minimum pół roku, co przyznał prezes Wildstein w wywiadzie dla Przekroju. Posypią się pytania stronniczych analityków, na usługach Układu, skąd rząd weźmie na to pieniądze i jak to wpłynie na deficyt budżetowy w następnych latach. Jakby nie mogło wystarczyć wiarygodne zapewnienie premiera, w najbardziej obiektywnej rozgłośni radiowej, że deficyt zostanie utrzymany w ryzach. I to zapewnienie złożone z własnej inicjatywy, albowiem w najbardziej obiektywnej rozgłośni nikt nie śmie zadawać takich pytań, co dodatkowo uwiarygodniło premiera.
Tylko nikt nie zada pytania najważniejszego. Czy panowie, prawnik i
etnolog, prezesujący dwóm największym stoczniom, a których najlepszymi i
chyba jedynymi referencjami są legitymacje partyjne PiS-u, mają
jakikolwiek pomysł na restrukturyzację obydwu zakładów? Restrukturyzację
inną niż tworzenie na bazie majątku stoczni kolejnych spółek o nazwach
zaczynających się na literę 'E', w których będzie
do obsadzenie kilkadziesiąt nowych stanowisk dla prezesów, wiceprezesów,
dyrektorów, i tak dalej.
Stocznie potrzebują gwałtownych i
bolesnych zmian, wiążących się również z licznymi zwolnieniami, które
powinny, być może, dotknąć nawet 50% zatrudnionych. Funkcjonariusze
partyjni na pewno nie są ludźmi odpowiednimi do przeprowadzenia takich
zmian, oni mają tylko kupić spokój za pieniądze podatników.
Czy
ktoś ma pomysł na wybrnięcie z sytuacji, w jakiej znalazła się Stocznia
Gdynia, która największe straty ponosi na budowie statków dla swojego
głównego akcjonariusza?
Jako okrętowiec z przykrością stwierdzam, że prawdopodobnie będą to kolejne wyrzucone pieniądze. O ile całego programu nie zablokuje Komisja Europejska.
środa, 24 maj, 2006
Elbe Highway
Samochodowiec projekt 8245 'Elbe Higway', wybudowany przez Stocznię
Gdynia uhonorowany został tytułem 'Significant
Ship of 2005' przez The
Royal Institution of Naval Architects, znane i poważane w branży
okrętowej brytyjskie stowarzyszenie.
Dokładniejsze informacje na
temat statku można znaleźć tutaj.
Oby tylko to wyróżnienie nie okazało się być łąbędzim śpiewem stoczni, która prawdopodobnie na tym statku, z różnych przyczyn, nie zarobiła ani grosza..
wtorek, 23 maj, 2006
Na chińskim kazaniu
Dyskusja jak zwykle nie ma końca, wydawało mi się, że tym razem zadałem
naprawdę proste pytanie.
Nie mam żadnej szansy domyśleć się, o
czym mówią, czy w ogóle rozmawiają jeszcze na temat, czy dyskutują o
pogodzie, czy wreszcie zastanawiają się ile jeszcze wytrzymam siedząc
tutaj. Co za idiotyczna sytuacja. Poruszam się ciągle w gąszczu
niedomówień, wątpliwości i półprawd. Wyegzekwować jednoznaczną odpowiedź
na jakiekolwiek, nawet najprostsze, pytanie jest poza zasięgiem moich
możliwości. Najgorsze jak dwie osoby siedząc przy tym jednym stole mówią
coś innego. Ktoś musi kłamać, ale żeby to sprawdzić trzeba zapytać
następnego Chińczyka. Szkoda czasu, z odpowiedzi i tak się nie da nic
wywnioskować. Dobijające jest też, że odpowiedź 'nie'
praktycznie nie istnieje. O cokolwiek prosisz, zawsze Ci to
obiecają, nawet, jeżeli w momencie w którym pada prośba doskonale
wiedzą, że nie są w stanie jej spełnić. I tak odpowiedzą 'no
problem'. Potem to już twoje zmartwienie, nie ich. To ty musisz
chodzić się przypominać, że przecież obiecaliście. I ciągle 'no
problem', 'no problem'. Dlaczego nie można po prostu powiedzieć 'nie,
nie zrobimy tego, bo ....., wszystko jedno co'. Życie byłoby
znacznie prostsze.
Skończyli gadać.
'Mr Marcin, no problem, we will do it
for you'.
niedziela, 21 maj, 2006
Prezydent zmienił zdanie.
Prezydent
zmienił zdanie w sprawie pałacyku w Wiśle. Zmienił
również zdanie na temat programu tanie państwo, obniżki podatków,
koalicji z przestępcami, obsadzania
spółek skarbu państwa działaczami PiS-u, mediów
i instytucji publicznych "fachowcami" i wielu innych zagadnień. Czy to w
ogóle ten sam człowiek, który wygrał wybory?
Być
może potrzebne jest nowe orędzie, żeby wyjaśnić wszystkie te sprawy
obywatelom, Polkom i Polakom. Obywatele, Polki i Polacy, muszą wiedzieć
że płacąc podatki na pałacyk w Wiśle, przewodniczącą KRRiTV panią Kruk,
dwudziestu ministrów, wszechpolaków w ministerstwie oświaty i bełkot
posła Wierzejskiego, ochronę BOR-u dla prezesa jednej z partii nie
pełniącego żadnej funkcji państwowej, wicepremiera z wyrokiem i wicemarszałka
Sejmu z dyplomem z tarota, że płacąc abonament na telewizję
Wildsteina, Farfali i Milewskiej spełniają swój patriotyczny i
obywatelski obowiązek. Jeśli obywatele, Polki i Polacy, tego nie wiedzą,
to znaczy że minister Giertych musi od nowa zdefiniować w podręcznikach
patriotyzm i że Narodowy
Instytut Wychowania jest rzeczywiście niezbędny. Jest jeszcze szansa
żeby nowe, właściwe podręczniki trafiły do szkół zanim się zacznie nowy
rok szkolny.
Jestem, jak nasz prezydent, niepewnym optymistą i dlatego mam niepewną nadzieję że tym razem wyemitowana zostanie właściwa wersja orędzia.
piątek, 19 maj, 2006
czwartek, 18 maj, 2006
Finlandia, Korea, Polska - z doniesień branżowych
Finlandia:
Aker Finnyards dostarczył największy statek
wycieczkowy świata - Freedom of the Seas. Statek ma długość 339 metrów,
na jego pokładzie zmieści się 4300 pasażerów. Budowa trwała 14 miesięcy
Korea:
Hyundai Havy Industries pochwalił się zdobyciem
kontraktu na 4 kontenerowce o pojemności 8600TEU każdy. Statki będą
miały długość 339 metrów. Dzięki silnikowi o mocy 108920BHP rozwiną
prędkość 27 węzłów. Statki mają być dostarczane sukcesywnie do 2009 roku
.
Polska:
Prezes Stoczni Gdynia, działacz PiS-u Kazimierz
Smoliński, po umieszczeniu na stanowiskach w podległych stoczni spółkach
swoich partyjnych kolegów, oświadczył dziennikarzowi Gazety Wyborczej:
Uważam, że wykonałem swoją misję. Sam prezes Smoliński jeszcze w maju
zamierza opuścić fotel prezesa stoczni i przenieść się do rady
nadzorczej spółki.
środa, 17 maj, 2006
Chery QQ
Niech nikogo nie zwiedzie podobieństwo samochodu Chery QQ, na zdjęciu poniżej, do poczciwego Daewoo Matiza. Chociaż jeśli ktoś widział kiedykolwiek Matiza to raczej ulegnie złudzeniu, że Chery QQ to prawie dokładna kopia, wyjąwszy kilka detali (światła tylne, przedni pas).
Menadżerowie General Motors też ulegli temu złudzeniu, ale dla
chińskiego Sądu Ludowego sprawa nie była aż tak oczywista. Zakończyło
się to w końcu jakąś ugodą. Ale właściwie nie o tym miało być.
Nowe
Chery QQ kosztuje w Chinach około 40 tysięcy RMB, co daje w przeliczeniu
16 tysięcy złotych. FSO Matiz, lub Chevrolet Spark kosztują w Polsce
prawie 30 tysięcy złotych (28900). Skąd ta różnica? Częściowo można to
tłumaczyć niższymi kosztami robocizny, energii elektrycznej, podatkami,
itd. Ale to nie wyjaśnia dlaczego kurtka sportowa, żeby było śmieszniej
szyta w Malezji, kosztuje w Chinach połowę tego co w Polsce.
Płacimy
więcej dlatego że możemy zapłacić więcej, bo, statystycznie rzecz
ujmując, jesteśmy od Chińczyków bogatsi.
sobota, 13 maj, 2006
Uczciwi nie mają się czego obawiać
Uczciwi nie mają się czego obawiać - powiedział Mariusz Kamiński.
Liczba
osób uczciwych, a pokrzywdzonych przez polskie państwo jest długa. Roman
Kluska zajmuje jedno z bardziej eksponowanych miejsc na tej liście.
Wystarczy poszperać w Google - pokrzywdzeni przez Urzędy Skarbowe i ZUS
- aby doszukać się zatrważających liczb. W warunkach polskich, im mniej
władzy będzie miało państwo, tym lepiej dla obywateli. Zwłaszcza tych
uczciwych.
Komu by się chciało pracować?
Bez specjalnego echa przeszła informacja z 8 maja o złożonym w zeszłym
tygodniu w Sejmie przez OPZZ projekcie ustawy, dającej prawo do
wcześniejszych emerytur nowym grupom zawodowym. Związkowcy zostali
życzliwie przyjęci przez wicemarszałka Kotlinowskiego, szef klubu SLD
Jerzy Szmajdziński zapewnił, że SLD poprze ustawę.
Projekt
OPZZ daje prawo do wcześniejszych emerytur: kolejarzom i innym
pracownikom transportu, energetykom, hutnikom, nauczycielom,
anestezjologom, pracownikom przemysłu chemicznego, lekkiego i poligrafii
oraz leśnikom. Ponadto związkowcy uważają, że listę należy rozszerzyć o
osoby pracujące w dużym hałasie, w warunkach rakotwórczych i w strefie
działania pól elektromagnetycznych (chodzi być może o posiadaczy
służbowych telefonów komórkowych). Szacunki kosztów przyjęcia tej ustawy
wahają się od 30 do 100 miliardów złotych do 2030 roku (zależy czy liczą
związkowcy, czy przedsiębiorcy).
Fundusz Ubezpieczeń
Społecznych trzeszczy w szwach, kwota łącznej corocznej dotacji budżetu
państwa do ZUS i KRUS przekroczyła już 30 mld złotych, o nadchodzącym
kryzysie demograficznym i masowej emigracji młodych ludzi, którzy swoje
składki emerytalne płacą w innych krajach, trąbią już wszystkie media.
Żądanie w takiej sytuacji nowych przywilejów, pogarszających jeszcze
bardziej sytuację FUS, zakrawa na paranoję. Pod projektem OPZZ podpisało
się 700 tysięcy osób. Doliczając do tych 700 tysięcy osób 140 tysięcy
górników, którzy swoje przywileje wywalczyli już wcześniej, oraz
polityków, którzy zdają się na to wszystko godzić, dostajemy blisko
milion Polaków żyjących w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości. Jest
to niewątpliwie liczba godna uwagi.
Jakie wyjście mają ludzie, którzy nie chcą płacić na wcześniejsze emerytury związkowców? Mogą przejść do szarej strefy. Mogą też wyjechać z kraju. Ale chyba najlepiej wyłudzić rentę i dorabiać na czarno, przynajmniej dopóki polski system ubezpieczeń społecznych nie załamie się zupełnie.
piątek, 12 maj, 2006
Elevated Roads
Pomysł na 'elevated roads' jest typowy dla strasznie zatłoczonych miast azjatyckich. Spotyka się to rozwiązanie w wielu chińskich mastach, widać je również w Korei Południowej. Jest to nic innego jak droga wybudowana kilkanaście metrów nad istniejącą ulicą. Ruch odbywa się więc na 2 poziomach. W Szanghaju jest to typowe rozwiązanie dla starszej części miasta, Puxi, gdzie z uwagi na istniejącą zabudowę nie było możliwe poszerzenie ulic. W nowej części miasta, Pudongu, która właściwie została zbudowana od nowa w przeciągu ostatnich 30 lat, nie ma jak na razie konieczności budowania 'elevated roads'. Tam drogi zostały zaprojektowane z odpowiednim zapasem przepustowości. Ale samochodów przybywa w Szanghaju w zastraszającym tempie (mimo zaporowych cen - rejestracja auta kosztuje około 40 tysięcy RMB, czyli 16 tysięcy złotych) i może w najbliższym czasie również Pudong się zakorkuje.
Naprawdę zabawnie jest, gdy dojeżdżamy do skrzyżowania dwupoziomowych
dróg. Budowa bezkolizyjnych skrzyżowań wymagała wydźwignięcia niektórych
dróg na poziom 6-8 piętra. Wygląda to w centrum miasta zadziwiająco.
Równie zadziwiająca bywa liczba zjazdów i wjazdów, przez niektóre
skrzyżowania przejeżdżałem już kilkadziesiąt razy i do dzisiaj nie
jestem pewien który zjazd byłby właściwy. Najważniejsze że taksówkarze
wiedzą.
A tak wygląda jedno z typowych skrzyżowań w Google
Maps . Można odszukać jeszcze kilka innych ciekawych skrzyżowań
śledząc jedną z 'elevated roads'.
czwartek, 11 maj, 2006
Szkło kontaktowe TVN24, 10.05.2006
Krótka migawka.
"Wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Andrzej Lepper
uczestniczy w otwarciu Międzynarodowych Targów Leśnych 2006 w Lesie
Młocińskim w Warszawie. Wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi
Andrzej Lepper podchodzi do jednego ze stanowisk wystawowych, na którym
pracuje czarnoskóry przedstawiciel handlowy. Wicepremier, minister
rolnictwa i rozwoju wsi Andrzej Lepper mówi: No, podam mu rękę,
żeby później nie gadali. Wicepremier, minister
rolnictwa i rozwoju wsi Andrzej Lepper wita się z czarnoskórym
przestawicielem handlowym."
Cięcie.
Dowcipny komentarz panów Grzegorza Miecugowa i Krzysztofa Daukszewicza .
Z mojej strony komentarza nie będzie.
wtorek, 09 maj, 2006
poniedziałek, 08 maj, 2006
Straconych szans nie liczy już nikt
Rewolucja kulturalna wygasła w Chinach 30 lat temu, jednak nawet dzisiaj
ciężko z kimkolwiek o tym porozmawiać. Gwałtowność i okrucieństwo
wdrażania 'właściwego socjalizmu', jak również absurdalność głoszonych
wówczas haseł (czerwony lepszy niż uczony) muszą być porażające nawet
dla absolwentów Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu - Leninizmu.
Trudno się dziwić, że ludzie wyrzucają to z pamięci. Zapewne wielu
dzisiejszych 50-latków uczestniczyło w tych wydarzeniach i niekoniecznie
mają się czym chwalić. Wszyscy zajęli się robieniem pieniędzy,
rozliczenia z przeszłością prawie nikogo nie interesują. A już najmniej
chińską partię komunistyczną, która ciągle jest u władzy.
Ideologiczne
zaślepienie zastąpił skrajny pragmatyzm, a Chiny rozwijają się w
niebywałym tempie. Pomimo istnienia wielu enklaw biedy i powszechnego
wyzysku, nie sposób zaprzeczyć że poziom życia ludzi systematycznie się
podnosi. Wszyscy mają dosyć jedzenia i części to na razie wystarcza.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mnóstwo ludzi głodowało, także aspiracje
nie są zbyt wielkie.
Lokalne i centralne władze, nie gnębione
cyklicznymi wyborami, mogą sobie pozwolić na długofalowe planowanie,
działając na rzecz wzmocnienia państwa i gospodarki. Bardzo często bez
brania pod uwagę zdania obywateli. Stworzył się specyficzny splot
biznesu i władzy, który oprócz potężnego wzrostu gospodarczego kreuje
również korupcję i napięcia społeczne wywołane postępującym
rozwarstwieniem dochodów społeczeństwa. Jak na razie sytuacja jest pod
kontrolą państwa i nie wygląda żeby w najbliższym czasie miało się to
zmienić. Przedsiębiorstwa chińskie, czując silne poparcie władz,
poczynają sobie coraz śmielej, a konkurencja z nimi może w przyszłości
stanowić poważne wyzwanie dla prywatnych firm z demokratycznego świata.
Przeglądając, dzięki szerokopasmowemu łączu podłączonemu przez China Telecom na drugi dzień po złożeniu zamówienia, doniesienia o kolejnych ekscesach i targach ignorantów mieniących się polskimi patriotami, nie mogę się pozbyć wrażenia że Polska wyścig już przegrała. Podróżując 10 pasmową obwodnicą Szanghaju w nowym modelu Zhonghua, pędząc z prędkością 415km/h Maglev-em, pijąc kawę na 87 piętrze JinMao Building, oglądając wystawy pełne komputerów i telefonów komórkowych produkowanych przez Lenovo i Huawei czy telewizorów plazmowych Haier, wizytując inne chińskie miasta, które rozwijają się wcale nie wolniej niż Szanghaj, obawiam się że polska zapaść gospodarcza będzie się tylko powiększać. Dziś, dzięki konsekwentnie prowadzonej przez kolejne rządy polityce promowania polskiej nauki kosztem rolnictwa i górnictwa, najbardziej zaawansowany technicznie polski hit eksportowy to wołowina bez kości.
Ideologicznie zacietrzewieni, zagrzebani w przeszłości i przekonani o wyższości swojej misji polscy politycy nie mają szans w konkurencji z chińskimi pragmatykami. Właśnie fundujemy sobie malutką rewolucję kulturalną, oczywiście na miarę naszych możliwości. O jej wynikach dowiemy się z chińskiego telewizora, komputera czy telefonu komórkowego. Później z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku wepniemy w klapę marynarki znaczek z Matką Boską lub emblematem Radia Maryja i zawiążemy biało-czerwony krawat. I znaczek i krawat będą na pewno 'Made in China'. Racje moralne będą jak zwykle po naszej stronie. Tylko co z tego?
sobota, 06 maj, 2006
Układ Producentów Pieczątek i Tabliczek
Polską od wielu lat rządzi Układ Producentów Pieczątek i Tabliczek (w skrócie UPPiT).
UPPiT promuje na stanowiska polityczne w administracji państwowej osoby
zupełnie niekompetentne. Osoby takie szybko się kompromitują, po czym są
zastępowane przez następne niekompetentne osoby. Czasami po szczególnie
udanej kompromitacji dochodzi do reorganizacji urzędu i powstania na
jego miejscu nowego, o innej nazwie, aczkolwiek zajmującego się z
grubsza tym samym. Dzięki tej ciągłej rotacji do UPPiT płynie
niewysychający strumień zamówień na nowe pieczątki i mosiężne tabliczki
z nazwami instytucji.
Podejmowane w ostatnich latach nieśmiałe próby
ograniczenia wpływów UPPiT, poprzez powołanie Korpusu Urzędników Służby
Cywilnej, poniosły całkowite fiasko - pomysł został ośmieszony i
zdezawuowany przez ostatnie 3 gabinety.
Wydaje się, że że obecny rząd
znajduje się pod szczególnie silnym wpływem UPPiT. Potwierdza to
wczorajsza reorganizacja Rady Ministrów, jak również wiele innych
działań. Powstają nowe ministerstwa a w nich sekretariaty i
departamenty, zatrudnienie znajdą nowi ministrowie, wiceministrowie,
podsekretarze stanu, sekretarki i doradcy polityczni ministrów i
wiceministrów. Planowane jest powołanie nowych, zupełnie zbędnych
instutucji, jak Narodowy Instytut Wychowania lub Centralne Biuro
Antykorupcyjne. Trwają reorganizacje urzędów poprzez zmianę nazw - vide
przemiana Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty w Urząd Komunikacji
Elektronicznej. Wszystkie te działania wymagają zamówienia tysięcy
pieczątek i setek mosiężnych tabliczek na budynki, drzwi i klatki
schodowe.
piątek, 05 maj, 2006
Patrz przed siebie i gaz do dechy!
To chyba pierwsza instrukcja jaką udziela się kandydatom na kierowców w
Chinach.
Zasady organizacji ruchu są dwie i obydwie bardzo proste:
- Każdy kierowca odpowiada wyłącznie za to co się dzieje bezpośrednio przed maską jego samochodu. To co się dzieje z boku lub z tyłu, dzieje się przed maskami innych samochodów, ergo - są za to odpowiedzialni inni kierowcy.
- Większy ma pierwszeństwo.
W praktyce wygląda to tak, że jeśli wyjeżdżasz z ulicy podporządkowanej na główną skręcając przy tym w prawo, to nie odwracasz głowy w lewo aby sprawdzić czy ktoś nie nadjeżdża. Zgodnie z zasadą nr '1' to nie jest twój problem, tylko problem kierowcy będącego na drodze uprzywilejowanej - on cię przecież widzi, a ty jego nie. Najbardziej szokujące jest, że ten system jakoś działa, jeśli nie bierze się pod uwagę pojazdów jednośladowych. Kolizji między samochodami nie ma aż tak wiele.
Taka organizacja ruchu była dla mnie z początku źródłem nieustających
stresów, zwłaszcza podczas poruszania się taksówkami. Później się
przyzwyczaiłem.
Teraz jestem zestresowany prowadząc auto w
Polsce - za każdym razem gdy widzę kogoś dojeżdżającego do skrzyżowania
z podporządkowanej natychmiast naciskam na hamulec, nawet gdy mam
zielone światło. Mam takie nieprzyjemne uczucie że kierowca zachowa się
jak Chińczyk i po prostu wyjedzie na skrzyżowanie bez patrzenia.
środa, 03 maj, 2006
Maglev
Środki bezpieczeństwa przy wejściu na peron prawie jak na lotnisku -
wszystkie większe bagaże są skanowane.
Pociąg wjeżdża
na peron bardzo cicho, prawie go nie było słychać. Wnętrze jak w
samolocie.
Krótka chwila i jedziemy.
Czuć wyraźnie jak skład się trochę unosi w górę, pociąg rusza.
Przyspieszenie jest płynne, ale nie wciska w fotel, prędkość można
obserwować na wyświetlaczu w każdym przedziale - 100, 200, 300, 400km/h.
No i wreszcie 413km/h - najwyższa prędkość jaką osiągnęliśmy. Samochody
na autostradzie biegnącej wzdłuż torów jakby się zatrzymały, w środku
pociągu w dalszym ciągu cicho, i tylko niestety .... trzęsie.
Rozczarowanie,
myślałem że pociąg na poduszce elektromagnetycznej będzie jechał
absolutnie płynnie, ale to nieprawda. Wstrząsy są podobne do tych w
samolocie podczas niewielkich turbulencji, trochę rzuca na boki. Albo
jak w PKP przy prędkości 40km/h. Może to jeszcze choroba wieku
dziecięcego tej technologii?
Cała podróż z lotniska do stacji
Longyang Rd to tylko 7 minut.
Większe wrażenie robi obserwacja z
zewnątrz bezgłośnego przelotu Maglev-u, niż jazda nim.