kwiecień 2007
« maj 2007 |
Strona Główna
| marzec 2007 »
niedziela, 29 kwiecień, 2007
Spotkanie motywacyjne
Nie ma szans na sukces w biznesie, bez odpowiednio umotywowanych
pracowników. Do odpowiedniego umotywowania pracowników zazwyczaj
konieczne jest zebranie ich razem w jednym miejscu. Jeśli nie ma miejsca
w zakładzie pracy, spotkanie motywacyjne może się odbyć również na
ulicy. Każda firma kultywuje inny rytuał porannego wspólnego
pokrzykiwania, gimnastyki czy biegania po ulicy i skandowania jakiś
haseł. Jak w armii. Wspólnym mianownikiem jest zawsze jakiś kierownik
lub kierowniczka, wykrzykująca motywujące slogany, które wszyscy
powtarzają.
Prowadzenie takich spotkań wprost na ulicy nie
powoduje jakiegoś zwiększonego zamieszania, raczej doskonale wpisuje się
w ogólny chaos.
wtorek, 24 kwiecień, 2007
DongFeng na zakręcie
Dosyć standardowa sytuacja drogowa tutaj, gdzie wysokość załadunku ciężarówek limitowana jest jedynie fantazją kierowcy, lub ewentualnie niskim pułapem chmur, a do mocowania służą sznurowadła. Widziałem takich przypadków już kilkanaście, większych i mniejszych ciężarówek.
Rozwinął się z tego korek w klasyczny chiński sposób. Jedna strona drogi została zablokowana, wszyscy się zatrzymali na chwilę, po czym jakiś krewki kierowca ciężarówki postanowił wyminąć korek po przeciwnym pasie. Za nim kilku innych, nie chcących być ostatnimi frajerami. Szło im całkiem dobrze, dopóki nie spotkali aut jadących po swoim pasie z przeciwka. Wtedy się wszystko zablokowało. Trąbienie trwało przez jakąś godzinę. Potem, nie wiadomo jakim cudem, jakoś się wszyscy przepchali, pozostawiając na placu boju krzywego DongFenga.
niedziela, 22 kwiecień, 2007
Nie istniejesz, będąc cicho
W narodzie liczącym 1,3 miliarda ludzi wyartykułowanie czegokolwiek
napotyka niejakie trudności. Nie oznacza to jednak, że nie należy
próbować. I próbują wszyscy, zazwyczaj jednocześnie. Próbują dać znać
innym że istnieją, bo ci których nie słychać, nie są dostrzegani, jakby
nie istnieli. Cokolwiek masz do powiedzenia, lepiej będzie jak to
wykrzyczysz, bo właściwie zawsze jesteś w środku tłumu innych ludzi,
którzy też mają coś do wykrzyczenia.
Regulacja
głośności w telewizorach wydaje się być zbędna, wystarczy jedno
ustawienie na głośność maksymalną. Taksówkarz wiozący cię w środku nocy
przez puste miasto użyje kilka razy klaksonu. Zresztą jedynego
urządzenie regularnie serwisowanego w chińskim samochodzie. Kierowca
trójkołowego roweru, jadący gdzieś o bladym świcie przez śpiące ciągle
miasto, zapamiętale i bez przerwy dzwoni kołatką-dzwonkiem, w który
wyposażony jest prawie każdy taki pojazd.
Próg odporności
na hałas Chińczycy mają przesunięty w rejony dla mnie nieosiągalne. Nikt
w stoczni, oprócz mnie, nie używa żadnych środków ochrony słuchu.
Zresztą na warsztacie i tak jest ciszej, niż w chińskiej dyskotece.
Prawie każdy nasz chińczyk, wracający ze szkolenia w Szwecji, pytany o wrażenia odpowiadał: It's very quiet out there (Bardzo tam cicho).
wtorek, 17 kwiecień, 2007
Naprawdę świeże krewetki
Naprawdę świeże krewetki, podane w wykańczającej dla nich zalewie alkoholowej. Wykańczanie trochę trwało, potem można się było rozkoszować smakiem.
czwartek, 12 kwiecień, 2007
Micha w stoczni
Micha w stoczni to też chińska kuchnia, chociaż trochę mniej
wyrafinowana niż można by się spodziewać.
Miseczka
z ryżem i drewniane pałeczki wielokrotnego użytku w dłoń, na środku
stołu kilka talerzy z jedzeniem i miska z zupą, w których to mieszają
swoimi pałeczkami wszyscy zebrani. Wyciągasz ze środka to na co masz
ochotę i wrzucasz do swojej miski z ryżem, zajadasz. Ości, kości i
chrząstki wypluwasz prosto na stół.
Na koniec, gdy w
misce zostaje Ci już końcówka ryżu, zalewasz go zupą i wypijasz
siorbiąc. A na koniec zamieniasz swoją miseczkę w popielniczkę, o ile
palisz oczywiście.
sobota, 07 kwiecień, 2007
Konsternacja
Lufthansa, w przeciwieństwie do SASu, ciągle serwuje nieograniczoną ilość alkoholu w lotach długodystansowych. Pomaga to trochę przetrwać podróż. Patrząc na moich współtowarzyszy z niemieckimi paszportami mam wrażenie, że gdyby wprowadzili jakieś limity, to na pokładzie samolotu wybuchłby bunt. Jedenaście godzin na zydlu w Boenigu 747. Mało się nie czerwienię na myśl, że byłem podekscytowany przed pierwszym w życiu lotem międzykontynentalnym.
Wyrobiony podczas kilkunastu chińskich tygodni odruch warunkowy przepuszczania, niezależnie od okoliczności, wszystkich samochodów, powoduje konsternację u kierowców na ulicach Göteborga. Stoimy, oni czekają aż przejdę, ja, aż oni przejadą. Za każdym razem trwa to chwilę, zanim uświadamiam sobie, że mogę i powinienem iść, bo oni się nie ruszą zanim nie przejdę. Nic na to nie poradzę. Właśnie wróciłem z kraju, gdzie przejście przez skrzyżowanie na przejściu dla pieszych przy zielonym świetle jest kiepskim pomysłem. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest przechodzenie z dala od skrzyżowań i przejść dla pieszych. W takim miejscach mogą Cię rozjechać tylko z lewej lub z prawej strony. Na skrzyżowaniu - z każdej. Na skrzyżowaniu musisz mieć oczy dookoła głowy, żeby ogarnąć tych, którzy zetną zakręty, wyjadą pod prąd, będą wyprzedzać, lub po prostu zapragną przejechać na czerwonym świetle.
Jak się chce, to można również pisać o niczym. Ten wpis jest tego najlepszym dowodem.
środa, 04 kwiecień, 2007
Jachtowiec
Na początku maja 2007 zaplanowano przekazanie armatorowi, którym jest Dockwise
Yacht Transport, jednostki Yacht
Express. Jest to specjalnie zaprojektowany do przewożenia jachtów
zanurzalny statek typu flo/flo (float on/float of). Yacht Express
wyposażony jest w dok, do którego, po zanurzeniu się jednostki,
wprowadzane są transportowane jachty. Statek ma umożliwić armatorom
jachtów przerzucenie swoich cacek przez Atlantyk w ciągu zaledwie 8 dni,
gdy się nagle zdecydują spędzić lato na Morzu Śródziemnym, a nie na
Florydzie.
Dockwise Yacht Transport to jedna z tych firm, które
funkcjonują na rynku, o istnieniu którego znakomita większość ludzi nie
ma pojęcia. To samo dotyczy znacznej części stoczni jachtowych,
budujących superluksusowe jachty, których ceny zaczynają się od miliona
dolarów za metr bieżący, a górnej granicy ceny właściwie nie ma. Rynek
ten rośnie po cichu, ale stabilnie, wraz z rosnącą liczbą milionerów na
świecie. Najsłynniejsze stocznie jachtowe na świecie znajdują się w
Europie, przede wszystkim w Holandii oraz w Niemczech, gdzie działa
konsorcjum Lurrsen, które dostarczyło większość z najsłynniejszych
jachtów na świecie, jak na przykład warte po 200 milionów dolarów jachty
dla Paula Allena, Larrego Ellisona czy Romana Abramowicza.